Maksymilian Nowicki, Rocznik Towarzystwa Naukowego Krakowskiego 1868, t. 37, s. 217–325.
O pleniu kopalińskim
i lęgnącéj się z niego
PLENIÓWCE, Sciara militaris n.sp.
napisał
Dr. M. Nowicki
Z jedną tablicą (tab. I.)
Przedłożono na posiedzeniu w d. 23 stycznia 1868 r.
Natura in minimis maxima.
Plinius
Zpomiędzy najosobliwszych objawów w świecie zwierzęcym, zwłaszcza owadzim, zdoła zaprawdę
i pleń (fig. 1) wprawić każdego w zdumienie, jawiąc się w sposób nader
szczególny i sobie tylko właściwy. Jest on bowiem przeliczną gromadą
gąsieniczek beznożnych, które wiedzione instynktem zlepiają się z sobą
w kształcie niby węża i tak pełzają w cieniu lasów. Pojawia się téż tylko
w pewnych latach, w lipcu do początku sierpnia w niektórych krajach północnej
Europy, gdzie już od wieków był przedmiotem bądź poezyi ludowej, bądź badań
przyrodników.
Fig. 1. Pleń pełzący po iglu.
W Galicyi znany dotąd z górzystych borów świerkowych, mianowicie
na zachodzie z wioski Kopalin pod Bochnią, oraz z Tatr i Babiéj-Góry, zaś na
wschodzie ze wsi Synowucka w Stryjskiém i Maniawy w Stanisławowskiém.
Mieszkańcy kopalińscy nie mają dlań innej nazwy jak
klucze robaków;
str.218 Liptacy na południowej stronie Tatr zwą go żyrem; górale polscy na północnej stronie Tatr i Babiéj-Góry pleniem (od plenny), a Bojcy w Synowucku po rusku połonem. W innych krajach ma pleń także rozmaite nazwy; i tak w Niemczech Heerwurm, Kriegswurm, Herschlange, w Szwecyi gâdrds-drag i härmask, w Norwegii orme-drag i drag-fae.
Niepozorny czarny owadek dający pleniowi początek i na odwrót z niego powstający, należy do rzędu dwuskrzydłych (Diptera), a mianowicie do działu Prostoszewnych (Orthorhapha)1, 1 Dr Schiner, Ein neues System der Dipteren (Verhandlungen der zoologisch-botanischen Gesellschaft in Wien, 1864, 201–2l2). Podział dypterów na dwa główne skupienia Orthorhapha i Cyclorhapha oparł Dr Shiner na badaniach Brauera ogłoszonych w dziełku: Monographie der Oestriden. 1863, str. 32–34. rodziny Bedliszakowatych (Mycetophilidae) i rodzaju ziemiórki (Sciara), obejmującego sto kilkadziesiąt znanych gatunków. Od r. 1845 aż dotąd uchodziła powszechnie Sciara Thomae L.2, 2 Najnowszą o ziemiórce pracą jest Winnertza: Beitrag zu einer Monographie der Sciarinen. Wien 1867. Dodatkiem do niej jest opis ośmiu nowych gatunków zamieszczony w Vevh. der zool. bot. Ges. z r. 1868. Gatunki te pochodzące z Galicyi udzieliłem Winnertzowi jako monografowi do opisania. za matkę plenia, gdy tymczasem badania moje z r. 1867 wykazały, iż z gąsieniczek pleniowych kopalińskich lęgnie się gatunek ziemiórki inny, a nawet zupełnie nowy. Nadałem mu przeto nazwę polską Ziemiórki pleniówki od plenia, z którego się lęgnie, łacińską zaś Sciara militaris od wspólnych, niby wojskowych pochodów gąsieniczek pleniowych. Opis saméj pleniówki zamieszczony jest poniżej w ustępie „Przeobrażenie.”
219 Czy atoli także plenie pojawiające się u nas w okolicach powyżej namienionych powstają z tejże pleniówki, Sciara militaris, jest jeszcze niepewném. Rzecz ta wymaga sprawdzenia na drodze dalszych badań, do których moje spostrzeżenia mogą posłużyć za wskazówkę, a byłoby bardzo pożądaném, żeby się kto z tamecznych mieszkańców zechciał zająć gruntowném tego przedmiotu zbadaniem, sam bowiem nie mogę się właśnie w lipcu, kiedy to pleń się pojawia, w odleglejsze oddalać okolice. Również pozostaje jeszcze w ogóle i to do zbadania, azali i indziej gąsieniczki kilku gatunków ziemiórki tworzą plenie lub tylko jednego z nich, a mianowicie pleniówki (Sciara militaris).
Po tych wstępnych uwagach należałoby mi od razu przystąpić do rzeczy, t.j. do skreślenia spostrzeżeń moich nad pleniem kopalińskim. Zważywszy jednak, że w ciągu rozprawy nie mógłbym pominąć nie tylko ogłoszonych już o pleniu wiadomości ze wskazaniem dawniejszych dostrzegaczy i pism ich, ale też zebranych przeze mnie krajowych o nim podań, zwłaszcza że wszystkie mogą dotyczyć jednej i tej samej matki plenia, uważam za stosowne poprzedzić opis plenia kopalińskicgo krótkim poglądem na dotychczasową historyą i literaturę plenia w ogólności. Czytelnik dowie się z tego poglądu, czego na tém polu dokonano, a co jeszcze czeka dopełnienia.
Literatura i historya plenia w ogólności
Znajomość plenia u ludu musi dawnych sięgać czasów; pierwsze zaś wzmianki pisemne o nim napotykamy już przed półtrzeciawieku. Pisarze różnych narodów, najwięcej niemieccy, wspominali o nim jużto pobieżnie, już téż opisywali go obszernie. Wszakże tylko niektórzy z nich widzieli plenia na własne oczy i to czasem jedynie w niewoli trzymanego; 220 zaledwo kilku badało go samodzielnie i ogłaszało swe spostrzeżenia wyjaśniające mniej lub więcej zagadkowo jego właściwości; przeważna zaś część pisarzów powtarzała za panią matką opowiadania obce i przesądne, lub podawała tylko wyciągi z ogłoszonych prac poprzedników, dodawszy z swej strony przedmowę i zakończenie z przedmiotem mniej lub więcej łączące się, co sprawiło zaledwie tyle, że na osobliwe zjawisko plenia powszechniej zwrócono uwagę. Nie tajno jednak nikomu, jak mały dla nauki wynika pożytek, jeśli jeden z drugiego wypisuje bez własnego badania i sprawdzenia rzeczy, co wszakże odnośnie do plenia sama przyroda dla rzadkiego pojawiania się jego uniemożebnia. Mało więc w ogóle badaczów z zawodu opisywało plenia według własnego doświadczenia; nie dziw téż, iż jego historya naturalna wymaga jeszcze nie pod jednym względem bądź wyświecenia bądź sprawdzenia, nadewszystko żaś co do ziemiórek wydających plenie dostrzegane po lasach i borach różnych krajów i od krainy niżu aż do holskiéj.
Pierwsza, jak się zdaje, wzmianka o pleniu z Karkonoszów szląskich znajduje się w dziele Schwenckfelda: Theriotropheum Silesiae. Lignicii, 1603. Wszakże co ten autor o nim mówi, wie prawdopodobnie tylko z opowiadania. Gąsieniczki opisuje pod nazwą Ascarides militares jako małe włoskowate robaczki barwy białawej, pełzające latem w kształcie kluczów; namienia téż, że uchodziły one u ludu szląskiego za oznakę głodu, gdy z dołu do góry, urodzaju zaś, gdy z góry na dół pełzały.
Na początku 18 stulecia spisał Juncker pięć tomów dzieła w rękopisie pozostałego: Ehre der gefürsteten Grafschaft Henneberg. W drugim tomie podaje on wiadomość o pleniu z lasów gór Turyngii3; 3 Ztamtąd pochodzą najliczniejsze doniesienia o pleniu. głównie téj treści, że leśniczy Hans Krzysztof Ludwik Ilmenau dostrzegł był rodzaju dziwnych robaczków leśnych barwy czarno szarej, u ludu Heerwürme lub Kriegswürme zwanych, uchodzących bowiem za wróżbę wojny; że podobne robactwo widywano także w lasach goldlauterskich i suhlskich, jak również w Czarnolesie (Schwarzwald) nieopodal Ohrdruf; że w r. 1701 nie widziano ich, lecz tylko w latach poprzedzających.
221 Zresztą w opisie Junckera znajduje się wiele przesady; należy to wszakże położyć jużto na karb ówczesnego stanu oświaty, już téż na karb téj okoliczności, że plenia sam nie widział, lecz tylko według udzielonych sobie podań opisał.
Norweg Ramus wspomina w opisie Norwegii: Norrigs Beskrivelse (Kopenh. 1715) o pleniu pod nazwą orme-drag jako o małych robaczkach barwy wodnistej. Według niego lud norwegski uważa za szczęśliwą wróżbę, gdy zobaczy orme-draga; mężczyźni i kobiety rzucają mu w drogę suknie i paski, wróżąc sobie szczęście, jeżeli przez nie orme-drag przejdzie, nieszczęście zaś lub śmierć, jeżeli je ominie.
Biskup Pantoppidan, autor przyrodnéj historyi Norwegii: Det förste Försög paa Norges naturalige Historie, Kjoebenhavn, 17524 4 Tłómaczenie niemieckie wyszło w Kopenhadze r. 1753 i 1754 angielskie w Londynie 1755. rozprawia w drugim tomie o pleniu pod nazwą drag-fae czyli orme-drag5. 5 Według Ludwika Bechsteina znaczy orme-drag w niemieckiem Wurmzug (nie Wurmdrache), drag-fae tyle co Zugherde a gârds-drag Hauszug. Opisuje go podobnie jak Ramus jako niezliczoną ilość robaczków barwy wodnistej, które w kształcie powrozu kilka sążni długiego pełzają po ziemi, pozostawiając po sobie ślad gdyby kresę. Opis swój kończy Pantoppidan domysłem, jakoby gąsieniczki same pomiędzy sobą pożerały się. Co do wyobrażenia ludu norwegskiego o orme-dragu powtarza podanie Ramusa. Podczas swego pobytu w Danii o pleniu nic nie słyszał6. 6 Prócz plenia wspomina Pantoppidan także o robakach chmurowych, deszczu płóciennym (czyli wacie łąkowej, spostrzeganej także w Niemczech, a przed kilku laty u nas nad Dniestrem, i powstającej z wodorostu zwanego gałęzatką Cladophora viadrina). Jegoto dziwnej wyobraźni zawdzięczamy także słynną baśń o olbrzymim wężu morskim i o krakach.
Cenniejsze niż poprzedzające i wolne od przesądów podania o pleniu pod tytułem: Von dem sogenannten Heerwurm ogłosił Dr Kühn z Eisenachu w czasopiśmie Walcha: 222 Der Naturforscher, tom 1. (1774) str. 78, t. 15 (1781) str. 96 i t. 18 (1782) str. 226, tab.V. Postrzegał on go sam kilkakrotnie nietylko na wolności w buczynach swej okolicy, lecz także w domu w niewoli trzymanego, a lubo swe spostrzeżenia czasem mylnie pojął, to przecież odsłonił pod nie jednym względem tajemnicę dotyczącą zachowania się plenia i przeobrażenia jego gąsieniczek. I tak już w r. 1774 wypowiedział trafne mniemanie, że gąsieniczki pleniowe ½ cala długie, białe, gładkie, przejrzyste, szklące, z przebijającym przewodem pokarmowym, nie należą ani do robaków (Vermes)7 7 W tomie 9 czasopisma Naturforscher, zanim jeszcze wyszedł dalszy ciąg spostrzeżeń Kühna w t. 15, wyraża doświadczony przyrodnik Goeze z Quedlinburgu względem trafnego zdania Kühna powątpiewanie, azaliby gąsieniczki pleniowe nie do owadów jak raczej do robaków zaliczyć wypadało odwołując się do Schwenckfelda, który w nich upatrywał robaki, ani też do owadów doskonałych, lecz że je czeka jeszcze zwykłe przeobrażenie, po którego przebyciu staną się istotami do lotu i rozrodu zdolnemi. We cztery lata później (1778) trzymał znowu w niewoli gąsieniczki pleniowe, przyniesiono z niskiej podmokłej okolicy leśnej koło Wilhelmsthalu, a gdy przeobraziły się u niego w poczwarki, uważał za prawdopodobne, że z nich powstają owady błonkoskrzydłe (Hymenoptera). Wreszcie atoli w r. 1781, po dziewięcioletnich zabiegach, udało mu się wychować i poznać matkę dającą początek bajecznemu pleniowi, lecz mocno uczuł się, jak sam powiada, rozczarowanym, gdy w niej ujrzał tylko nędzną czarną muszkę. Donosząc o niej w Naturforscher z r. 1782, nazwał ją Wunderthier zaliczył w ogólności pomiędzy tipulas Linnei alis incumbentibus, nie wyszczególniwszy jéj jako Tipula Thomas L.; namienił też o jej wielożenném gorącem parzeniu się w pierwszych godzinach życia. Tę samę muszkę miał Kühn odszukać w końcu lipca także w lesie i widzieć ją nie tylko siedzącą tłumnie po drzewach i krzakach (?!), lecz także gromadnie snującą się w powietrzu (?!). Co do zapatrywania się ludu na plenia opowiada Kühn, że gdy r. 1774 223 pojawił się pleń koło Eisenachu8, 8 Uważany tamże w latach 1756, 1774, 1778, 1779, 1781, odświeżał w uściech ludu dawne podania. Jaka ziemiórka lęgnie się z tamtejszych gąsieniczek i jaki właściwie jéj gatunek wychował z nich Kühn, pozostaje jeszcze do zbadania, również i namienione twierdzenie Kühna o gromadności muszki do sprawdzenia. Że tą ziemiórką nie jest Sciara Thomae zdaje się być bardzo prawdopodobném. ludzie drżeli przed nową wojną, jak w r. 1756, kiedy to pleń przepowiedział wojnę siedmioletnią, że wychodzili przyglądać się mniemanemu dziwu, opisując je jako wielogłowego węża, po którym tysiące robaczków łaziło; wąż ten miał się ukazywać zrana między godziną ósmą i dziewiątą, czołgał się ciągle od wschodu ku zachodowi i udawał się do źródła dla zaspokojenia pragnienia.
W Szwecyi postrzegał plenia Ziervogel w Ekholmsundzie. Widział go wieczorem w połowie lata. Lud szwedzki nazywa plenia gârds-drag od tego, że powoli się płaza ku mieszkaniom9; 9 Nie należy to wcale do właściwości plenia. Podłazi on zapewne tylko przypadkowo ku mieszkaniom znajdującym się w lesistej okolicy, gdzie się pojawia. rzuca mu też jak w Norwegii i w podobnym celu suknie w drogę. Opowiadania Ziervogla ogłosił szwedzki przyrodnik spółczesny Kühnowi baron Geer (po książkach zwykle Degeer pisany) w swych: Memoirs pour servir a l"histoire des Insectes, Tome sixiéme, Stockholm 177310, 10 Niemieckie tłumaczenie wydał Goeze r. 1782 str. 338. Wnioskując z postaci gąsieniczek pleniowych pół cala długich, iż z nich muchy komarowate (Tipulae) powstawać muszą, był Geer pierwszym, co się na rzeczy poznał o tyle, że muszka pleniowa należy rzeczywiście do namienionego much działu w dawniejszém jego ograniczeniu systematyczném. Po Geerze, jak również po Kühnie, który wiadomością podaną r. 1782 o swoiem Wunderthier potwierdził zdanie Geera, uznawano gąsieniczki pleniowe tylko w ogólności za należące do much komarowatych i zaliczano je do tego lub owego tychże rodzaju aż do czasu Thona w r. 1828, o którym niżej mowa.
Jacquina Collectanea ad Botanicam, Chemiom et Historiam naturalem spectantia 224 zawierają na str. 300 tomu trzeciego (Wiedeń 1780) Hosta Entomologica z opisem muszki Tipula paradoxa, odrysowanéj na tab. 23 f. 7a-h, w której późniejsi pisarze upatrywali matkę pleniową czyli „ziemiórkę” (Ob. Thon).
Blumenbach namienia krótko w swej książce: Handbuch der Naturgeschichte (4 wydanie 1791, str.387, i w następnych wydaniach), że głośny pleń powstaje z gąsienic komara (Tipula), lub też łowika (Asilus).
Dr Jan-Maciej Bechstein miał widzieć plenia w lasach arlsberskich i walterhauseńskich w Turyngii. Opisuje go na str. 1095 drugiej części pierwszego tomu swej książki Kurzgefasste gemeinnützige Naturgeschichte des In- und Auslandes (1794), wszakże wątpić należy, czy opis ten oparł istotnie na własnych spostrzeżeniach. Najpierw bowiem nazywa czarną muszkę pleniową, która według niego nie jest większą od pchły, Tipula mirabilis, co bardzo przypomina Kühna Wunderthier. Prócz tego opisuje gromadne jej znajdowanie się w lesie prawie tak samo jak Kühn. Gąsieniczki i poczwarki pleniowe przedstawia jako wyborną karme dla ptaków, szczególniej zaś dla świń zapędzanych często w jesieni do lasu dla utuczenia się11. 11 Karmią tuczącą świnie są gąsienice drapieżnej muchy zwanej łówikiem (Asilus), o czem pisał Goeze w Allerlei. Zapewne na podstawie tegoż podania, ale mylnie, połączył powyż namieniony Blumenbach gąsieniczki pleniowe z łowikowemi. Twierdzenie to i indziej przezeń ogłoszone jest mylném, gdyż w jesieni nie ma już ani gąsieniczek ani poczwarek pleniowych. Co do przesądów donosi tenże Bechstein, że lud wyprowadza ze zjawiska plenia dostrzeganego corocznie (? !) w lesie turyngskim wojenne i inne nieszczęśliwe wróżby. Według innych autorów są one tam i pomyślne.
O pleniu na Litwie podał wiadomość Jundziłł w dziele swém: Zoologia krótko zebrana, część trzecia. Wilno, 1807. Na str. 333 mówiąc o nadwodniku (Tipula) pisze o nim tak: „Sławny u wieśniaków naszych wąż z niezliczonego mnóstwa drobnych robaczków złożony, w Niemczech pod nazwiskiem Heerwurm znajomy, nic innego nie jest, tylko zbiorem liszek tego rodzaju, które skupiwszy się w długą na dwanaście niekiedy łokci a na piędź grubą kolumnę, wężowatym 225 ruchem w wilgotnych lasach niektórych lat z miejsca na miejsce się przenoszą. Zdarzenie to rzadkie i nadzwyczajne wielu strachem przeraża a każdego w sprawiedliwe wprawuje podziwienie”. Jak Litwini plenia nazywają tego nie podał Jundziłł. (Ob. poniżej ustęp o Hohmannie).
Meigen, autor cennego dzieła: Systematische Beschreibung der Europäischen zweiflügeligen Insecten (1818–1838) nie wspomina w niém ani o pleniu, ani też o Kühna Wunderthier lub Hosta Tipula paradoxa i Bechsteina Tipula mirabilis. Ustanowił on rodzaj Sciara (ziemiórka). Gatunek Sciara Thomae, uznany później (1845) za matkę plenia znajdywał Meigen około Akwisgranu, a że wcale przemilcza o pleniu w swém dziele, przeto zdawałoby się, iż gąsienice téj ziemiórki w okolicach pomienionego miasta nigdy nie tworzą plenia.
Kirby i Spence wspominają w swej Entomologii, t.2 (1824) str. 8 i t.3 str. 11, całkiem pobieżnie o pleniu w ustępie o popędzie owadów do życia gromadnego, przywodząc Geera i Kühna; własnego nic nie podali. Podobnież pobieżnie namieniają i inne dzieła lub liczebniki zoologiczne o pleniu, a jest nie mało takich, które go zupełnie pomijają milczeniem.
Thon z Eisenachu zamieścił o nim artykuł w Erscha i Grubera Allgemeine Encydopadie der Wissenschaften und Künste, oddział 2, część 4 (Lipsk 1828), str. 79. Pracą tą posunął znacznie historyą plenia, uznał w niej bowiem wizerunki Kühna i Hosta za zgodne i przedstawiające to samo zwierzę, a co najważniejsza mniemał zarazem, że muszka z plenia powstająca mogłaby być gatunkiem Sciara nemoralis Meigen. Aczkolwiek jego mniemanie co do gatunku nie było uzasadnione, wszelako odgadł on dobrze rodzaj, do którego muszka pleniowa należy. Wychowaniem jej samej byłby się Thon nauce bardziej zasłużył, co mieszkającemu w téj samej co Kühn okolicy, gdzie pleń częściej się pojawia, nie było tak trudném.
Piszący po Thonie nie trzymali się ani téż sprawdzili jego mniemania aż do Bertholda, który takowe w r. 1845, przynajmniej co do rodzaju, zamienił w pewność. I tak np. podał Oken w swej Allgemeine Naturgeschichte für alle Stande na str. 740–743 drugiej części tomu piątego królestwa zwierząt (1835) wyciąg z Kühna, spaczył jednakże 226 dokładniejszą o muszce pleniowéj wiadomość podaną przez Thona uwagą własną, przy Bibio Johannis wypowiedzianą, iż prawdopodobnie gąsienice podobnych much komarowatych znane są pod nazwą plenia, czém niejednego z czytelników swego dzieła wprowadził w obłęd. Voigta Lehrbuch der Zoologie, tom 5 (1840), str. 249, zawiera znowu ustęp o pleniu przy rodzaju Ceratopogon. Autor opisuje tylko zachowanie się gąsieniczek pleniowych, pół cala długich, które przed 20 laty w lipcu z Wilhelmsthalu koło Eisenachu jak niegdyś Kühn otrzymał był i przez krótki przeciąg czasu w niewoli trzymał. Na końcu ustępu dodał Voigt krótki wyciąg z Kühna. Leunis domniemywa się w swej Synopsis der drei Naturreiche, część 1 (1844), str. 284, iż pleń powstaje może z gąsieniczek należących do rodzajów Culex, Anopheles, Corethra, Chironomus lub Ceratopogon. Również i Berthold zalicza w swym Lehrbuch der Zoologie(1845) plenia w ogólności do działu Tipularia.
Jakkolwiek tedy prawie przez półtrzecia wieku (1603–1845) pisano o pleniach różnych krajów, nie udało się nikomu stanowczo rozwiązać zagadki, z jakiej lub jakich się one ziemiórek lęgną. I następne lata nie przyczyniły się do wyświecenia tego przedmiotu, jakto z poniższego wykładu się okaże.
Leśniczy Raude w Birkenmoorze koło Ilefeldu w górach hercyńskich (Harz) słyszał w r. 1844, iż widziano plenia w cienistej buczynie okolicznej, ale go sam nie znalazł. W następnym roku dostrzegł go w kilku okazach zrana 21 lipca i posłał radcy nadwornemu Bertholdowi w Getyndze trochę gąsieniczek, które wszakże temu wyginęły. Na prośbę Bertholda, aby muszkę wychował, odszukał Raude plenia znowu w tém samem miejscu z początkiem sierpnia i włożył wraz z ziemią leśną trochę gąsieniczek, z których każda była do 11 milimetrów długa, do puszki botanicznej zawieszonej w cieniu na lipie. Gromadka ta utworzywszy plenia ruszyła w pochód, wydostała się na zewnątrz, szczelinami po brzegach wieczka nieprzystającego, obeszła puszkę i wlazła znowu do niej (?!). W 8 dni potem przepoczwarczyło się w puszce kilka pierwszych gąsieniczek, a 30 sierpnia wylęgło się mnóstwo drobnej muszki pleniowéj, którą Raude wraz z poczwarkami Bertholdowi posłał. Berthold oznaczywszy ją jako Sciara Thomae, 227 i mniemając, iż rozwiązał tém już stanowczo zagadkę dotyczącą plenia, napisał zarówno na podstawie własnego badania jak spostrzeżeń Raudego listownie mu opowiedzianych, rozprawkę o pleniu pod tytułem: Mittheilungen über den Heerwurm oder Wurmdrachen, zamieszczoną na str. 67 do 78 w Nachrichten von der Königl. Gesell. d. Wiss. und der Georg-Augusts Unwerstt zu Göttingen, 1845 (tamże 1854 str. 1–5; w wyciągu w L"Institut XIII (1845) Nro 622, p.422–423). Zdanie jego w niéj wypowiedziane, iż Sciara Thomae jest matką plenia, przeszło do wielu pism i upowszechniło się, a rozprawa sama pobudziła zaraz w następnym roku także innych do pisania o pleniu. Rozmaite wątpliwości nasuwające się przeciw Sciara Thomae, czy takowa może być w ogóle uważaną za matkę plenia, podaję w poniższych ustępach (Sachse, Berthold), tu zaś namienię, że opis ziemiórki Sciara Thomae, podany przez Bertholda , stosuje się lepiej do mojej pleniówki (Sciara militaris), skąd też przypuszczać wolno, że ta może jest matką plenia w górach hercyńskich.
Guérin Méneville napisał: Note sur les Migrations des Larves de la Sciara Thomae (Revue Zoolog. 1846 , t. 9 p. 14–18; Ann. Soc. Ent. ser. 2 t. 4, 1846; Bull. p. VIII–XII). Pisarz ten podając wyciąg z Bertholda, objawia własne zdanie tylko co do celu, jaki ma popęd gąsieniczek do tłumnego gromadzenia się i wspólnego pochodu, a tym celem ma być według niego wzajemne chronienie się od obsychania na wolném powietrzu. (Ob. ustęp Cel skupiania się).
Sachse, redaktor pisma Allgemeine deutsche naturh. Zeitschrift zamieścił w pierwszym tegoż tomie z r. 1846 na str. 26–32 artykuł o pleniu pod tytułem: Der Heerwurm oder Wurmdrache. Jest to również wyciąg z Bertholda poprzedzony uwagami o zabobonach przywiązanych do zwierząt i zakończony wezwaniem do przyrodników, aby zajmowali się badaniem plenia. Sachse twierdzi z całém przekonaniem, że sprawa plenia została już zupełnie wyjaśnioną, skoro Berthold przynależną muszkę pleniową rodzajowo i gatunkowo rozpoznał. Sprzeczném atoli z tém twierdzeniem jest jego doniesienie na końcu rozprawy, a mianowicie: „Radca nadworny Reichenbach otrzymał przed sześciu laty gąsieniczki pleniowe z okolicy Gohry, łapał 228 wszakże ziemiórkę Sciara Thomae we wszystkich przez siebie zwiedzanych międzygórzach Saksonii, także w pobliżu Drezna, i mniema przeto, że pleń w tych miejscach bywał tylko przeoczony, ale zapewne corocznie się pojawia”.
Uwaga. Co do tego doniesienia słusznie orzeka Ludwik Bechstein, iż przeczący Reichenbacha wywód nie jest trafnym, a podania jego o pleniu z Gohry obok licznych miejsc pobytu ziemiórki Sciara Thomae raczej za tém przemawiają, iż ta wcale nie jest matką plenia, gdyż tenże z okolic Drezna bez wątpienia tak samo jest nieznanym, jak z Akwisgranu, gdzie przecież Meigen znalazł swoje Sciara Thomae. Bechstein mógłby w téj mierze mieć słuszność, przynajmniej o tyle, że Sciara Thomae znajduje się np. także w Danii, jednak Pantoppidan nic tam nie słyszał o pleniu; nie brakuje jéj także koło Wiednia, lecz i stamtąd o pleniu żadnej nie ma wiadomości. W Galicyi łowiłem sam Sciara Thomae od końca czerwca do początku września we wielu okolicach wschodnich i zachodnich od krainy niżu aż do górskiej (Podhole i regle w Tatrach), najczęściej na roślinach okółkowych, zwykle po łąkach odległych od jakichbądź lasów lub téż i w lasach samych; lecz upewniłem się w drodze wywiadywań, że przynajmniej w niżu, gdziekolwiek ona znajduje się u nas, o pleniu nigdzie nic nie wiedzą, a nadto przekonałem się łońskiego roku, że pleń kopaliński w lipcu pojawiający się powstaje z pleniówki (Sciara militaris Now.), lęgnącéj się dopiero w końcu lipca i z początkiem sierpnia. Zresztą gdyby Sciara Thomae mimo to miała być matką plenia, trudno wytłumaczyć, dlaczego miałaby go tworzyć nie wszędzie, lecz jeno miejscami w górzystych buczynach Turyngii.
Hornunga artykuł: Der Heerwurm, Wurmdrache oder Haselwurm (Larva Sciarae Thomae), ogłoszony w Bericht des naturwiss. Vereines des Harz, 1846/7, str. –33, jest wyciągiem z Bertholda. Wstęp opiewa, „Na jedném z dawniejszych naszych posiedzeń rozprawiano humorystycznie o pojawianiu się plenia dawniejszemi czasy na południowych stokach Harzu opodal Ihlefeldu i otoczono to dziwo całą grozą bajecznej poezyi ludowej. Zająć przeto musi każdego naukowe wyjaśnienie zjawiska tak dziwnego, które niegdyś, niejednego napełniało bojaźnią i lękiem, jak o tém świadczą dawne opowiadania. Zasługa w téj mierze należy się leśniczemu Raudemu...” Dalej idzie wyciąg z Bertholda, bo autor innych prac o pleniu snać nie znał, 229 i ani zastanowił się nad tem, czy mniemane wyjaśnienie nie będzie wymagało jeszcze sprawdzenia.
Równocześnie prawie z Hornungiem wznowił sprawę plenia w Szwecyi Bohemann w dziele: Arstberättelse om zoologien Framsteg under aren 1845 och 1846 (Stockholm, 1847) str. 22. Autor donosi, że wieśniacy lesistych gór Szwecyi dobrze znają plenia pod nazwą härmaski uważają jego pojawienie się za przepowiednię wojny, opowiadając o nim przesądnie okropne i dziwaczne rzeczy. (Obacz ustępy o Ziervoglu i Ludwiku Bechsteinie.)
Po Bohemanme odświeżył pamięć plenia Vallot pracą: Observations d"histoire naturelle (sur diverses Tenthredes, sur la Tiupula Thomae) w Mém. Acad. sc. Dijon, 1848, str. 195–213. Krótką powiastkę pod napisem: Der Heerwurm zawiera: Neuer deutscher Volksfreund, ein Kalender fur Jedermann, 1848, w której jednak pleń opisany jest zbyt epizodycznie. Autor znał go tylko z Okena i nie wiedział, co z nim począć.
Później pisał o nim Ludwik Bechstein. Przez szereg lat, jak sam przyznaje, zatrudniał tylko pleń jego fantazyą. Cudowność, zagadkowość i bajeczność tego wszystkiego, co o nim słyszał i czytał, działały nań z całym urokiem nieodsłonionéj tajemniczości i budziły w nim żądzę wejścia na trop cudu przyrody przed okiem badaczy gęstym mrokiem pokrytego. Ale rok po roku mijał, a cud ten nie, chciał się pojawić; więc wewnętrznemu parciu i tęsknocie za wykryciem téj tajemnicy przyrody ulżył tymczasem opowiadaniem z lasu turyngskiego pod tytułem: Der Heerwurm und die Wildschützen, zamieszczoném w Rheinisches Taschenbuch, 1850, skreślając w niém tylko obce o pleniu podania przyodziane w szatę własnej wyobraźni, tak iż pleń mógł uchodzić za wcielone podanie ludowo. Do przyjaciół Bechsteina należał leśniczy Buchenröder z Oberhofu w Gotajskiem, z którym bajał o pleniu, gdyż wiedział o nim zajmujące rzeczy, widział go bowiem naocznie w lasach arlsberskich i walterhauseńskich (Ob. ustęp o Macieju Bechsteinie). Przez blizko 20 lat Buchenröder na próżno oglądał się za pleniem; wreszcie 3 sierpnia 1850 r. zrana o piątej godzinie przyszedł do niego dróżnik Ortleb na książęcy zamek myśliwski Oberhof z pożądaném doniesieniem, iż pleń pojawił się koło Lochbrunnen.
230 Buchenröder poszedł z tym dróżnikiem na oznaczone miejsce i nietylko dowiedział się od niego o wszelkich przesądnych podaniach, jakie pomiędzy mieszkańcami leśnych okolic Turyngii od najdawniejszych czasów krążą, lecz przypatrzył się sam pleniowi, miał widzieć na drodze, po któréj tenże się przesunął, ślad jako ciemną smugę srebrawo szarą, posłał téż Bechsteinowi trochę gąsieniczek, któremu tym sposobem nastręczyła się pożądana sposobność czynienia nad niemi spostrzeżeń przynajmniej w niewoli. Gąsieniczki te dostarczyły Bechsteinowi 16 sierpnia pierwszych poczwarek, z tych zaś wylęgły się 21 sierpnia dwie muszki. W następnym roku wydał Bechstein rozprawę w ogóle bardzo ciekawą pod tytułem: Der Heerwurm, sein Erscheinen, seine Naturgeschichte und seine Poesie, 1851, obejmującą prócz jego własnych i Buchienrödera spostrzeżeń także streszczone wyjątki z dawniejszych pisarzy z uwagami krytycznemi; dołączył do niej także tablicę przedstawiającą plenia sunącego się, gąsienicę, poczwarkę, oraz muszkę (f. 8 do 11, 14). Nie będąc atoli dypterologiem z zawodu, pobłądził najpierw w tém, że obadwa okazy wychowanej przez siebie muszki pleniowéj opisał jako samca i samicę (fig. 8, 9), gdy tymczasem one były samicami. Nie oznaczył także bliżej ani rodzaju ani gatunku, do któregoby ta muszka należała, twierdząc tylko ogólnikowo, że była nie ziemiórką Sciara Thomae, lecz z rodzaju najbliższego ziemiórce. Tém twierdzeniem stanowiącém rdzeń rozprawy, Bechstein pierwszy zachwiał orzeczenie Berthiolda, że Sciara Thomae jest matką plenia, i w rzeczy samej drobność muszki pleniowéj Bechsteina, jeśli okazy jéj nie były tylko przypadkowo zmarniałe, zdaje się przemawiać za tem, że jakkolwiek była ona ziemiórką12, 12 Oznaczenie gatunku tej ziemiórki według monografii Winnertza jest niemożebném, gdyż tak opis jak i wizerunki Bechsteina są niedokładne. a nie z innego rodzaju, nie należała wszakże do gatunku Sciara Thomae. Opierając się na swém spostrzeżeniu i podaniu Bertholda, uważa to Bechstein za rzecz pewną, że przynajmniej dwa gatunki muszek wydają plenie, zwłaszcza gdy i dawniejsi pisarze mówią o pleniach barwy jasno lub ciemno szarej, a Buchenröder zapewniał go, iż szary pleń, którego widział w r. 1850, różnił się od pleniów dawniéj przez niego postrzeganych w tém, że ich gąsieniczki były barwy brunatnawéj, przytém grubsze i większe, bo 231 około cala długie13, 13 Czy należały do ziemiórki? zresztą zaś miały również czarne główki, toż co do sposobu łączenia się w plenia, pochodu i pełzania zgadzały się z pleniem szarym. O zapatrywaniu się, ludu na zjawisko plenia Bechstein obszerniej wspomina. Według niego wyrazy Heerwurm, Kriegswurm i Heerschlange są nazwami ludowemi plenia w górach turyngskich, hercyńskich i w Karkonoszach. „Dla mieszkańców w Karkonoszach (ob. Schwenckfeld) pleń jest oznaką złych urodzajów, gdy idzie do góry, i odwrotnie, zaś mieszkańcom lasów Turyngii zapowiada on w pierwszym wypadku wojnę, w drugim spokój, wszakże ci boją się go więcej jako wróżby wojny, aniżeli witają jako przepowiednię pokoju. Nadto jak na wysokiej północy, tak téż w górach turyngskich rzucają mu mężczyźni i kobiety w drogę suknie, katanki, fartuszki, aby przez nie przesunął się, co gdy uczyni, wróżą sobie szczęście, szczególnie zaś niepłodne kobiety płodność, a brzemienne łatwy poród. Jak w Turyngii fartuszek, tak w Norwegii i Szwecyi jeszcze większe ma znaczenie pasek, który symbolicznie i magicznie mieści się nie w jednej baśni, a nawet jako obręcz czarodziejska odgrywa ważną rolę w dawnych podaniach i mitach. Wieszczym pochodom plenia musimy pozostawić ich znaczenie i powagę, chociażbyśmy niewiedzieć jak z góry i przemądrze chcieli się zapatrywać na wiarę ludu i jego zabobony, bo czyż w r. 1850, kiedy się pleń pojawił, niemniej.w r. 1851, nie odbywano pochodów tam i sam, wzdłuż i wszerz, z Austryi do Bawaryi, z Bawaryi do Hasyi i Szlezwiku, z Prus do Hasyi i znów do domu? Ilużto nie martwiło się tém wojskiem i temi pochodami i nie mogło się dopatrzeć w nich żadnej poezyi, zwłaszcza że po wszelkiem parturiunt montes prócz ziemiórki żałobnej nic się nie wylęgło”.
Pobudzony rozprawą Bechsteina oraz listem od Hahna otrzymanym a plenia dotyczącym, sprzeciwiającemi się temu, że Sciara Thomae jest matką plenia, poddał Berthold powtórnie sprawę plenia obszerniejszemu rozbiorowi i wypadki takowego ogłosił w ponownej rozprawie pod tytułem: Der Heerwurm gebildet von Larven der Thomas-Trauermücke, Sciara Thomae, 1854 (zamieszczonej także w Abhandlungen der Konigl. Gesell. d. Wiss. zu Gott. 1856. B. VI. 4. L 1, p. 39–88), ozdobionej tablicą z pięknemi rycinami gąsienicy, poczwarki i muszki pleniowéj. Z obszernej treści téj w ogóle 232 cennej rozprawy są najważniejszemi szczegóły odnoszące się do gatunku ziemiórki dającej początek pleniowi. W téj mierze Berthold zastanawiając się przedewszystkiém nad muszkami z Oberhofu, przez Bechsteina nieoznaczonemi a jako samiec i samica opisanemi, z jednej strony wykazał słusznie, że obie były samiczkami, z drugiej zaś uznał takowe pomimo ich drobności i wbrew poglądom Bechsteina za ziemiórkę Sciara Thomae; toż i Kühna drobną ziemiórkę (Wunderthier) z Eisenachu do tegoż samego gatunku zaliczył, opierając się na tém, że wielkość jego jest bardzo zmienną (!?). Na końcu rozprawy ogłosił urywki z listownego o pleniu doniesienia otrzymanego od Hahna w Ichtershausen koło Neudietendorf. Według tego doniesienia pojawiają się plenie tylko w mokrych latach w lipcu do początku sierpnia w buczynach gór turyngskich na północnych stokach (Hohe Sonne, Sperrhügel, Oberhof, Dorberg (1849), Ilmenau i t.d.). Gąsieniczki wzięte przez Hahna do domu z wilgotnego miejsca w Eilenriede koło Hanoweru, które były jasno popielate i w przecięciu 10 milimetrów długie, uległy u niego przepoczwarczeniu w części jednej 6 sierpnia, w drugiej zaś dnia następnego, a 13 i 15 sierpnia wylęgły się tysiące okazów drobnej ziemiórki, pomiędzy któremi jednak było mało samczyków. Hahn nadawszy ziemiórce u siebie wylężonéj i zapewne nie bez podstawy za gatunek nowy uważanej, nazwę Sciara thuringiensis posłał ją wraz z jej gąsieniczkami i poczwarkami Bertholdowi, ten zaś uznał takową za należącą do gatunku Sciara Thomae, twierdząc stanowczo w swej rozprawie, iż Hahna ziemiórka z Eilenriede w niczém nie różniła się od ziemiórki z Birkenmooru przez Raudego wychowanej, a przez niego jako Sciara Thomae oznaczonej. Tak więc Berthold obstaje przy tém, że Sciara Thomae jest matką plenia, przypuszcza wszakże tym razem z Bechsteinem, iż nią są zapewne nie ona sama, ale téż inne ziemiórki, a według Okena i powinowate tymże muchy komarowate (?!). Czy Bertholda orzeczenia utrzymają się, niedaleka przyszłość okaże.
Uwaga. Bardzoto łatwo być może, że ziemiórki wychowane przez Kühna, Raudego, Bechsteina i Hahna, a przynajmniej kilka z nich są raczej moją pleniówką (Sciara militaris), niż gatunkiem Sciara Thomae, jakto o nich twierdzi Berthold. Nie zaprzeczając jednakże jeszcze stanowczo orzeczeń Bertholda dotyczących oznaczenia onych ziemiórek, zwłaszcza że wylęgły się z gąsieniczek przebywających w lasach bukowych, zamieszczam tu przecież kilka 233 nasuwających mi się w tej mierze ważnych wątpliwości. Starania moje robione w zamiarze oznaczenia za pomocą starszych dzieł dypterologicznych gatunku wychowanej przeze mnie z gąsieniczek kopalińskich pleniówki, doprowadziły mnie za każdym razem do wypadku, że taż mała pleniówka z powodu swego użyłkowania, ubarwienia i nakreśleń kałdunowych do większego gatunku Sciara Thomae należeć musi, podczas gdy nawet pobieżne porównanie okazów obu tych ziemiórek wykazywało w sposób niewątpliwy ich gatunkową różnicę, którą téż przy pomocy najnowszej Winnertza monografii o ziemiórkach nie trudno sprawdzić było. Dla żółtych boków kałduna poczytał Berthold ziemiórki wychowane przez Kühna, Raudego, Bechsteina i Hahna za Sciara Thomae, namieniając wyraźnie na str. 27, że tę przy bacznej uwadze nie tak łatwo pomieszać z innemi gatunkami, gdyż jest największą i sama jedna ma boki kałduna żółto ubarwione. Opierając się na starszych dziełach, miał w tej mierze słuszność; wobec monografii Winnertza zaś mniemanie jego nie ma podstawy. Chętnie byłbym z pomienionemi ziemiórkami, poczytanemi najprawdopodobniej mylnie za Sciara Thomae, porównał moję pleniówkę (Sciara militaris) mającą też boki kałduna żółte, lubo nogi nie smukłe, rożki właściwe i t. p. (ob. niżej opis), jednakowoż na listowną prośbę moje do Bertholda i Hahna, aby mi parkę swych ziemiórek odstąpili do porównania, albo przynajmniej z niemi porównać chcieli posłaną im moje pleniówkę, nie otrzymałem odpowiedzi. Na tablicy dołączonej do rozprawy odrysował Berthold samca (fig. 9) ziemiórki uważanej przez niego za Sciara Thomae. Gdyby ten obrazek był wiernym, o czém wątpić nie należy, natenczas przedstawiona ziemiórka, na podstawie użyłkowania jej skrzydeł i w myśl monografii Winnertza, nie należałaby nawet do działu obejmującego Sciara Thomae (A., str. 168), a odznaczającego się tém, że stroma szczéblikowata nasada żyłki podsprychowéj leży przed środkiem żyłki sprychowéj, niemniej że koniec żyłki podsprychowéj jest bliższy wierzchołka skrzydłowego niż koniec dolnej gałązki widełek żyłki pieskowej; lecz owszem szukaćby jéj trzeba w dziale C. (str. 169), u którego gatunków wspomniana stroma nasada leży za środkiem żyłki sprychowej, a koniec dolnej gałązki widełek pleskowych jest bliższy wierzchołka skrzydła niż koniec gałązki podsprychowéj. Podobnież członki prątka rożkowego mają w rysunku równą długość i szerokość, gdy tymczasem według Winnertza są one u ♂ Sciara Thomae 2½ do 3 razy, górne nawet 3 do 4 razy tak długie jak szerokie, co wszystko przemawiałoby zatém, iż Berthold 234 omylił się w oznaczeniu gatunku i nie miał przed sobą ziemiórki Sciara Thomae. Dalsza jeszcze w téj mierze ważna wątpliwość nasuwa się z téj okoliczności, że Sciara Thomae oprócz Sciara rufiventris Mcq. jest największą ziemiórką, a Berthold długość dorosłych gąsieniczek pleniowych podaje tylko na 3·5 do 4 linij paryskich. Oczywiście, że takie gąsieniczki należą do drobniejszych niż Sciara Thomae gatunków.
W następnych latach podawano jeszcze częste wiadomości o pleniu. I tak z Prus wschodnich pisał o nim Hohmann. Artykuł jego: Der Heerwurm, zamieszczony w programie szkoły realnej w Tylży z r. 1857, jest po części wyciągiem z Bechsteina i Bertholda, jak i dołączona tablica miernym przedrukiem ich rycin, zawiera wszelako i niektóre nowe doniesienia. I tak, że w lecie 1845 r., w godzinach, popołudniowych spostrzeżono plenia po raz pierwszy w obniżnéj wilgotnej olszynie przypierającej do tylżyckiego parku Jakobsruhe, który niegdyś także był bagnem zarosłem olszami. Z ust do ust przechodziła wieść o nim, a zdumienie i podziwienie ogarnęło gapiących się na to szczególne wojsko. Hohmann, dla którego także było nowém, doniósł w tylżyckim tygodniku (Wochenblatt), że gąsieniczki pleśniowe pochodzą od pewnego gatunku komara (Tipula). W lecie 1856 widywano tamże częściej plenia zrana i podziwiano go również jak przed 11tu laty, a Hohmann wziął stąd pochop do napisania rozprawy powyż namienionéj. Według niego były gąsieniczki 3 linie długie a prawie ½ linii szerokiej zresztą prócz czarnej głowy białe i zgadzały się prawie zupełnie z gąsieniczkami przez Bertholda opisanemi. Na miejscu, którędy się pleń przesunął, miał on widywać szary ślad śluzowaty. Znajdowanie się plenia w niżu tylżyckim dowodzi, że takowy nie przebywa wyłącznie w górzystych okolicach, gdzie go dotąd jedynie spostrzegano. W lecie 1854r. przyniosła gazeta Hartunga w Królewcu wiadomość, że w Sorquitten koło Rastenburga (w regencyi królowieckiéj) kilka pleniów po raz pierwszy widziano. Pewna lubowniczka przyrody dostrzegała ich w olszynie rano o godzinie siódmej, potem w południe między dwunastą a pierwszą, i przesłała profesorowi Eldittowi w Królewcu pisemne uwagi w téj mierze, które się dostały Hohmannowi, i w jego rozprawie zamieszczone zostały.
235 Gąsieniczki z Sorquitten przechowane w wyskoku, były 5 do 6 linij długie a na linię grube14. 14 Gąsieniczki wrzucone do wyskoku stają się dłuższemi. Kilka z nich posłano Bertholdowi, który się o nich mniej więcej w następujący sposób wyraził: „Gąsieniczki te różnią się od przechowanych w muzeum getyngskiém pod kilku względami. Są one bowiem znacznie dłuższe i grubsze, każda z nich jest 11½ milimetrów długa, gdy tymczasem największe okazy nasze mają zaledwie 11 milim. długości. Barwa ich jest ciemniejsza, szczególniej zaś uderza, że mniejsze z nich są blado, a większe ciemne, również nie są tak przejźroczyste jak nasze, co jednak pochodzić może od tęższego spirytusu, w którym się znajdywały; w reszcie zgadzają się z naszemi nawet co do tarczki głowowej i części pyszczkowych. Prawdopodobnym jest, że te gąsieniczki powstają z innego gatunku ziemiórki; z tego powodu pożądanémby było, żeby w danym razie z plenia ziemiórki wychowywać chciano, gdyż przysłane mi gąsieniczki utwierdzają mnie w zdaniu ponownie wypowiedzianym, że nie sama tylko Sciara Thomae tworzy plenia”. Doniesienia Hohmanna dotyczą więc tylko samego plenia. Żałować wypada, iż nie wychował przynależnej ziemiórki, która ze względu na to, iż gąsienice tylżyckie pochodziły z zarośli olszowych niżu nadniemeńskiego, mogłaby być innym gatunkiem, aniżeli ziemiórki powstające z pleniów buczyn lub świerczyn górskich. Czy zresztą ta sama ziemiórka daje początek pleniom pojawiającym się według Hohmanna na pograniczu zachodniém Litwy, a według Jundziłła dalej na wschód w lasach litewskich, pozostaje również do zbadania. Drobność gąsieniczek tylżyckich nasuwa myśl, że ich matką była nie Sciara Thomae, lecz jakaś inna ziemiórka.
W piśmie „Bericht des naturwiss, Vereines des Harzes” z r. 1857 zamieszczone są na str. 5–6 dwa doniesienia o pleniu, a mianowicie prof. Berkhana: Beitrag zur Natturgeschichte des Heerwurmes”, i górnika Weichsla: „Über das Erscheinen der sog. Heerwurmer bei Zorge am Harze im Juli 1846 beobachtet”. Obaj autorowie z Blankenburgu mieli rzecz o pleniu na posiedzeniu Towarzystwa. Berkhan nieświadom rzeczy, prawił króciutko o pełzających tłumnie 236 gąsieniczkach barwy biało popielatej, które jego syn widział wieczorem 8 sierpnia 1857 w lasach Wienrodskich, i przedłożył ich kilka w wyskoku dla porównania, czyby należały do Sciara Thomae lub innej ziemiórki. Uwagi godną jest ta okoliczność, że długość pojedynczych gąsieniczek miała wynosić prawie 12 linij, a największa grubość środkiem 1 linię15. 15 Gąsienice podobnych wymiarów miał spostrzegać także Buchenr Öder (ob. ustęp o Ludwiku Bechsteinie), a gdyby twierdzenia obu były prawdziwemi i tak wielkie gąsienice należały rzeczywiście do ziemiórki, przemawiałoby to zatem, że z nich powstaje inny gatunek, niż z gąsieniczek w dorosłym stanie tylko 3 do 4 linij długich, może właśnie Siara Thomae, jedna z największych w rodzaju. (Por. ustęp o Bertholdzie). Po Berkhanie odczytał Weichsel swój list pisany d. 28 lipca 1846r. do prof. Blasiusa w Brunszwiku. Według tego listu posłał on był Blasiusowi do dalszego użytku gąsieniczki pleniowe z uwagami o ich pojawianiu się w Zorge i sposobie pełzania, oraz z prośbą o napisanie artykułu o nich. Kończąc dodał Weichsel, iż Blasius ani odpowiedział ani napisał artykułu, on zaś znalazł objaśnienie rzeczy w artykule Hornunga zamieszczonym w „Rocz. Towarzystwa” z r. 1846/7. Weichsel widział pełzające plenie 7, 22 i 23 lipca 1846 r. koło Zorge w dolinach Petersilienthal i Wagnersthal, gdzie je téż według podań starszych ludzi dostrzegano około r. 1804 do 1807, potem znowu w r. 1828. Pełzały one zrana, toż wieczorem, a nie w południe. Gdy się pojawią, wróży tamtejszy lud wojnę.
Lorez z Chur widział plenia w początku sierpnia 1851 r. w Szwajcaryi we Vulpera przy słoném źródle Terasp i podał o nim wiadomość: Notiz über die Erscheinung des Heerwurmes do czasopisma „Vierteljahrsschrift der naturgeschichte.”, Zürich 1857, str. 88–91. Wrażenie, jakie ten pleń sprawił na nim i na gościach kąpielowych, którzy w Vulpera słonych wód używali, oraz sposób w jaki go pojmowano, Lorez tak opowiada: „Rano o godzinie pół do szóstej wyszedł z ciemnych wilgotnych zarośli położonych miedzy Enem a chodnikami przechadzkowemi w pobliżu źródła słonego Terasp, pleń półtrzeciej blisko stopy 237 długi, a trzy cale szeroki. Lubo powolny jego pochód mógł ośmielić gapiących się widzów, jednakowoż przyglądaliśmy się jemu z takiej odległości, iżbyśmy na wypadek niespodziewanego rzucenia się na nas bezpiecznie umknąć mogli. Wkrótce zaczęto robić przypuszczenia, skądby się wzięło to dziwo. Wreszcie jeden z gości wpadł na domysł, który pospolite zjednał sobie uznanie, że to jest soliter lub inny jaki wnętrzak, odeszły z jakiego biedniejszego Tyrolczyka, który pod zasłoną krzaków uwolnił się od skutków słonej wody”. Snać kąpielowi nie grzeszyli wiadomościami zoologicznemi.
Rittera artykuł: Der Heerwurm w Rossmasslera „Aus der Heimath”, 1. Jabrg. s. 822–827, nie znany mi z treści.
Co do Tatr i galicyjskich Karpat, sprawa plenia dopiero ostatniemi laty poruszoną została.
Zmąconą wiadomość o pleniu z Tatr po węgierskiej stronie podał Schauer w swych Tagebuch-Notizen während eines ornithologischen Ausfluges auf der hohen Tatra in den Monaten Juli und August 1861, zamieszczonych w Cabanisa: Journal fur Ornithologie z r. 1862. Pisze on tak o nim na str. 394 w ustępie 29go lipca: „Wir nahmen denselben Weg zurück, wie wir gekommen. Noch in Ciemna smreczyna blieb Wala stehen und machte uns auf etwas aufmerksam. „Widzicie to, to my nazywamy płyn”, seht ihr, das nennen wir den Fluss, das Fliesscnde; płynę, ich rinne, ich fliesse. Es waren die Maden der Marcus — der Johannisfliege, Bibio oder Tipula, in Procession begriffen...” Podanie to odnosi się do plenia, lubo niktby się go nie domyślił czytając o płynie i pochodach gąsienic much z rodzaju Bibio lub Tipula. Wzmianka Johannisjliege jest w związku z mylnem zdaniem Okena, o czém już powyżej namieniono, zaś objaśnienie polskiej nazwy polega na przekręceniu wyrazu pleń na płyn, pochodzącém z nieświadomości języka polskiego16. 16 W przedruku tych Tagebuch-Notizen autor nie sprostował niedorzecznych szczegółów, lubo je wytknięto w numerze 177 Czasu z r. 1865.
Względem Tatr donoszę jeszcze, co nastąpuje: Idąc 238 wczas rano 26go lipca 1865 r. ze Szmeksu na Łomnicę, napotkałem po drodze wysoko w reglach cztery plenie pełzące, których gąsieniczki były popielate. Towarzyszył mi wówczas mój zwykły w Tatrach przewodnik Wala17; 17 Polski przewodnik z Zakopanego, znający doskonale cale Tatry, którego wraz z Maciejem Sieczką wszystkim turystom można jak najlepiej polecić. przywołałem go więc, aby oglądnął to zjawisko dziwne, a dlań, jak mniemałem, nieznane. Atoli Wala, przed którego bystrym wzrokiem nic w ojczystych górach nie ujdzie, wcale się nie zdziwił na widok wskazanych mu pełzających gąsieniczek i rzekł: „Ta to pleń; teraz, da Bóg, będą dobre urodzaje18. 18 W r. 1865 usprawiedliwił pleń (od plenny) swą polską nazwę o tyle, że Podholanie północni w rzeczy samej chwalili sobie zbiorki (żniwo). Ludzie nasi plenia zbierają, suszą, święcą19, 19 Proboszcz w Zakopanem zaprzeczył święceniu plenia. Być może, że to dawniej było w zwyczaju. Wala przecież mniemał, że proboszcz nie zawsze wie, co święci. posypują nim sąsieki, stajnie i izby, sądząc, że się chleb trzyma domu takiego; wróżą téż, że w Polsce będzie urodzaj, gdy pleń idzie dołu (na dół) ku północy, w Węgrzech zaś, gdy idzie w górę ku węgierskiej stronie”. A gdym go dalej spytał, skądby pleń przyszedł do takiego znaczenia w Tatrach, odpowiedział: „Za Polski, gdy raz straszny głód panował, poszła Hrabczyca Bahledka do Węgier, aby kupić chleba. Niewskórawszy tam nic, wracała do domu, znalazła po drodze plenia i wzięła go w chustkę ze sobą. Za powrotem do domu, cisnęła woreczkiem z pieniądzmi wygłodniałym dzieciom pod nogi, pocieszając ich słowy: Przywrócą się dobre roki, bo idzie pleń do Polski. Dobre lata nastały, chleba było dosyć, a pleń odtąd uchodzi od dawien dawna z pokolenia na pokolenie za proroka i nikt go u nas nie niszczy, bo wiedzą, że nie zrządza żadnej szkody”20. 20 Do swego opowiadania zastosował Wala jeszcze przysłowie: Za króla Sasa, popuszczali ludzie pasa, za króla Sobka, nic było w stodole snopka. Po téj pogadance, z której dowiedziałem się nazwy ludowej pleń i jak się 239 polscy górale zapatrują na plenia, ruszyłem dalej na Łomnicę. Dzień był pogodny i tylko około południa padał deszcz dość silny, który mnie znaglił do odwrotu ze szczytu Łomnickiogo: Wracając po piątej godzinie z południa tą samą drogą przez regle do Szmeksu, dla gorąca i wczesnej pory nie było jeszcze widać pleniów pełzających, nie miałem zaś sposobności postrzegania ich później i wychowania przynależnej ziemiórki, gdyż jeszcze tego dnia Szmeks opuściłem.
Tydzień wcześniej przede mną, widział także Schumann plenia koło Schmeksu i podał o nim wiadomostkę w swej pracy: Die Diatomeen der hohen Tatra 1867. Za matkę plenia poczytuje w dobrej wierze ziemiórkę Sciara Thomae, a co do innych szczegółów odsyła czytelnika do Okena historyi naturalnej. Właściciel Szmeksu Rainer mówił mu, że się pleń w téj okolicy często pojawia.
W r. 1866 zwiedziłem ponownie Tatry w początku sierpnia, lecz nie udało mi się znaleść plenia, może tylko dlatego, iż pora jego wtedy była już przeminęła, albo téż że w tym roku wcale się nie pojawił, gdyż i przewodnicy zakopiańscy oprowadzający turystów po Tatrach, nigdzie go nie dostrzegli. Będąc później w Wiedniu, pokazał mi mój przyjaciel Kogenhofer w cesarskiém muzeum zoologiczném trzy flaszeczki z gąsieniczkami pleniowemi. Według etykiety zawierały dwie z nich gąsieniczki zebrane przez prof. Siebolda koło Kladska (Glatz) i przez Dra Kotschego przy płatach śniegu w Alpach siedmiogrodzkich. Brunatnawe gąsieniczki we flaszeczce trzeciej pochodziły od prof. Jejttelesa i zebrane były r. 1861 nad Szmeksem na wysokości 3814 stóp n. p. m.; może w téj samej okolicy, gdzie i ja i Schumann widzieliśmy plenia w r. 1865. Na listowne zapytanie z mój strony o niektóre szczegóły, dotyczące zachowfinia się plenia, odpowiedział mi prof. Jejtteles, iż nie może zadość uczynić memu żądaniu, gdyż nie zebrał sam tych gąsieniczek, lecz otrzymał je bez uwag od ucznia, a ten znowu od swego wuja z Kezmarku.
W lipcu r. 1867, kiedym mocno był zajęty spostrzeganiem plenia kopalińskiego, otrzymałem z Tatr od Dra Janoty list z uwiadomieniem, iż Wala z Sieczką widzieli plenia po naszej stronie w Gąsienicowych-Stawach opodal 240 sałaszów (1021 metrów według Kreila) powyżej granicy leśnej, a więc w krainie holskiej21, 21 W krainie holskiéj prócz Dra Kotschego powyżej namienionego, plenia nikt inny nie postrzegał. Ziemiórka lęgnąca się z tych gąsieniczek, będzie zapewne gatunkiem holom właściwym. na trawniku złomami granitowemi zarzuconym, dokąd zapewne podlazł z lasu. Pisałem natychmiast Wali, aby badał przeobrażenie gąsieniczek według podanych mu w liście wskazówek, a gdyby ich w miejscu przerzeczoném już nie mógł znaleźć, ażeby poszedł zaraz do Szmeksu i tam szukał plenia w okolicy, gdzieśmy go widzieli w r. 1865. Wala wywiązał się z mego polecenia, lecz nie odszukał już plenia, również i ja, gdym sam przybył w połowie sierpnia w Tatry i w miłém towarzystwie mych przyjaciół Dra Juliana Czerkawskiego i Dra Janoty obszedł z Zakopanego wspaniałą ich część od Wpłoszyna i Rybiego aż po Krywań, Wywiedziałem się. wtedy w Zakopanem tylko o pojawianiu się plenia dawniejszemi laty. I tak widzieli go zarządzca kuźnic zakopiańskich Mally w dolinie Bobrowca, Sieczka ku wieczorkowi na Trzydniówce koło Chochołowskiej doliny, Wala zaś o tejże samej porze na Czerli w Zakopanem i w Białym-Potoku pod reglami, niemniej zrana 29 lipca 1861 r. w reglach węgierskiej doliny Koprowéj, u polskich góralów Ciemnemi Smreczynami zwanej. Z téj doliny odbyłem 20 sierpnia wycieczkę z Drm Czerkawskim na szczyt Krywania, a wróciwszy zeń, nocowałem w niższym jéj sałasie, gawędząc z wieczora o różnych rzeczach z bacą i juhasami, samymi. Liptakami. Gościnny baca zapytany o plenia, odrzekł: „U nas nazywa on się żyrem. Kto go znajdzie, wkłada do nowego garnka i stawia między owce, aby się szczęściło”. Tak więc w Tatrach pleń ma tylko różne nazwy po stronie północnej i południowej, uchodzi zaś tak u Podholan polskich jak Liptaków za dobrą wróżbę22, 22 Jedni i drudzy mają silną wiarę, że Pan Bóg stworzył plenia na szczęście człowiekowi. lubo nie w tym samym przedmiocie. Z jakiej ziemiórki powstaje, czy z tego samego gatunku co plenie innych okolic Tatr, nie wiadomo jeszcze; namienię tu tylko, że posiadam stamtąd Sciara Thomae L., analis Egg, ornata Wtz., 241 annulata Meig., simplex Wtz., lugubris Wtz., i następnych 6 gatunków nowych, a mianowicie: Sciara brevipalpis, dispar, saltuum, unicolor, vagans, moerens, które odstąpiłem monografowi Winnertzowi do opisania23. 23 Opis tych 6ciu ziemiórek z Tatr i dwu z Podola, tj. Sciara serena i Sciara procera, zamieszczony jest w Verhandl. der zool.-bot. Gesell. z r. 1868. Inne gatunki jeszcze nie oznaczone, wszakże nie ma pomiędzy niemi pleniówki (Sciara militaris).
Tyle o Tatrach. Co się tknie Beskidu galicyjskiego, wiadome są dotąd tylko cztery okolice, gdzie pleń zwrócił na się uwagę mieszkańców.
Na zachodzie Beskidu znany on jest z Babiej-Góry i Kopalin. Co do pierwszej donoszę, że idąc na nię z Zawoi 10 sierpnia 1867 r. i wypytując się mego przewodnika o gąsieniczkach wspólnie pełzających, dowiedziałem się od niego, że je górale zowią pleniem (a więc tak samo jak w Tatrach), ale rzadko kiedy widywali w lesie zwanym Buczyną Czarnego. A gdym go dalej badał, jak tłumaczą sobie plenia, odrzekł: Gdy pleń sunie się pod górę24, 24 U góralów Babiéj-Góry iść pod górę znaczy tyle, co iść z wierchów ku dolinie; do góry zaś tyle, co z doliny ku wierchom. Prawo jest u nich tam, gdzie słońce wschodzi, lewo zaś, gdzie zachodzi. Nie znający znaczenia tych wyrażeń, może opowiadającego źle zrozumieć. będą złe lata; dobre zaś, gdy do góry. On sam wiedział o nim tylko z opowiadania starych ludzi. Jaka ziemiórka daje początek pleniowi Babiéj-Góry, nie wiadomo.
W Kopalinach, wiosce pod Bochnią, pleń po raz pierwszy w r. 1865 zwrócił na siebie uwagę mieszkańców. Mianowicie leśni Górka i Śmietana uwiadomili nadleśniczego Semscha, iż po świerczynie kopalińskiéj pełzają klucze robaczków; inaczej ich nie umieli nazwać, gdyż były zjawiskiem dla nich zupełnie nowém. W dniu 13 lipca t. r. spostrzegł sam Semsch klucz tych mniemanych robaczków nieopodal leśniczówki przez leśną drogę pełzący, a nabrawszy ich do słoika, pokazał je znajomym we Wiśniczu. Tamtejszy dziekan ks. Danek podał mądrą radę, aby je posłać do redakcyi „Czasu” w Krakowie z żądaniem 242 objaśnienia, czyby były leśnictwu szkodliwe, co się téż stało. Słoik z robaczkami oddano mi 14 lipca do rozpozuania. Były to gąsieniczki pleniowe barwy popielatej i dałem o nich żądane wyjaśnienie.
Aby uspokoić rolników i leśników kopalińskich, że te gąsieniczki bynajmniej szkody w gospodarstwie nie zrządzają, podał Karol Langie do „Czasu” z 21 lipca 1865 r. (nr. 164) artykuł o nich pod napisem: Ziemiórka (Sciara Thomae), gdyż ludowych nazw pleń i żyr naonczas jeszcze nie znałem. Wynik moich własnych spostrzeżeń czynionych nad pleniem kopalińskirn w dniach 15 i 16, a nad tatrzańskim w dniu 26 lipca 1865 r. ogłosiłem w krótkości w „Czasie” z 5 sierpnia 1865 (nr.177), obszerniej zaś, z przytoczeniem ważniejszych podań dawniejszych pisarzy, w Verhandlungen der zoologisch-botanischen Gesellschaft in Wien z r. 1867 (str. 23–36). W obudwu tych artykułach podałem był jeszcze Sciara Thomae jako matkę pleniów galicyjskich, a to z powodu, iż nie udało mi się było w r. 1865 wychować przynależnej ziemiórki i mniemałem, że będzie ona tym samym gatunkiem, który wychowali Kühn w r. 1781, Raude, 1845 Bechstein 1850 i Hahn 1853 z gąsieniczek plenia pojawiającego się w górach Turyngii, a Berthold w r. 1845 i 1854 uznał za ziemiórkę Sciara Thomae.
W r. 1866 nie widziano plenia w Kopalinach; z początkiem lipca 1867 r. pokazał się znowu, a ja korzystając z nadarzonéj sposobności, nie szczędziłem ani pieniędzy ani mozołu, by zupełnie wyświecić jego historyą. Poruszyłem téż był jego sprawę ponownie w „Czasie” w numerach 166, 172, 177 i 181, niemniej w numerach 29 i 30 lewockiego „Zipser-Anzeiger” z tegoż roku, gdym się dowiedział był o ukazaniu się plenia w Tatrach. Artykuły te miały na celu pobudzenie innych do równoczesnego postrzegania plenia i danie im wskazówki w téj mierze, nie zawierały jednak wielu i właśnie najważniejszych szczegółów przeze mnie dopiero później zbadanych. Najważniejszym wypadkiem mych badań z r. 1867, stanowiącym rdzeń niniejszej rozprawy, było poznanie ziemiórki, dającej początek pleniowi kopalińskiemu, a tą ziemiórką jest nie Sciara Thomae, lecz Sciara militaris, gatunek zupełnie nowy, do tamtego wprawdzie z ubarwienia i nakreśleń 243 podobny, wszakże dla innych znamion do Sciara funebris Wtz. zbliżony. Jak się mieszkańcy kopalińscy zapatrują na plenia, o tém wspomnę na końcu rozprawy.
We wschodniej części Beskidu widział plenia naocznie lwowski prof. gimnazjalny Polański koło Maniawy w Stanisławowskiém, jak mi to sam widząc się ze mną opowiadał. Wzmiankę zaś jak się zdaje o pleniu z okolic Synowucka w górach stryjskich zamieścił Werchratski według udzielonych sobie przez Bojków podań w broszurce napisanej po rusku pod tytułem: Poczatky do ułożennja nomenklatury i termynolohyi pryrodopysnoi narodnei (Lwiw, 1864) na str. 8. Brzmi ona następnie w polskiém tłumaczeniu: „Pleń (po rusku polon), taki owad, niby mrówka; jawi się z wiosną (?!). Pleniów zazwyczaj lezie cały rzęd, niby łańcuch. Kto plenia znajdzie, zbiera do faski, obchodzi dokoła carynę (polanę) i znowu puszcza to żyjątko na wolność. Chleba wtedy nie braknie takiemu, bo kto plenia znalazł, ten będzie miał szczęście”. Zapewne i w innych jeszcze Beskidu stronach tak wschodnich jak zachodnich lud zna plenia. Zebranie dotyczących podań i poznanie przynależnych ziemiórek jest zadaniom przyszłych badań.
Rossmässlera piękne dzieło: Die Thiere des Waldes, zawiera na str. 331 do 334 tomu 2go (1867) krótki ustęp o pleniu, w którym powtórzone są urywki z Bertholda.
„Pester-Lloyd” z 11go sierpnia 1867 r., także „Bohemia” i inne czasopisma, podały wiadomość, że w buczynach Turyngii, mianowicie w okolicy Kuhli, pojawił się pleń w lipcu tegoż roku i stał się powodem wielkiego hałasu. Autor téj wiadomości położył bez przytoczenia jakowéj przyczyny znak ? po Sciara Thomae. Dowodzi to wszakże, że wiara w powagę Bertholda zachwianą została także w Niemczech.
Figuier w dzieło swojém: Les Insectes (Paris 1867) podaje urywki z dawniejszych pisarzy: Guerin-Ménevjlla, Schwenkfelda, Ramusa i Raudego. Załączona obok rycina przedstawia pełzącego plenia, któremu norwegscy wieśniacy rzucają odzienia w drogę.
Z tego cośmy dotąd powiedzieli pokazuje się, że lubo już nie mało pisano o pleniu, przecież historya jego nie jest jeszcze wyjaśnioną z dostateczną pewnością, i że 244 potrzeba jeszcze dalszego postrzegania, kiedy i gdzie sposobność do tego się nadarzy, aby usunąć wszelkie wątplwości i zastąpić je pewnikami. Zgodne zachowanie się pleniów różnych krajów poznano już dosyć dobrze, główném przeto zadaniem przyszłego badania jest ścisłe oznaczenie lęgnących się z nich gatunków ziemiórek. Na nic się nie przyda wypowiadanie i odpisywanie zdania, jakoby gąsieniczki nie z samej tylko ziemiórki Sciara Thomae, podanej, zresztą w wątpliwość jako matki pleniowéj, tworzyły plennie; jedynie chowem muszki można się. przysłużyć nauce i wykazać czyli różne i jakie ziemiórki lęgną się z pleniów, których gąsieniczki bywają jużto popielato, już téż szare lub brunatne, następnie w stanie dojrzałym 3, 4 do (?) 12tu linij długie, a nakoniec które z nich żyją jużto po górskich buczynach lub świerczynach, już téż w niżowych olszynach i po holach. Chów muszki pleniowéj nie jest wcale trudnym według wskazówki, jaką podałem w méj rozprawie na końcu ustępu Pleń w niewoli. Życząc więc, aby ta wskazówka przydała się także innym badaczom, przystępuję do opisu moich spostrzeżeń nad pleniem kopalińskim, podając je w takim samym porządku, w jakim je czyniłem.
Pleń kopaliński.
Miejsce pojawiania się.
Wioska Kopaliny, położona w górskiej krainie Beskidu Bocheńskiego, posiada obszerne, miejscami podmokłe lasy, przeważnie na północ położone bory świerkowe (Abies excelsa s. Pinus picea), przetkane tu i ówdzie jodłą (Pinus pectinata s. Abies pectinata) i sosną (P. silvestris), młodym bukiem lub grabem i jałowcem. Plenie uważałem w świerczynie blizkiéj leśniczówce w dzielnicy zwanej Dziedziczną górą; wszakże znachodziły się téż i w odleglejszej dzielnicy leśnej zwanej Dołuskim lasem. W dzielnicy zwanej Bartnikiem widziano je tylko w świerczynie, nie uważano zaś w przyległej jedlinie, a w młodym lesie grabowym w dzielnicy zwanej Grabiną, według 245 twierdzenia leśnego Śmietany były tylko na takich miejscach, gdzie między grabami rośnie dużo świerków, a ziemia jak w ogóle po borach zasłana jest suchą czetyną25 25 Lud wymawia cetyna. Wyraz czeski. czyli iglem. Pleń kopaliński jest zatem górskim mieszkańcem wyłącznie świerczyn.
Pora pojawiania się i przeobrażenia.
Po raz pierwszy dostrzeżono plenia kopalińskiego w lipcu 1865 r. Wiadomość o nim powziąłem 14 t. m.; gdy nadleśniczy Semsch nadesłał gąsieniczki pleniowe do Krakowa. Dostały, się one téż do mnie, lecz już tak umęczone i zgłodzone, że wnet poginęły.
Ponieważ jednak wówczas plenia znałem tylko z książek i nigdy jeszcze nie widziałem, przeto korzystając z sposobności rzadko się nadarzającej, pojechałem 15go lipca do Kopalin, by go poznać naocznie na wolności, a zarazem przywieźć sobie gąsieniczek do chowu i postrzegania w niewoli. Przed godziną drugą stanąłem w leśniczówce, zkąd udaliśmy się z Górką, leśnym tamecznym, do pobliskiej świerczyny w dzielnicy Dziedziczną górą zwanej, na miejsca, gdzie dzień przedtem widziano plenia. Na próżno wszakże godzin kilka szukałem dziwu będącego przedmiotem méj ciekawości. Zdawało się więc, że przyjechałem już za późno, gdyż gąsieniczki pleniowe mogły były od 13 do 15 lipca uledz przepoczwarczeniu w ziemi, a nadto gdy w toku rozmowy z Górką tenże rzekł: „My tutaj we czwartek siła kluczów natarasili i potopili”, nasuwała się myśl, iż tym sposobem zniszczono może wszystkie. Jednak przy zapadłym zmroku napotkałem przecie dwa plenie, które właśnie o téj porze wyszły były z ziemi i czołgały się. 246 Tych tedy śledziłem, dopóki tylko w borze można było jeszcze co widzieć.
Nazajutrz przed wschodem słońca wróciwszy znowu do tego samego boru, widziałem 11 pleniów 26, 26 Inni dostrzegacze mówią zwykle o jednym tylko lub kilku pleniach, zapewne dla tego, że szukali ich tylko po drogach, nie zaś w głębi lasu. odszukanych jeszcze przed raném przybyciem przez usłużnych leśnych. Pełzały one żwawo przy rannym chłodzie w najrozmaitszych kierunkach po ziemi cienistej i zroszonej, lecz już po ósmej godzinie chowały się jeden po drugim jakby na dany znak napowrót do niej, czyli właściwiej mówiąc, do wierzchniej warstwy próchnicy (humus).
Oba dnie 15 i 16 lipca były gorące i jasne. Plenie pełzały wtedy jak już namieniłem tylko wczas rano i późnym wieczorem, zapewne także i w nocy, jak to czynią trzymane w niewoli, o czém jednak o téj porze w ciemnym lesie, choćby z światłem w ręku, przekonać się niepodobna. Za dnia, gdy słońce świeciło i dogrzewało, nie pokazywały się wcale, bo światła słonecznego i upału nie znoszą, owszem cień i chłód lubią. Że ich więcej było widać w godzinach porannych niż wieczorem, pochodzi ztąd, że wieczorem z leży swych dopiero późną godziną ruszały w pochód, gdy powietrze ochłódło i rosa spadła. Leśni i wieśniacy kopalińscy twierdzili stanowczo, nawet najstarsi z nich, iż plenia po raz pierwszy w życiu swém widzą. Jakoż nie mieli nań innej nazwy jak klucze robaków. Prawdopodobnie pleń tylko przez długi szereg lat nie pojawiał się w Kopalinach; boć więcej jak pewna, że nie po raz pierwszy ukazał się w téj okolicy dopiero r. 1865.
247 Później nie mogłem już podejmować ponownych wycieczek do Kopalin w celu zbadania przeobrażenia i dowiedziałem się tylko, że plenie znikły w ostatnim tygodniu lipca, wtedy bowiem przepoczwarczają się gąsieniczki kryjąc się w tym celu w próchnice. Gąsieniczek chowanych w niewoli nie udało mi się także utrzymać przy życiu, nie miałem bowiem wówczas jeszcze dostatecznego w téj mierze doświadczenia. Nie poznałem więc i przynależnej ziemiórki i musiałem poprzestać na nadziei, że może w przyszłym roku pleń znowu pojawi się i nastręczy mi sposobność podjęcia przerwanych badań.
Wszakże w roku 1866 nie dostrzeżono go pomimo najtroskliwszych poszukiwań w Kopalinach, co dowodzi, że, przynajmniej w pewnych okolicach, nie jest coroczném zjawiskiem, jakto wiadomo i o innych zwierzętach, nawet roślinach, gromadnie się od czasu do czasu pojawiających27. 27 Tak np. muszki zwane niezmiarkami (Chlorops), dawniej ledwie z imienia dypterologom znane, występowały ostatniemi laty jako niszczyciele pszenicy, dając się we znaki gospodarzom. Któż wie, kiedy znów wystąpią w ilości zatrważającej! Chrząszcz Zabrus gibbus, u nas dawniej raz tylko znaleziony i stąd za rzadkość uważany, obecnie (1867/8) pojawił się naraz tak licznie, że gąsienice jego 22 morgi pszenicy zniszczyły. Dosyć zaiste na początek! Również co do chrząszczów innych i motylów dałyby się podobne przytoczyć przykłady. Gąsienice chrząszcza Cantharis fusca pojawiają się zimą od czasu do czasu na śniegu. W lecie r. 1853 czy 1854, gdy byłem jeszcze w Samborze, zerwała się pewnego dnia jakby uragan burza, połączona z deszczem nawalnym. Po jéj przejściu tak rynek jak i okolica Sambora zasypane były ziarnkami. Widząc to zdumieni Samborzanie przypomnieli sobie snać Żydów na puszczy, wołali więc: Manna spadła! Manna spadła!” Wielu téż z nich garnęło się do mnie o wyjaśnienie. Mniemaną manną były ziarnka rośliny Veronica agrestis, rozrodzonéj wówczas niezmiernie po zbożach; dojrzałe jéj ziarna porwano i uniesione wichrem, spadły z deszczem. Podobne wrażenie sprawiła w Drohobyczy roślina Ficaria ranunculoides, gdy nawalny deszcz spłukawszy ziemię, odkrył jéj bulwki płytko pod powierzchnią tejże rosnące. I tu mniemano powszechnie, jakoby manna spadła z nieba. W Samborze byłem także raz świadkiem tak zwanego deszczu siarczanego czyli spadnięcia z deszczem w wielkiej obfitości pyłku kwiatowego drzew szyszkowatych. Cały rynek wyglądał przezeń żółty i nie dziw, że Samborzanom przypomniał się los Sodomy i Gomory.
248 W lipcu r. 1867 pojawił się pleń znowu w borach kopalińskich i tym razem bardzo licznie. Przypuściwszy, iż główną przyczyną tego mogło być lato przeważnie dżdżyste, a więc pomyślne dla rozwoju gąsieniczek pleniowych już wylężonych, pozostaje do wyjaśnienia, dla czego w tym roku tak licznie się pojawił, skoro łoni (w roku zeszłym) wcale go nie dostrzeżono. Miałyżby jaja naniesione przez samicę r. 1865 przetrwać aż do r. 1867? Albo czy były gąsieniczki także w r. 1866 choć w małej ilości, jeno się nie skupiały i nie tworzyły pleniów, wydały wszakże muszki, które mnóstwo jaj naniosły? Bądź co bądź, mogą to być tylko przypuszczenia i rozumowania, wszelako niedostateczne. Chcąc bowiem tajemne drogi przyrody należycie zgłębić i zagadkę tak cudowną jak pleń rozwiązać, trzeba koniecznie iść dalej drogą postrzegania choćby najżmudniejszego, dopóki się nie dotrze do mety — prawdy. Lecz wróćmy do rzeczy.
249 Znając już porę pojawiania się plenia i przeczuwając niejako, że się okaże 1867 r. w Kopalinach, prosiłem zawczasu listownie Semscha, by zechciał zwracać nań pilną uwagę. Ponieważ jednak nie nadchodziła żadna wiadomość, zniecierpliwiony niepewnością pojechałem sam d. 3 lipca do Kopalin na zwiady, lecz bezskutecznie, bo zawcześnie. Pleń jeszcze się wówczas nie pojawił. Korzystając z czasu, chciałem przynajmniej zwiedzić puszczę niepołomską, by tam zasięgnąć języka o pleniu, lecz jakby na przekór przeszkodziła mi w tém znowu słota, która rozpoczęła się groźną burzą.
Dnia 5 lipca otrzymałem od Semscha pożądaną wiadomość, iż się już pierwsze plenie właśnie okazały, a gdym się siódmego lipca ponownie sam udał do Kopalin, zastałem ich już mnóstwo za leśniczówką w świerczynie po obu stronach drogi leśnej28. 28 Semsch i leśni opowiadali mi, że na wiosnę widzieli w lesie kopalińskim jakąś muszkę tłumnie po drzewach siedzącą, i sądzili, że może właśnie z niej powstały gąsieniczki pleniowe. Lubo nie ma wątpliwości, że takowa nie była ziemiórką, wszelako wypada zawsze żałować, iż nie zachowali ani jednego jej okazu dla bliższego rozpoznania; o podobném bowiem spostrzeżeniu wspomina także Kühn (ob. w literaturze ustęp o nim). Miał on widzieć w Eiscnachu z końcem lipca muszkę pleniową (?) w lesie nietylko siedzącą po drzewach i krzakach jakby rój pszczół, lecz także rojącą się w powietrzu. Byćto łatwo może, że muszka widziana przez Kühna była drugiém pokoleniem dostrzeżonej przez Semscha; lub jakim pokrewnym gatunkiem. Cokolwiekbądź, gromadność muszki w obudwu namienionych wypadkach jest nadzwyczaj uderzającą. Nadarzyła mi się więc nowa sposobność badania plenia, dlatego dołożyłem wszelkiej usilności, by go zbadać jak można najdokładniéj, 250 nadewszystko zaś poznać ziemiórkę dającą mu początek, co mi się téż udało.
Ponieważ powietrze było chłodne i chmurne, plenie pełzały dłużej, aniżeli 15 i 16 lipca 1865 r. Ostatni dostrzeżony w ciemnym gąszczu świerkowym bliżej leśniczówki, schował się w ziemię dopiero o godzinie drugiej z południa, gdy tymczasem inne czołgające się w rzadkiej świerczynie starej, przez słońce. chwilami oświetlonej, pochowały się przed południem, zanim jeszcze przybyłem do Kopalin. Przed wieczorem po godzinie szóstej, znowu pełzały, lecz nie tak licznie jak rano, bo ledwo kilka. I później aż do ciemnej nocy nie było ich wiele. Wróciwszy zaś 8 lipca o trzeciej godzinie rano do boru, zastałem już mnóstwo czołgających jak zwykle w kierunkach najrozmaitszych. Jedne z nich kryły się w ziemię już w godzinach przedpołudniowych, drugie zaś pełzały jeszcze do godziny dwunastej, o której porze opuściłem Kopaliny, udając się na dworzec.
Chcąc poznać zachowanie się pleniów podczas słoty i pory nieprzyjaznej, jeszcze przed odejściem z lasu i skrapiałem jednego wodą. wskutek tego gąsieniczki najpierw się zaniepokoiły, potem rozbiły zupełnie i wlazły w ziemię, co było oznaką, iż plenie w czasie nawalnego deszczu to samo czynią. Na samem wyjezdném wróżono w domu Semscha deszcz na téj podstawie, że się słonina w spiżarni pociła. Tak się téż stało rzeczywiście, gdyż dnie 9 i 10 lipca były dżdżyste i zimne. Gospodarzom wyszło to może tu i ówdzie na złe, mnie zaś poniekąd na pożytek Zobowiązawszy bowiem leśnych do ciągłego postrzegania plenia podczas méj nieobecności w Kopalinach według danych im wskazówek, 251 dowiedziałem się później od nich, iż w pomienionych dwóch dniach ulewnych, pleniów wcale nie było widać, z czego powziąłem przekonanie, że w ogóle podczas ulew leży swych nawet nie opuszczają, jak się tego jeszcze Kühn domniemywał. Opowiadał nadto leśny Górka, że w dniach chłodnych i chmurnych plenie czołgały się przez cały dzień, nawet, gdy rosiło; zaś podczas silniejszego deszczu, gdy kapiące z drzew grube krople je trafiały, kryły się w ziemię. W dniach pogodnych widywał je równie jak ja tylko rankami i wieczorami. Spostrzeżenia te dowodzą jasno, że pochody pleniów bynajmniej nie są przywiązane do pewnych godzin, jakto dawniej mniemano, lecz owszem zależą od objawów meteorologicznych. Na te więc objawy zważać powinien, kto szukając, plenia nie chce trudzić się daremnie.
Aż do 20 lipca widywał Semsch i leśni ciągle jeszcze mnóstwo pleniów. Gdy zaś 21 lipca sam przybyłem do Kopalin, nie można było pomimo bacznego szukania aż do nocy znaleźć ani jednego okazu. To nieukazanie się pleniów tegoż dnia nawet późnym wieczorem można było sobie tłumaczyć okolicznością, że było parno, rosa nie spadła, a powierzchnia ziemi dla dziennego skwaru mocno wyschła 29. 29 Chodząc po suchem iglu, ślizgały się nogi, co zdaniem Górki było oznaką nastąpić mającego deszczu. I tatrzańscy górale przepowiadają deszcz, gdy trawę po holach znajdują gładką, tak, iż ślizgają się, co się wszakże nie potwierdza. Mnie jednak przyszło na myśl, iż nagłe onychże zniknienie raczej przypisać należy nadeszłéj porze przepoczwarczenia się gąsieniczek. Gdy więc i dnia następnego podczas chłodnego i rosistego 252 poranku z wielką biedą udało się odszukać jeszcze tylko kilka małych pleników, które zabrałem do korobki w zamiarze chowania ich w niewoli, zająłem się skrzętnie przy pomocy Semscha, leśnych i towarzyszącego mi na téj wycieczce Piekosińskiego rozgrzebywaniem wierzchniej warstwy próchnicy po miejscach, kędy przedtem mnóstwo pleniów pełzało, azali przypadkiem tamże gąsieniczek nie znajdę. Jakoż w rzeczy samej sprawdziły się moje przypuszczenia, a nadto pora badań okazała się być nader ważną. W rozgrzebywanéj bowiem próchnicy znachodziłem jużto kupki poczwarek starszych lub świeżo przeobrażonych, już téż gromadki gąsieniczek dojrzałych i przepoczwarczenia bliskich, które jak poczwarki wpadały w oko swém żółtawém wejrzeniem; indziej znowu gromadki gąsieniczek popielatych, a więc niezupełnie jeszcze dojrzałych. Po odjeździe moim 22 lipca widział Semsch dnia następnego również jeszcze tylko kilka małych pleników, później już ani jednego jak r. 1865, i tylko 29 lipca odgrzebał po raz ostatni małą kupkę gąsieniczek jeszcze nieprzepoczwarczonych.
Ku końcu lipca wylęgła mi się wreszcie z gąsieniczek kopalińskich w domu chowanych od tak dawna pożądana ziemiórka, tj. pleniówka, Sciara militaris. Poznałem tedy i matkę plenia kopalińskiego, lubo nie bez mozolnego badania opartego na własném spostrzeżeniu, i nie bez znacznych wydatków. Mogłem był wprawdzie poprzestać na tém ważném odkryciu, rozwiązującém wiekową zagadkę dotyczącą matki pleniowéj, wszelako nie chciałem się ograniczyć do spostrzeżeń w domu dokonanych. Pragnąłem jeszcze dostrzegać pleniówkę na wolności i w tym téż celu udałem 253 się 4 sierpnia ponownie do Kopalin. Wszakże przybywszy do lasu oglądałem się napróżno za mniemanemi onéjże rojami, snującemi się w powietrzu lub spoczywającemi po drzewach, jak to podał Kühn o swojej muszce pleniowéj, a za nim powtórzył Maciej Bechstein. Dopiero po dłuższém czołganiu się w nużącej postawie na łokciach i kolanach, odkryłem ją na ziemi siedzącą w gromadkach podobnie rozrzuconych, jak 22 lipca znalazłem poczwarki i gąsienice, wszelako w nierównie mniejszej ilości, niżby się tego spodziewać można było po nieskończoném mnóstwie gąsieniczek. Niektóre pleniówki znajdywałem już nieżywe, pomiędzy żywemi zaś w części zupełnie rozwinięte, a w części takie, które właśnie się lęgły. Zpomiędzy widzianych były podobnie jak u mnie wylężone niemal wszystkie samiczkami; samczyków zaś napotykałem jeno pojedynczo, któryto nierówny stosunek w ilości płci obojéj, służy za dowód wielożeństwa pleniówki30. 30 Kühn i Hahn wspominają także o wielożeństwie muszek pleniowych przez siebie wychowanych; Hahn podaje nawet stosunek samców do samic jak 1:10. Liczebny niestosunek samców do samic u ziemiórek w ogóle nie jest może stałym, albo nie znamy jeszcze miejsc pobytu jednej lub drugiej pici różnych gatunków. W ogóle zdają się u ziemiórek przeważać samice. Z gatunków Sciara analis Egg., Sc. lugubris Wtz. i kilku innych łowią wszędzie prawie tylko same samce, z innych zaś prawie tylko samice. Toż z ziemiórki Sciara Thomae. Samiec jej, do samicy nie wiele podobny i zapewne już nieraz za osobny gatunek poczytywany, jest nawet rzadkim. Sam go nigdy jeszcze nie złowiłem; Winnertz ma go tylko w dwu okazach; prof. Mik doniósł mi, iż nie ma ani jednego i nie mógł go téż dla mnie dostać w Wiedniu ani u Kogenhofera i Erbera, ani téż z Towarzystwa zoologiczno-botanicznego.
254 Prócz samych pleniówek znajdywałem na téj wycieczce także jeszcze niewyleżone poczwarki, które dotknięte zdradzały życie ruchami tylnej części ciała czyli kałduna; gąsieniczek nie było już wcale.
Tak więc zbadałem historyą naturalną pleniówki dającej początek pleniowi kopalińskiemu, a jak się zdaje i pleniom przynajmniej niektórych innych krajów. Bliższe szczegóły mych spostrzeżeń dotychczasowych podaję w poniższych ustępach właściwemi napisami opatrzonych, na tém zaś miejscu do kilku tylko ogólnych ograniczę się uwag.
- Pleń kopaliński pojawia się w tych samych miejscach w pierwszym tygodniu lipca31, 31 Pora pojawiania się plenia w innych krajach przypada również na lipiec do połowy sierpnia. a znika w ostatnim; w tym bowiem czasie gąsieniczki przepoczwarczają się w próchnicy leśnej. W niektórych latach nie ukazuje się wcale; dla czego, niewiadomo.
- Nie wszystkie plenie pojawiają się i znikają naraz, ponieważ nie wszystkie gąsieniczki są równego wieku. Starsze z nich pierwej się ukazują i nikną, młodsze później.
- Gąsieniczki składające pojedyncze plenie pochodzą nie od jednej lecz od więcej matek, dla tego téż niektóre z nich bywają większe, inne mniejsze. Gdy bowiem płody różnego wieku, a tém samem różnej wielkości (4–6milimetrów), rozpoczną raz swe wspólne pochody, natenczas się spotykają i mieszają z sobą, a plenie przez nie utworzone i później się rozdzielać lub z innemi łączyć mogą, dopóki nie nadejdzie pora przepoczwarczania się. Mniejsze okazy płodu tegoż samego wieku będą prawdopodobnie gąsieniczkami samczemi.
- 255 plenie mają zawsze przewodniczki, pełzają we wszystkich kierunkach i według pogody w różnych porach dnia. W strony odleglejsze wcale się nie przenoszą. Czas spoczynku przepędzają w wilgotnej, miałkiej próchnicy, którą się téż żywią; głębiej w samę ziemię nie włażą, nie zdołałyby bowiem tego nawet dokazać dla właściwego im ustroju. Zachowanie się wszystkich gąsieniczek, starszych czy młodszych, jest jednakowe. Wilgoć, cień i chłód są ważnemi ich życia warunkami.
- W celu przepoczwarzenia się nie zbierają się wszystkie plenie pewnej okolicy na miejsce wspólne. Owszem nawet gąsieniczki jednego i tego samego plenia nie przepoczwarczają się ani na jedném miejscu, ani równocześnie. Tylko dojrzalsze z nich pozostają tu i ówdzie mniejszemi lub większemi kupkami w wilgotnej próchnicy, podczas gdy młodsze towarzyszki opuszczając je odbywają jeszcze dalej swe pochody. Powtarza się to dzień po dniu, przeto téż zmniejsza się i ilość gąsieniczek coraz bardziej, a plenie stają się coraz mniejszemi, gdy zaś wreszcie dorosną i najmłodsze gąsieniczki, wtedy nie widać już żadnego. Ani cała kupka poczwarek, ani téż pojedyncze jéj okazy obok siebie leżące nie są oprzędzione32. 32 Hahn twierdzi o gąsieniczkach przez niego spostrzeganych, że z końcem lipca, albo na początku sierpnia wspólnie i równocześnie oprzędzają się pod wierzchnią warstwą ziemi. Berthold wątpi o oprzędzaniu, i zapewne słusznie.
- 256 Z powodu nierównoczesnego przeobrażania się gąsieniczek, nie lęgną się także i muszki (pleniówki) naraz. Wylężone siedzą na ziemi w rozprószonych po lesie gromadkach, w miejscach, gdzie były ich poczwarki. Tu téż samiczki nie zlatując się bynajmniej na miejsce wspólne, składają swe jaja w próchnice, wcześniejsze pierwej, późniejsze później, skąd téż i gąsieniczki nie w jednym lęgną się czasie33, 33 Kühn domniemywał się zatem trafnie, że pleń więcej niż jedne ma matkę, oraz, że składanie jaj i wylęganie się gąsieniczek nie naraz się odbywa. a jest ich wiele na takich miejscach.
- W jakiej porze lęgną się gąsieniczki34 34 Hahn mniema o gąsieniczkach swej okolicy, że lęgną się w maju. i jak w najmłodszym swym wieku żyją, tego nie zdołałem jeszcze zbadać. Wszakże można z wszelkiém prawdopodobieństwem twierdzić, że wylężone płody żyją gromadnie w próchnicy w tém samem miejscu, gdzie jaja były złożone. W lipcu zaś, po dojściu do wieku dojrzalszego i zbliżeniu się pory przepoczwarczenia35, 35 Według wszystkich dawniejszych opisywaczy plenia, nie wynosiła długość dostrzeganych gąsieniczek pleniowych nigdy mniej, jak 3 linie. Z tego wynika, że takowe pełzają jako plenie nie w ciągu całego życia gąsieniczego, lecz dopiero w wieku starszym, gdy w rozwoju więcej postąpiły. gdy się w nich obudzi tak dziwny popęd do wspólnych pochodów, wyłażą czasami w tym celu na powierzchnię ziemi. Wtedyto pojedyncze ich gromadki zszedłszy się z sobą, łączą się w mniejsze lub większe plenie, zwracające na siebie uwagę.
257 Rozmiary i postać.
Największy pleń widziany przeze mnie w r. 1865 miał 20 cali długości; w r. 1867 zaś znalazłem jednego, który był 56 cali długi, przytém atoli ledwo dwie linije szeroki, a l⅓ linii wysoki, czyli gruby, i tylko na przodzie okazywał 3 do 3½ linii szerokości przy 2·4 do 2·6 l. wysokości. Drugi mniejszy od tamtego był 40 cali długi; inne zaś stopniowo krótsze aż do kilku cali.
Z przodu plenie są zazwyczaj szersze i grubsze, niż z tyłu, wszakże co najwięcej, widziałem tylko jednego z przodem szerokim 7 do 8, a wysokim 3 do 4 linij. A że każda z jego gąsieniczek miała do 7 milimetrów długości, a 1 milimeter objętości, mógł więc mieścić w sobie razem około 15000, powstałych z 50 do 60 matek, gdyż w jajniku jednej samicy naliczono (Berthold) 250 do 300 jaj; ciężar tego plenia mógł wynosić około 13 łutów.
W tyle zwężają się plenie dość jednostajnie aż ku końcowi, utworzonemu zaledwo z kilku, czasem zaś nawet z pojedynczych gąsieniczek, które jakby ogon suną się jużto oddzielnie jedna za drugą, już téż w połączeniu jedna na drugiej, tak, że następne główką swą lub przodem ciała przylegają do tyłu przednich. Gąsieniczki tylne tworzą téż czasem krótkie pleniki oderwane, które jużto znowu z głównym hufcem się łączą, już téż same oddzielnie pełzają. Widywałem za pleniem także pojedyncze gąsieniczki nieruchome i jakby martwe, które jużto przypadkowo już téż skutkiem utraty sił wyszły ze związku hufca gąsieniczego, nibyto niedomogi jakie, czyli marodery pozostałe w tyle. Gdym atoli dotykał się ich, lub téż Wziął je do ręki, natenczas odzyskiwały jeszcze niejaką żwawość, a nawet polazły z pleniem 258 dalej, gdym je nań położył, co również na gąsieniczkach w niewoli trzymanych dostrzegałem.
Przy wielkiej ilości gąsieniczek bywa pleń szerszy niż gruby, przeciwnie zaś ma się rzecz, jeżeli takowych jest mniej, lub gdy się ich szeregi rozsuną. Długość, niemniej objętość pleniów zmienia się zresztą ciągle, w miarę jak gąsieniczki podczas pochodu skupiają się lub rozsuwają, do czego oneż jakość drogi lub inne okoliczności zdają się pobudzać. Ta ciągła zmiana jest téż powodem, że ich postać przedstawia się rozmaicie. I tak pleń dłuższy i grubszy podobny jest do gadu, cieńszy do gałązki świerkowej z czetynek ogołoconej, krótki a szeroki przypomina pełzającego ślimaka nagiego, zbity wreszcie w jedne kupę kłębek robaków i t. p.
Aczkolwiek w Kopalinach w r. 1867 było myriadami gąsieniczek, nie okazywały one przecież nigdy skłonności do tworzenia pleniów olbrzymich, np. 12 do 60 łokci długich, kilka cali szerokich, i na cal lub piędź grubych, o jakich z innych krajów wspominają pisarze, opierający się na przesadnych podaniach opowiadaczy, a któreby zaiste trwożliwego widza dreszczem i strachem przejąć mogły. Chcąc sobie wszakże sprawić widok podobny choćby w przybliżeniu; zniosłem z leśnym Górką 7 lipca pom. r. liczne plenie na jedno miejsce, które tenże okopał rowkiem. W nocy utworzyły one wspaniałego plenia, który spuściwszy się do rowu zespolił się w obręcz i tak krążył żwawo smugą szeroką, gdym o świcie nadszedł ku okopisku. Na dnie rowu czarna smuga kału36 36 Nie były to jeno zwilgotniałe grudki ziemi, lecz rzeczywiście kał gąsieniczek rzadko narzucony. Pleń w niewoli trzymany pozostawiał go także po sobie, ilekroć pełzał nasycony i cofnął się potem do próchnicy. Bechstein więc niesłusznie wyraża się z niedowierzaniem o podobném podaniu Kühna. znaczyła ślad jego pochodu. Ciekawy 259 na jego zachowanie się, gdy go ztamtąd wypuszczę, zkopałem brzeg rowku ku stronie lasu, a przerwawszy plenia w tém miejscu, zastawiłem drogę szyszką tak, aby gąsieniczki przedniego końca zmusić do wyjścia. Rojący się kłębek uporządkował się po chwili, a przodowniczki zwróciły się wreszcie ku pomienionemu wyjściu. Po półtora godzinnym pochodzie oddaliły się na 28 cali od rowu, a cały sztuczny pleń, którego większa część nie wyszła była jeszcze z rowu, czego z powodu odjazdu mego doczekać się nie mogłem, miał 104 cale długości. Po zupełném wyjściu z rowu długość jego byłaby doszła przynajmniej do 130 cali. Przód jego poza rowkiem miał 6 do 7, środkowa część w rowku 10 do 12 linij szerokości, tył zaś zwężał się coraz bardziej ku końcowi, dochodzącemu zaledwie objętości ołówka. W miejscu najgrubszém u wyjścia z rowku był on tylko 3 do 4 linij gruby (wysoki), co także jest już wiele, gdy się zważy, że gąsieniczki spodnie dźwigać muszą przez pewien czas mnóstwo towarzyszek po nich pełzających.
Pochód i spoczynek.
Nadewszystko osobliwą właściwością gąsieniczek pleniowych jest ich silny popęd do tłumnego skupiania się niby w jedno ciało wężowate (fig. 1) i wspólnego pełzania ściśle zwartemi szeregami37, 37 Gdym gąsieniczki przywiezione z Kopalin przekładał z korobki świerkowej do pudełka dla nich przeznaczonego, zostało ich w niój trochę przylepionych do wewnętrznej wilgotnej ściany. Jak długo były w odosobnieniu, okazywały się bardzo niedołężne, wiły tylko ciałem tędy i owędy, skoro zaś zetknęło się ich kilka razem, nabierały ruchliwości i siły, skwapliwie łączyły się w plenika, do którego podobnym sposobem przyłączały się i inne rozprószone gąsieniczki, gdy się z nim zetknęły gdy nadejdzie do tego pora. Zachowanie się 260 ich przed i podczas pochodu, jakotéż za nadejściem pory spoczynku i podczas niego jest następujące.
Wyobraźmy sobie tłum tych beznożnych, lipkich i w stanie dojrzałym 7 milimetrów długich gąsieniczek w chwili, gdy wydobywają się równocześnie ale zosobna ze swego ukrycia w próchnicy. Te, które najpierw wyjdą na powierzchnię, skupiają się zaraz z sobą i na sobie. Uporządkowawszy się należycie, pomykają bezzwłocznie naprzód, tworząc niby głowę plenia, który ciągle zasilany nowemi zastępami zachowującemi się tak samo, przedłuża się coraz więcej i grubieje, aż się zupełnie utworzy. Lipka ciecz na powierzchni ciała każdej gąsieniczki spaja wszystkie z sobą tak silnie, iż pleń niejako jedno tylko tworzy ciało, a każdy koniec jego na chwilę do góry da się podnieść. Podobny do popielatego węża pełza potem niezmordowanie pewien czas jednostajnym ruchem i ściśle zwartemi szeregami po cienistych miejscach lasu, a jako zjawisko niezwykle i dla oka nawet niemiłe może zaiste przerazić widza uprzedzonego lub rzeczy nieświadomego.
Pochód plenia jest wynikiem posuwania się naprzód wszystkich gąsieniczek składających go. Każda z nich bowiem dla siebie śliznie po towarzyszkach sobie najbliższych, wyprężając co chwila przód ciała i pociągając tył za nim, czyli innémi słowy, ściągając tył i wysuwając przód ciała, czemu odpowiada także ruch przewodu pokarmowego; pomyka się tym sposobem za każdym 261 razem mniej więcej o jeden milimeter naprzód, prześciga jedna drugą w kierunku pochodu, a przez to samo pleń posuwa się dalej. Patrzącemu na ruch postępowy gąsieniczek grzbiet plenia zajmujących, zdaje się jakby widział wodę zwolna i spokojnie płynącą; że zaś gąsieniczki wnętrzne i spodnie wolniej się pomykają naprzód niż górne, pochód plenia zdaje się być ruchem obrotowo postępowym.
Podczas pochodu gąsieniczki mają swe ciała naprzód w kierunku drogi zwrócone, zmieniają wszakże bezustannie położenie swoje, gdyż wierzchnie cisną się ku środkowym, te znowu i spodnie na wierzch i na boki, przez co w pleniu, lubo pełza pomalutku, panuje właściwa mu ruchliwość. Wierzchnie ciągle ruszają czarnemi główkami swemi, jak gdyby najbliższe towarzyszki ośliniały, czego wszakże nawet przy pomocy lupy dojrzeć nie byłem w stanie. Niektóre z nich wznoszą przód ciała, wyprężają go i wiją nim, jakby szukały czegoś i macały na wszystkie strony. Zatrzymują się one przytém w pochodzie, wszakże zazwyczaj tylko na chwilę, gdyż inaczej odbieżoneby były od pośpieszających dalej towarzyszek, jak się to czasami rzeczywiście dzieje. Spodnim gąsieniczkom przypada trudne zadanie chwilowego dźwigania towarzyszek na sobie pełzających i to jest także przyczyną, że pleń nie może dojść znaczniejszej grubości, i że przy wielkiej ilości gąsieniczek szerszą niż grubszą pełza smugą.
Na czele plenia znajdują się zawsze przewodniczki, a co te przedsięwezmą, czyto ustaną w pochodzie udając się na spoczynek w próchnicę; czy téż idą dalej tędy lub owędy, tak lub siak, tylne towarzyszki jakby za powszéchném porozumieniem się naśladują zwykle 262 to samo. Wszakże przewodniczek, w ścisłém tego słowa znaczeniu, różniących się od innych gąsieniczek nie ma wcale w pleniu. Owszem każda z nich może przewodzić, jak skoro tylko dotrze do samego przodku. Każdorazowe przewodniczki posuwają się wartko naprzód, a jeśli się które z nich choć trochę zatrzymają, wyprzedzają je zaraz tylne towarzyszki, wysuwające się z czoła hufca naprzód (co ma niejakie podobieństwo do wysuwania się rożków u ślimaka) i obejmują dowództwo, po tych znowu inne, na czém wszakże porządek pochodu plenia w niczém zgoła nie cierpi. Zmieniając się ciągle przewodzą pleniowi, dopóki nie nadejdzie dlań pora spoczynku, o którym niżej mowa.
Pleń bywa zwykle prosty, może wszakże tworzyć linią wygiętą lub wężykowatą. Pełzący miejscem równiejszém, jakie w świerczynie być może, tworzy przytém zwyczajnie całość jednolitą. Gdy zaś przewodniczki napotkają w drodze sterczącą zaporę, np. mech, kamyk, lub gałązkę i t. p., wtedy zdarza się, że się rozstąpią - w kształcie wideł, poczem obadwa ramiona równocześnie obchodzą zaporę z obu jéj stron, a poza nią jużto łączą się napowrót w całość, już téż rozchodzą w dwa oddzielne plenie. To samo czynią wszystkie tylne gąsieniczki, przepuszczając zaporę pomiędzy sobą przez całą plenia długość. Inaczej nieco postępują znowu przewodniczki napotykające gałązkę leżącą, lub korzeń z ziemi poziomo wystający. Wtedy przechodzą czasem wierzchnie ich i całego plenia warstwy górą, dolne zaś przemykają się popod zaporę i łączą się znowu poza nią z sobą, tak, że takowa przecina go w kierunku poziomym. Czasem rozdzieli się przód plenia na dwa nierówne ramiona, a gdy w takim razie 263 ramię silniejsze wyprzedzi słabsze, natenczas gąsieniczki tego ostatniego najpierw zatrzymują się, potem cofają i łączą napowrót z pleniem, jak to już i Weichsel spostrzegał. Podobneż widowisko przedstawia pleń wypuściwszy z siebie bez widocznej przyczyny kilka ramion, przypominając kształtem swoim rozsochy jelenie lub gałązkę sękatą. Jednego widziałem mozolnie przesuwającego się między gałązkami zaścielającemi drogę. Ilekroć przytém przodowniczki wolniej postępowały naprzód albo téż całkiem ustawały, czyniły to samo bliższe nich zastępy tylne, pośpieszając znowu, gdy przód sunął dalej.
Zapory strome i trudniejsze lub niemożebne do przebycia pleń omija. Z podziwieniem jednak przypatrywałem się jednemu, gdy nadszedł nad dołek, w poprzek którego leżała gałązka gdyby kładka. Mniemałem, że przodowniczki ominą go; lecz nie. Po krótkiém wahaniu się zstąpiły weń i zatrzymały się, tak samo czyniły nadciągające gąsieniczki tylne, aż wreszcie zapełniły dołek, tworząc niejako pomost, po którym tylne zastępy przeszły. Dopiero gdy tym sposobem już część plenia dostała się na drugą stronę dołku, wzięły udział w pochodzie i gąsieniczki w onymże zostające. W ten sposób przebył cały pleń zawadę, przyczém uważyłem, że sunąc przez gałązkę znacznie szerszą tworzył smugę, a części onegoż przed i za nią wisiały w powietrzu, nie rozrywając bynajmniej całości, co się tém tłumaczy, iż gąsieniczki za pomocą wspomnianej już lipkości na powierzchni swych ciał silnie są ze sobą spojone. Podobny widok zadziwiający przedstawiały gąsieniczki w domu trzymane, z czegoby wynikało, że częściej tak czynią, lubo nie twierdzę, że z namysłu.
264 Gdzie pleniów jest więcej na małej przestrzeni a zetkną się w drodze, natedy łączą się z sobą razem. Gdy zetknięcie nastąpi pod kątem ostrym, przodowniczki jednego plenia nie wstrzymują się w pochodzie, lecz włażą na gąsieniczki plenia drugiego, za niemi reszta, i powstaje tym sposobem z obudwu jeden pleń dłuższy lub krótszy, w miarę czy zetknęły się więcej na przodzie lub tyle. Iżby się dwa plenie skrzyżowały czyli inaczej powiedziawszy, jeden przeszedł wierzchem drugiego, jakto czasem czynią w niewoli, tego na wolności dotąd nie dostrzegłem. Gdy zaś przodowniczki dwóch pleniów idących w kierunku wprost przeciwnym zejdą się razem, co wstrzymuje ich dalszy pochód, natenczas włażą na siebie i tworzą kłąb bezładnie się rojący. Po chwili jednak wierzchnie gąsieniczki uporządkowawszy się, idą dalej w pewnym kierunku, a za niemi reszta tworząc jednego plenia. Tymto sposobem młodsze płody gąsieniczek mieszają się ze starszemi; stąd téż pochodzi rozmaita długość gąsieniczek jednego plenia, boć nie same tylko samcze okazy są w nim mniejsze.
Przodowniczki stają się czasem zgubą dla całego hufca. Pełząc bowiem drogami leśnemi mającemi wyboje kołowe wodą napełnione, włażą w nię czasem a za niemi tylne gąsieniczki i topią się wszystkie, nie umieją bowiem ani wypłynąć, ani téż inaczej wydobyć się z wody. Widziałem kilkakrotnie takich topielców, których ciałka były zbielałe i znacznie przedłużone 38. 38 Gąsieniczki żywe wrzucone do wyskoku nietylko wnet w nim giną, lecz ulegają także zwiększeniu i zmianie barwy na białawą, z powodu tężenia lipkiéj cieczy na ich powierzchni. Piszący o pleniu powinien zatem żywe gąsieniczki badać. Według Hohmanna nie zmienia się kształt ich ciała w rozczynie ałunowym. Jak długo gąsieniczki 265 mogą żyć pod wodą, nie chciałem doświadczać. Dosyć na tém, że ostatecznie w niej giną, lubo z drugiej strony szczególném jest znowu to, że bawiącym podczas ulewy w próchnicy, woda obficie w nię wsiąkająca nie zdaje się być pod żadnym względem szkodliwą.
Szybkość pochodu zależy bądźto od jakości, drogi za każdym razem obranej, bądź téż od żywszego lub leniwszego usposobienia gąsieniczek, a może i od innych niewiadomych okoliczności. Zwracałem także i na nię uwagę, uwzględniając przytém gąsieniczki tylko na czele i z tyłu plenia pełzące, nie wszystkie bowiem leżą równie szybko. Przodowniczki plenia powyżej wspomnionego (str. 257) 56 cali długiego, postępujące po gładkiém gliniastém dnie rowu, uszły w 5ciu minutach 2 cale drogi, ostatnie zaś gąsieniczki w tymże samym czasie tylko l¾ cala. Inny pleń idący sporo z rowu do góry po drodze nierównej i mchem porosłej, odbył w 7miu minutach 2 cale drogi. Z dwu pleniów znowu po gładkiém iglu pełzących, uszedł przód jednego w 5ciu minutach również 2 cale, gdy tył cal jeden zaledwo. Inaczej rzecz się miała z drugim, którego tył znowu szybciej się posuwał niż przód, co się zdarza, gdy przodowniczki pomykają się wolniej lub téż ustaną na chwilę, tylne zaś gąsieniczki jednostajnie postępują naprzód. Przodowniczki plenia sztucznego, o którym namieniłem powyżej (str. 259), odeszły od rowu okopiska w 90ciu minutach na 28 cali, gdy tymczasem koniec jego w tymże czasie tylko 5 cali drogi odbył, albowiem gąsieniczki skupione na szerokość 12tu linij w miejscu wyjścia z rowu zwolna porządkowały się w smugę 6 linij szeroką, powstrzymując przezto tylne zastępy, które 266 zresztą i same z siebie mniej pośpieszały. Plenie przeszkodami w pochodzie powstrzymywane, nie mogły ujść w 5ciu minutach nawet 2ch cali drogi. Kierunek pochodu tłumaczy sobie przeróżnie poezya ludowa. Wszakże jest to bajką, jakoby plenie pełzały li ku pewnej tylko stronie świata. Widywałem bowiem czołgające się po lesie w każdym kierunku, który nawet często zmieniają, np. gdy wznoszące się coraz wyżej słońce oświeci ich drogę, gdy na niej napotkają zawady i t. p., albo téż bez żadnego widocznego powodu39. 39 Kühn i inni dostrzegali to samo Pełzanie w jednym pewnym kierunku nie należy więc do właściwości gąsieniczek pleniowych; owszem jest raczej przypadkowém lub téż uzasadnioném w stosunkach miejscowych. Temu tylko, kto raz szczególny i to li jednego widział plenia, mogła podobna myśl przyjść do głowy, zwłaszcza gdy ten pleń zdążał może do cienia lub coś podobnego. Plenie, które przechodziły w Kopalinach zrana wpoprzek drogę leśną, szły wprawdzie w kierunku z południa na północ do lasu po drugiej stronie drogi leżącego, którego słońce jeszcze było nie oświetliło, zwracały się jednakowoż i wdluż drogi, na wschód lub zachód, lub téż napowrót na południe.
Droga, którą plenie odbywają, bywa prosta, wężykowata lub łamana. Iżby krążyły wokoło pnia w kształcie zwartej obręczy, jakto zmuszone są czynić trzymane w niewoli w małém pudełku, tego nie widziałem dotąd na wolności. Pełzają one zawsze po ziemi, zwykle w miejscach cienistych czetynkami czyli iglem zasłanych, wprawdzie nieco wilgotnych, ale nie mokrych. Po trawnikach 267 nie dostrzegłem ani jednego40. 40 Wala i Sieczka widzieli plenia w Tatrach na trawniku przy Gąsienicowych - Stawach, wszakże dostał się tam zapewne tylko przypadkowo z lasu. W Kopalinach przechodziło kilka szeroką bitą drogą z jednej strony lasu na drugą, w czém im rów po obu bokach tejże wcale nie przeszkodził. Te z pomiędzy nich, które w pochód tak daleki wczas ruszyły, odbyły go téż szczęśliwie i w pięknym porządku, inne zaś, które później wyruszyły i zaskoczone zostały w drodze słońcem dogrzewającém, niepokoiły się i rozdrabialy, poczém kupki porozrywanych i oblepionych grudkami gąsieniczek nie mogąc się schować w ziemię na twardej drodze, poginęły. Miejsca gładkie, którędy przeszły plenie, oglądałem przez lupę, wszakże nie było na nich żadnego innego śladu41. 41 Pantoppidan miał widzieć ślad do długiej linii podobny; — Buchenröder ciemną smugo srebrzysto-szarą jak po ślimaku, a Hohmann popielaty śliz. Sam uważałem, że pleń pełzący po czystym papierze, brudził go swą lipkością. prócz kału gąsieniczego42. 42 Dostrzegał to już Kühn i inni. W chwili wypróżniania się nie widziałem ani jednej gąsieniczki, gdyż czynią to prawdopodobnie dopiero po dostaniu się z wierzchu na sam spód plenia. Czy zresztą wypróżniają się także podczas spoczynku w leżach, na to nie zwróciłem uwagi, luboć zdaje się, iż tak jest, sądząc po gąsieniczkach w niewoli trzymanych, których leże są pełne kału.
Pomimo lipkości gąsieniczek pleń jest zawsze czysty, gdyż pozbywa się przylepłych doń przedmiotów. Przebywając jeszcze pod próchnicą, gąsieniczki oblepione są jéj cząstkami; gdy zaś wyjdą na powierzchnię, strącają takowe ślizganiem się po sobie podczas pochodu i zostawiają po drodze. Tym samym sposobem oczyszczają 268 się także z przylepłych do nich w czasie pochodu iglic i innych przedmiotów, gdy tymczasem gąsieniczki odosobnione rzucają się gwałtownie, by się takowych pozbyć.
Pleń jakimbądź sposobem lekko przerwany znowu się zbiera; tłumnie bowiem nadciągające tylne gąsieniczki wypełniają wnet powstałą szczerbę, łączą się znowu z przedniemi i pleń idzie dalej. Jeżeli zaś tylne gąsieniczki straciwszy trochę czasu na uporządkowanie się, nie dościgną przednich towarzyszek, nieustających w pochodzie, natenczas tworzą same dla siebie plenia ruszającego w drogę tędy lub owędy, toż czynią gąsieniczki z całości plenia wysunięte. Tak silny jest ich popęd do skupiania się i pochodu. Gdym na którego plenia dmuchnął albo puścił dym z cygara, gąsieniczki tém dotknięte i najbliższe nich równocześnie cofały główki, zachowały się przez chwilę spokojnie, potem zaś znowu dalej ruszały; a gdym to kilkakrotnie powtórzył bądź rano bądź też wieczorem, pleń szukał schronienia w próchnicy, jedynego dlań możebnego ratunku przed nieprzyjaciółmi i niebezpieczeństwami. Podobnież zachowywały się gąsieniczki za dotknięciem ich palcem lub gałązką. Rozlepiwszy się i rozerwawszy w tém miejscu, mrowiły się chwilę i właziły wreszcie w ziemię, przyczém na samym wierzchu znajdująca się warstwa gąsieniczek, widna jeszcze z igła, wydawała się jakby ślad po ślimaku.
Pochód plenia jest nużący i trwa według okoliczności dłużej lub króciéj, zwykle całemi godzinami. Wspomniany powyżej (str. 259) pleń sztuczny był w nieustannym ruchu od godziny trzeciej zrana, kiedym doń przyszedł, do godziny dwunastej w południe, kiedym 269 go opuścił, a pełzał pewnie już z kilka godzin przed mojém przybyciem do boru, niemniej jeszcze dość długo po mojém odjeździe. Plenie w niewoli trzymane pełzały także bez znużenia czasem niespełna dobę, co dowodzi wielkiej wytrwałości gąsieniczek, na pozór wątlutkich.
Do ukrycia się w próchnicy skłaniają plenia jużto potrzeba spoczynku i żywność, już téż inne okoliczności, np. światło słoneczne, padające na miejsce kędy pełza, słota, niepokojenie go lub zagrażające mu jakieś niebezpieczeństwo. Natenczas zatrzymują się najpierw przodowniczki w pochodzie, tylne zastępy nadciągające ku nim czynią to samo, wszystkie rozrywają się i powstaje z plenia kłąb rojący się jakby mrowisko, który przez to, że dolne gąsieniczki, każda z osobna, włażą pomiędzy czetynki i głębiej w próchnicę, widocznie coraz więcej maleje, wreszcie znika z oczu. Czasem, lubo rzadziej włazi pleń jak długi w igle, również po poprzedniém rozdzieleniu się gąsieniczek, jakto téż czyniły plenie przezemnie niepokojone, poczém gąsieniczki albo zostawały w swych miejscach, albo téż schodziły się razem.
Spoczynek trwa według okoliczności dłużej lub króciéj. Podczas niego biesiadują gąsieniczki, pożywając próchnicę z butwiejących czetynék świerkowych, mchów, i korzonków powstałą i ich karmę stanowiącą. Trzymają się przytém razem, lecz się nie sklejają, wchodzą płyciéj lub głębiej w wilgotną warstwę próchnicową pod suchém iglem, do ziemi zaś wcale nie idą i nie mogłyby nawet wryć się w nię.
Za nadejściem pory pochodu gąsieniczki jakby na dane hasło wychodzą znowu ze swych leży wilgotnych 270 na powierzchnię. Opuszczają takowe albo wszystkie, albo téż zostaje w nich jakaś cząstka dopiero później wyruszająca.
Te byłyby mniej więcej ciekawsze szczegóły dotyczące zachowania się gąsieniczek pleniowych. Inne pomijam, ażeby rozwlekłością nie znudzić czytelnika. Trzeba plenia samemu widzieć przy nadarzonéj sposobności, a pewnie zajmie i zadziwi.
Cel skupiania się i pochodu.
Przedziwny popęd gąsieniczek pleniowych do łączenia się w tłumy wspólnie pełzające, obudza się w nich dopiero po dojściu do dojrzalszego wieku w lipcu. Celu, jaki mają wspólne ich pochody nie można porównywać z celem gromadnego życia i wspólnych wędrówek zwierząt z innych działów. To téż nie zadawalniają w téj mierze domysły dotychczasowych o pleniu pisarzy.
I tak przedewszystkiém mniemanie starego Kühna, jakoby pleń żywił się gnojem i tylko dla tego odbywał pochody, aby po lasach, gdzie bydło i zwierzęta dzikie odchody swe zostawiają, odszukać mógł pożywienia, polega na złem zrozumieniu téj okoliczności, że gąsieniczki trzymane przez niego w niewoli, udawały się tłumnie do świeżego gnoju, ilekroć go włożył do skrzynki. Oczywiście bowiem czyniły one to tylko dla wilgoci, tyle im do życia potrzebnej, której onymże gnój dostarczał, a której nie miały w próchnicy znajdującej się w skrzynce.
Za inném zdaniem, jakoby najbliższym bodźcem do skupiania się i pochodów gąsieniczek pleniowych była potrzeba przesiedlania się ich z miejsc ubogich w żywność, na miejsca w takową obfitujące, wcale nie przemawia 271 doświadczenie. Żywiąc się bowiem próchnicą mają jéj wszędzie w lesistych miejscach pobytu swego aż do zbytku. Zresztą, gdyby gromada gąsieniczek takową w każdorazowych swych leżach do szczętu spożyła, natenczas mogłyby, każda z osobna, do miejsca najbliższego pod ziemią zaleźć, do czego téż są zdolne, a nie potrzebowałyby na ziemi pełzać całemi godzinami i zespoleniem sił swoich niejako ułatwiać pochody, aby wreszcie może na to samo wrócić miejsce, zkąd były wyszły. Jakoż moje własne i innych spostrzeżenia są w tém zgodne, że plenie pojawiają się ciągle w pewnej ograniczonej okolicy, a więc w odleglejsze wcale się nie przesiedlają, do czego ich zresztą nawet powolność ruchów i pochodu nie usposabia. Biorąc bowiem za miarę przybliżoną szybkości pochodu 2 cale na 5 minut, jak to rzeczywiście uważałem w Kopalinach (ob. str. 265) pleń uszedłby za godzinę stóp 2, za cały dzień 48, a za 30 dni 1440, gdyby jednostajnym ruchem i bez przerwy pełzał, nie zbaczając téż nigdy od kierunku prostego. Do oddalenia się więc tylko na ćwierć mili od miejsca, z którego pochód rozpoczął, potrzebowałby zwyż cztery miesiące, gdy tymczasem całe trwanie jego pojawu nie przenosi czterech tygodni. Raczej tedy możnaby przypuścić przesiedlanie się ziemiórki, lecz nie ma i na to żadnego faktu.
W skupianiu również nie podała gąsieniczkom pleniowym przyroda sposobu ochrony, są bowiem, choćby nawet najtłumniéj zgromadzone, za niedołężne aby stawić jakikolwiek opór zewnętrznym napaściom. Jedynym dla nich możliwym ratunkiem przed temi i w ogóle wszelkiemi niebezpieczeństwami jest ukrycie się w próchnicy, 272 a wtenczas właśnie rozpadają