XII.

Upadek rządów austrjackich w Tarnobrzegu. Wiec 6 listopada 1918 roku, „republika tarnobrzeska”. Rozbrajanie posterunków żandarmerji. Obalanie urzędów gminnych. Napady na dwory i żydów. Udaremniona odsiecz Lwowa. Pierwsze wybory sejmowe. Ruch bolszewicki. Uspokojenie ludności. Wojna w roku 1920. Urzędy w Niepodległej Polsce. Pieniądz i ceny towarów. Stosunki gospodarcze: rolnictwo, przemysł, handel kasy oszczędności i pożyczek. Życie gminne. Życie społeczne i polityczne. Szkolnictwo. Kościół. Rok 1927: świętokradztwo, pożar Zamku w Dzikowie. Krzyż Zasługi.

Gdy na połach bitew następował pogrom państw centralnych i zbliżały się rokowania pokojowe, z których Polska miała wyjść jako państwo niepodległe, na ziemiach polskich panowały ciągle jeszcze państwa zaborcze. Ale czuć było coraz wyraźniej, że siła wojenna Austrji słabnie, brak było chleba, głód wzmagał się z każdym dniem, żołnierze uciekali z wojska, z szeregów, kryli się po lasach, polach, domach, gdzie kto mógł, ludność żywiła ich pokryjomu, znać było coraz mniejszą sprawność i wzrastające rozprężenie w wojsku, w starostwach i we wszystkich władzach państwowych.

Wreszcie w ostatnich dniach października 1918 r. nastąpił zupełny upadek Austrji. W Tarnobrzegu upadek ten ujawnił się najjaskrawiej 31-go października. W dniu tym gromadziło się na rynku w Tarnobrzegu wielu dezerterów wojskowych, którzy mieli bączki (rozetki) austrjackie z czapek pozrywane, nie salutowali już, t. j., nie pozdrawiali swojej starszyzny, i cichaczem opowiadali, że w innych miastach Galicji dokonywa się rozbrajanie wojsk austrjackich i że już jest po Austrji. Zgraja takich dezerterów napadła wówczas w mieście żandarma z Mokrzyszowa Jana Michalskiego, rozbroiła go i pobiła tak, że musiał szukać poratowania w szpitalu. Wieczorem tegoż dnia, w czasie przedstawienia kinowego w sali »Sokoła«, nadjechał z Krakowa porucznik Jan Czopek z Sielca, a przerwawszy przedstawienie, ogłosił zebranym upadek Austrji i objęcie rządów w Krakowie przez Polaków. Publiczność przyjęła wiadomość tę z wielka radością.

W nocy utworzyła się już w Tarnobrzegu Komenda miasta, złożona z oficerów rezerwowych najstarszych rangą, majora Pawlasa i kapitana Starego. Nad ranem udali się oni do pułkownika austrjackiego Meinla, który wówczas ze swoim bataljonem kwaterował w Tarnobrzegu, i oznajmili mu, że go wraz z całym bataljonem uważają za rozbrojonego, co tenże przyjął do wiadomości i swoim ludziom oznajmił.

Ale ogół ludności o tych nadzwyczajnych wydarzeniach jeszcze nie wiedział. Gdy rankiem w dzień Wszystkich Świętych szedłem do kościoła, było cicho i ponuro, jakby każdy był we śnie. Kiedy zaś koło 8-ej godziny wracałem do domu i szedłem obok szkoły powszechnej, w której wówczas mieściły się kwatery wojska austrjackiego, spostrzegłem ruch niezwykły. Żołnierze wysypywali się z kwater, biegli koło mnie wołając radośnie: »Do domu, do domu!« Na kwaterach porzucali bezładnie karabiny, amunicję, tornistry, a brali tylko swoje manatki i pędzili ku stacji kolejowej.

Nagle jakby spod ziemi wyrosła polska młodzież uzbrojona, głównie studenci z tarnobrzeskiej szkoły realnej, którzy zajęli się rozbrajaniem do reszty wojska austrjackiego. Jak który żołnierz chciał powrócić do domu z bagnetem czy innem uzbrojeniem, to go zatrzymywali na drodze, na stacji kolejowej i rozbrajali, odbierali mu też drugi mundur czy inne części okrycia. Nie pomogły tłumaczenia żołnierzy, że coś jest im potrzebne, że to ich własne rzeczy, — każdego puszczali z tem tylko, co miał na sobie. Do południa nie było u nas żadnego żołnierza austrjackiego, a byli na kwaterach ostatni Niemcy. Osobom wojskowym i żandarmerji zrywano z czapek bączki, a przypinano orzełki polskie.

Nazajutrz dostałem zaproszenie na zebranie obywatelskie w Radzie powiatowej w Tarnobrzegu. Gdy tam przybyłem, zastałem kilkudziesięciu obywateli, wszyscy byli uradowani, witali się słowami: »Polska zmartwychwstała, mamy już Polskę!« Zaczęły się zaraz narady, aby usunąć do reszty rządy austrjackie, a zaprowadzić polskie. Uchwalono usunąć z urzędu dr. Kazimierza Federowicza, który był starostą w Tarnobrzegu od lipca 1917 r. i okazał się na tym urzędzie zbyt gorliwym sługą rządu austrjackiego, nieprzychylnym dla swoich. Mówiono o nim, że nie myślał o tem, by ludowi dobrze robić, by biedę jego łagodzić, by mu iść z pomocą, choćby z tą urzędową według przepisów i rozporządzeń austrjackich, że utrudniał i opoźniał rozdział artykułów pierwszej potrzeby, jak cukier, mąka, nafta, a natomiast przeprowadzał bezwzględnie rekwizycję zboża i zubożał powiat, dopuszczał do tego, że w starostwie zalegało bardzo wiele nie załatwionych podań o zasiłki wojskowe i amerykańskie.

Starostę tego składano teraz z urzędu, postanowiono natomiast urząd ten powierzyć tymczasowo komisarzowi starostwa Eugenjuszowi Strzyżowskiemu,który uchodził za uczciwego urzędnika-Polaka. Do przeprowadzenia tych uchwał wybrano komitet, do którego weszli: Inż. Jan Bochniak, dr. Antoni Surowiecki, dr. Ryszard Urbanik, ks. Alojzy Serafiński, dr. Ernest Habicht, pełnomocnik dóbr dzikowskich, Wojciech Wiącek, Jan Słomka starszy, Adam Jamroż, konduktor meljoracyjny. Poszliśmy niezwłocznie do starostwa, a ponieważ Federowicza nie zastaliśmy, więc trzech członków (Urbanik, Wiącek i Jamroż) skierowało się do niego do domu i poprosiło go o przybycie do urzędu. Gdy przybył, inż. Bochniak imieniem komitetu przedstawił mu uchwałę zebrania obywatelskiego z poleceniem, że ma zaraz całe urzędowanie, akta, kasę i t. p. oddać komisarzowi Strzyżowskiemu. Na Federowiczu zrobiło to wielkie wrażenie, ale przyjął postanowienie to bez oporu w milczeniu, pożegnał się z nami i wyszedł z kancelarji, a my powierzyliśmy dalsze kierownictwo starostwa Strzyżowskiemu, czyniąc go za sprawowanie tego urzędu we wszystkiem odpowiedzialnym.

Tegoż dnia rano, Komenda miasta wezwała do siebie komendanta żandarmerji rotmistrza Friedla i oznajmiła mu, że całą żandarmerję uważa za rozbrojoną, a zarazem poleciła mu, ażeby komendę żandarmerji i cały inwentarz oddał por. Tomaszowi Dąbalowi, b. słuchaczowi praw, pochodzącemu z Sobowa w powiecie tarnobrzeskim, który był przysłany na to stanowisko przez gen. Roję z Krakowa. Po odebraniu komendy Dąbal aresztował rotmistrza pod zarzutem, że żandarmerja w jego okręgu strzelała nieprawnie do dezerterów, dopiero Komenda miasta uwolniła go na prośbę Friedlowej, poczem zaraz nazajutrz wraz z żoną wyjechał w asystencji Dąbala do stacji kolejowej, a stąd odjechał w strony rodzinne do Czech.1

Jednocześnie wspomniany Komitet obwieścił rządy polskie w sądzie, w urzędzie podatkowym, na poczcie i w innych urzędach, pozostawiając jednakże wszędzie dotychczasowych funkcjonarjuszów. I tak w jednym dniu zgasło tu panowanie austrjackie, a nastało polskie. Wszyscy urzędnicy, którzy byli uważani za rzetelnych i mających prawdziwie polskiego ducha, pozostali nadał na swoich stanowiskach.2

***

Z następnych wydarzeń na uwagę zasługuje szczególnie wiec, który odbył się w Tarnobrzegu w środę 6-go listopada 1918 roku. Na wiecu tym, urządzonym przy dniu targowym na rynku pod pomnikiem Bartosza Głowackiego, zgromadziły się wielotysięczne tłumy ludności ze wszystkich stron powiatu i z różnych stronnictw. Po przemówieniach ks. Okonia i innych stwierdzono koniec Austrji i rządów austrjackich, koniec wpływów szlacheckich we wszystkich władzach i urzędach. Władzę miał objąć lud cały jako ogół, lud też miał tę władzę wykonywać przez swoich przedstawicieli w »Zjeździe powiatowym«, do którego gminy miały wysyłać delegatów, na 1000 mieszkańców jednego delegata. W ten sposób Zjazd ten miał się składać z około 150 członków, ale ponieważ było to ciało za duże, przeto wybrano potem komitet powiatowy z 60 członków, który następnie zmniejszony do 17-tu członków objął rolę Rady przybocznej starosty w Tarnobrzegu.

Na wiecu tym uchwalono także znieść w powiecie wszystkie rady gminne, wójtów, pisarzy gminnych, a wybrać na odnośne urzędy wszystkich nowych ludzi; uchwalono usunąć posterunki żandarmerji, a wprowadzić milicję gminną.3

Od wspomnianego wiecu wysunął się tu w życiu politycznem na pierwszy plan ks. Eugenjusz Okoń, pochodzący z Radomyśla nad Sanem w tutejszym powiecie, który zaczął już wtedy zakładać swoje stronnictwo pod nazwą Chłopskie Stronnictwo Radykalne. Do niego zaraz w początku przyłączył się Dąbal i oni dwaj pociągnęli za sobą masy chłopskie, nawet poważniejszych i światlejszych gospodarzy.

Sławne stały się wiece, urządzane przez nich w Tarnobrzegu pod pomnikiem Bartosza Głowackiego, na których gromadziły się liczne rzesze ludności i padały najbardziej podburzające przemówienia przeciw panującemu dotychczas porządkowi społecznemu i politycznemu.

Wyłoniony z tych tłumnych wieców wspomniany Komitet powiatowy zbierał się następnie prawie codziennie na narady w budynku Rady powiatowej w Tarnobrzegu, której część opanował i starał się stąd, jako rada przyboczna starosty, rządzić powiatem. Gdy w pierwszej połowie listopada Polska Komisja Likwidacyjna w Krakowie zamianowała komisarzem powiatu, t. j., na urząd starosty, inż. Jana Bochniaka, Komitet powiatowy nie chciał uznać tej nominacji, podnosząc, że inż. Bochniak będzie ulegał wpływom szlacheckim i całą wolność ludu zdepcze. Natomiast Komitet wysłał delegację do P. K. L. w Krakowie i domagał się zatwierdzenia na komisarza powiatowego Strzyżowskiego, który tymczasowo sprawował kierownictwo starostwa. Gdy zaś żądana nominacja nie nadchodziła, a przeciwnie, Strzyżowski miał być przeniesiony do Kolbuszowy, Komitet powiatowy, oburzony tem, zamianował ze swego grona rządcą powiatu Stefana Grzywacza, gospodarza z Gorzyc. Ten zgłosił się do starostwa do objęcia urzędu, jednakże Strzyżowski, który pełnił jeszcze obowiązki starosty, oświadczył, że odda urzędowanie tylko na zarządzenie P. K. L w Krakowie. Tak więc kierownictwo starostwa pozostało nadal w jego rękach.

Powiat uznawał więc nad sobą władzę Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Krakowie i jej rozkazom się poddawał, ta zaś podlegała wówczas Radzie Regencyjnej w Warszawie, jako zwierzchniej władzy państwowej.4

W tymże czasie jednak, t. j., w pierwszej połowie listopada, ks. Okoń pomijając wymienione władze wysłał poufnie, jako prezes swojego stronnictwa, delegację do Lublina do tamtejszego Rządu ludowego z Daszyńskim na czele celem złożenia mu wyrazów uznania, posłuszeństwa i wierności, a zarazem sprawozdania z powiatu, oraz po dalsze rozkazy polityczne.5

***

Równocześnie ze zmianami w starostwie zaczęły się zmiany w urzędach niższych, więc rozbrajanie dotychczasowych posterunków żandarmerji i obalanie urzędów gminnych. Gdy zaś jedna władza upadła, a druga nie mogła się jeszcze ustalić, nastąpił rozstrój i zamęt, wzmogły się porachunki z przeciwnikami, napady, kradzieże, rabunki, mordy i t. p. A trzeba dodać, że kraj był wojną zniszczony i zubożony, ludność więcej niż przed wojną zepsuta, mnóstwo było wzajemnych zawiści, rozgoryczenia, co sprzyjało wzrostowi przestępczości.

Za czasów austrjackich, przed wojną i podczas wojny, bezpośrednimi przedstawicielami władzy państwowej po wsiach i miastach byli żandarmi, rozmieszczeni po posterunkach. Na wsiach żandarm był wielkim panem, na widok jego każdy prawie dygotał, bo żandarm mógł każdego zapisać na karę, skoro zauważył naprzykład, że na podwórzu brak porządku, że na dachu zły komin, że pies nie uwiązany, oset w polu i t. p.; mógł zaaresztować każdego podejrzanego, skuć w razie oporu, a nawet bronią obezwładnić. Straszny był jego gwer najeżony bagnetem i szabla u boku. W starostwie czy w sądzie była przedewszystkiem wiara temu, co żandarm donosił, obwiniony nie mógł się wobec żandarma wymówić, musiał ponieść karę.

W czasie wojny żandarmi pilnowali, ażeby każdy w oznaczonym terminie szedł do wojska, do okopów, tropili dezerterów wojskowych, przeprowadzali rekwizycje, zabierając po wsiach ostatni kęs żywności

Z okolicznych smutnie się wtedy zaznaczył postój żandarmski w Chmielowie, gdzie komendantem był Józef Grzybek, do ostatka wielki służbista austrjacki. Gdy jaki żołnierz zatrzymał się tam dzień dłużej na urlopie, to go zaraz aresztowano, odstawiano do pułku, a przytem bito niemiłosiernie. Kiedy zaś w r. 1917 i 1918 panował straszny głód w wojsku i coraz więcej ludzi nie chciało iść na wojnę, żandarmi tutejsi wyłapywali gorliwie dezerterów i dwóch przytem zabili. I tak w czerwcu 1918 obstąpili w Cyganach dom, w którym było kilku dezerterów, a gdy ci zaczęli uciekać, zastrzelono jednego z nich, Panka, na płocie. W trzy dni po tym odbył się pogrzeb zabitego ze szpitala w Tarnobrzegu przy bardzo licznym udziale ludności ze wsi pobliskich. W parę tygodni po tym żandarm Lewandowski wyśledził Wojciecha Rytwińskiego, że się ukrywa przed wojskiem w domu rodzicielskim i chciał go aresztować. Ale żołnierz schronił się na dach domu. Żandarm wezwał go do zejścia na dół, wołając: »Złaź, bo cię zastrzelę jak psa!« Żołnierz jednak w bojaźni przed karą nie schodził, — żandarm strzelił i Rytwiński spadł z dachu, jak wróbel, wobec matki i nadbiegających ludzi. Do pogrzebu manifestacyjnego żandarmi nie dopuścili.

Gdy się wojna skończyła i żołnierze z frontów prawie w paru dniach przybyli masowo do domów, zwrócili się od razu z całą nienawiścią i żądzą zemsty przeciw posterunkom żandarmerji. Wtedy siła i władza żandarmów upadła zupełnie. Żandarmów, którzy byli przez ludność znienawidzeni i w jej opinji źle zapisani, rozbrajano i bezwzględnie usuwano.

Od pierwszej chwili upadku rządów austrjackich w powiecie przychodziły ze wszystkich okolicznych posterunków żandarmerji do powiatowej komendy w Tarnobrzegu wezwania o pomoc, bądźto z powodu planowanych rabunków, bądź też z powodu dokonywanych napadów na posterunki. Zaczęli też na posterunek w Tarnobrzegu z całego powiatu przybywać żandarmi pobici, obandażowani, przebrani w cywilne ubrania, szukając tu schronienia i ratunku, — inni kryli się przed niebezpieczeństwem, gdzie który mógł.

Wtedy też przyszła pomsta na żandarmów w Chmielowie. Na posterunek tamtejszy uderzyli żołnierze, którzy z frontu przybyli, urlopnicy i dezerterzy, ale żandarmi uszli na stację kolejową. Komendanta Grzybka dogoniono jeszcze w drodze na stację, rozbrojono i własną jego bronią pobito. Następnie na stacji przytrzymano żandarma Lewandowskiego. Tam go zaczęto bić, a gdy podczas bicia usuwał się przed atakującymi, został już mało żywy wepchnięty do dołu napełnionego wodą i zarośniętego trzciną. Ponieważ był silnej budowy, więc w wodzie przyszedł do siebie, ukrył się w trzcinie i w nocy uszedł w niewiadomym kierunku. Trzech żandarmów, którzy się ludności niczym nie narazili, puszczono w spokoju.

W Jastkowicach postrzelono w koszarach wachmistrza Zamhirę, dano do niego dwa strzały w brzuch i tak ciężko rannego przywieźli do szpitala do Tarnobrzega.

Rozchodziły się wieści, że na posterunkach opuszczonych przez żandarmerję znajdowano wielkie zapasy żywności, jak zboża, mąki, cukru i artykułów pierwszej potrzeby, jak płótna, skór, nafty, co wszystko żandarmi gromadzili dla siebie i swoich rodzin z krzywdą najbiedniejszej ludności. Wieści takie podsycały żądzę zemsty ku żandarmom.

Do takiego załatwiania się z postojami żandarmskiemi przyczynił się też w dużym stopniu Dąbal, który, otrzymawszy komendę powiatową, rozesłał zaraz posłańców swoich z wezwaniem, aby austrjackie posterunki żandarmerji rozbrajać i tworzyć nowe z miejscowych żołnierzy przybyłych z wojny. Tak więc obalano dotychczasowe posterunki bezpieczeństwa publicznego i wprowadzano t. zw. milicję wiejską do pilnowania porządku. Milicje te w każdej gminie powstały, złożone były z ludzi nie obznajmionych ze służbą policyjną, przyczem niektórzy z nich nie cieszyli się dobrą opinją co do swej moralności.

Dąbal był komendantem żandarmerji przez parę tygodni, po nim zaś objął komendę kapitan Stanisław Borowiec, przysłany z Krakowa, i ten dopiero zaczął obmyślać środki bezpieczeństwa w powiecie.

Zaczęto więc na nowo obsadzać posterunki żandarmerji. Obsadzono je w ten sposób, że na każdy posterunek przydzielano jednego b. austrjackiego żandarma jako komendanta i kilku nowo przyjętych. Kilka takich posterunków zostało ponownie rozbrojonych przez ludność niezadowoloną z nich, — na ich miejsce jednak dawano innych ludzi.

***

Dużo też nienawiści i złości gromadziło się wśród ludności w czasie wojny przeciw urzędom gminnym i wójtom. Urzędy gminne bowiem obowiązane były sporządzać wykazy, ile kto ma oddawać zboża do magazynów rządowych, wykazy uprawnionych do otrzymywania kart na chleb i inne artykuły spożywcze, wykazy poborowych do wojska i t. p. Niejeden czuł się pokrzywdzonym przez urząd gminny, szemrał i narzekał na wójta, odpowiedzialnego za urzędowanie gminne, a kobiety głośno odpowiadały: »Niech tylko nasi mężowie z wojny powrócą, to wójtowi dobrze stołka podstawimy«.

Z drugiej strony urząd gminny musiał wykonywać polecenia władz przełożonych, szczególniej starostwa, wójt musiał tak tańcować, jak mu starosta zagrał. Najgorzej było wójtom, którzy nie skończyli jeszcze 50 lat i byli w wieku poborowym, bo jeżeli taki wójt czego nie wykonał, starosta groził mu wysłaniem do wojska do okopów. Pogróżki takie padały nieraz na miesięcznych sesjach wójtowskich. Ja wprawdzie takiej kary nie bałem się, bo miałem już w owym czasie przeszło 70 lat, ale rozkaz władzy zwierzchniej był rozkazem i musiało się go wykonać.

Zaraz po ustaniu wojny zaczęło się w całym powiecie jak na komendę obalanie i usuwanie dotychczasowych urzędów gminnych i doraźne wprowadzanie nowych. W Dzikowie dokonało się to w niedzielę 16-go listopada 1918 r. w następujący sposób:

Po południu tego dnia byłem — jak zwyczajnie — na nieszporach. Gdy wracałem z kościoła, zauważyłem już z daleka przed kancelarją gminną, która wtedy mieściła się w sąsiedztwie mojego domu, gromadę ludzi złożoną przeważnie z kobiet, a w mniejszej części z parobczaków, którzy świeżo z wojny powrócili. Ci mieli przeważnie pałki w rękach. Gdy się do nich zbliżyłem, odezwały się drwiące głosy: »Wójcie, tak się długo w kościele modlicie, a my tu na was czekamy«. Mówię do nich: »Dlaczegoście mnie naprzód nie zawiadomili, że macie sprawę do mnie, to ja bym na was czekał. Jaki macie interes? Chodźcie do kancelarji, na ulicy nie będziemy sprawy załatwiać«. Weszli hurmą do kancelarji, która w jednej chwili tak się wypełniła, że zaledwie mógł jeden koło drugiego stanąć, a trochę nawet zostało za drzwiami. Ja znalazłem się w środku tego zgromadzenia, ściśnięty zewsząd, — wyglądałem, aby oświadczyli, czego chcą. Zaczęli ze mną jakby protokół, żądając bezładnie usprawiedliwienia się z wójtostwa, ale nie chcieli dużo czasu na to tracić bo i wieczór zachodził, a jak zauważyłem, najpilniej było kobietom kolację gotować i krowy doić. Wtedy wystąpił organista Zagaja, który całej gromadzie przewodził, i krzyczy donośnym głosem: »Czy chcecie starego wójta zrzucić, bo się już dosyć naurzędował!« Zerwała się wrzawa i pisk nie do opisania: »Chcemy, chcemy!« »Kogo chcecie wybrać na wójta?«, zapytuje w dalszym ciągu: »Jan Stala, Jan Stala!« Znowu wrzask i zgiełk, jak na targu. Zebranie zamieniło się w zgraję, w której każdy starał się wrzeszczeć najgłośniej. Doszedłem w końcu do głosu i mówię: »Skoro mnie z wójtostwa zrzucacie i nowego wójta obieracie, więc ja także nie chcę być waszym przedstawicielem i jutro urzędowanie swoje złożę, t. j., oddam księgi gminne, akty i rachunki nowemu wójtowi i będzie wam już dobrze«. Zgodzili się na to po targach ze mną i między sobą (niektórzy chcieli urzędowanie zaraz przejąć) i na tym się zgromadzenie zakończyło.

Na drugi dzień rano oddałem uporządkowane akta i rachunki gminne nowemu wójtowi, który przyszedł do kancelarji z kilkoma mężami zaufania. Nie wiedziałem jednak, co powie na to starostwo, że urzędowanie zdałem tak nielegalnie obranemu wójtowi, czy nie spotka mnie z tego powodu nagana. Zaraz więc poszedłem do Starostwa i rzecz całą przedstawiłem. Na to komisarz Strzyżowski, zastępujący starostę, oświadczył, że w Dzikowie skończyło się jeszcze nie najgorzej, bo w niektórych gminach — jak miał doniesienia — nie tylko pousuwano wójtów, ale jeszcze pobito. W takich okolicznościach — mówił — niema innego wyjścia, jak usunąć się od urzędowania. Wyszedłem więc stamtąd zupełnie uspokojony.

Tak więc po 40 przeszło latach urzędowania przestałem być wójtem w Dzikowie. W czasie wojny, gdy urzędowanie to było ciężkie i wójtostwa trzymali się tylko młodsi ludzie, chroniąc się w ten sposób przed służbą wojskową, ciągle byłem zajęty myślą, żeby się uwolnić od tego ciężaru. Wiedziałem jednak, że nie da się to tak łatwo przeprowadzić, bo muszą być wybory gminne, muszą być zatwierdzone przez starostwo, musi nastąpić formalne zdanie urzędowania nowej zwierzchności i t. p., a tu niespodziewanie stało się zupełnie inaczej, bo w kilku minutach dokonało się wszystko.

W całym powiecie wówczas z chwilą zrzucenia panowania austrjackiego, t. j., od 1 listopada 1918 r., nastąpił podobny przewrót w gminach tak, że nie ostał się prawie żaden stary wójt przy urzędowaniu. Przewrotu tego dokonała przeważnie młodzież, która z wojny powróciła. Poobalano dotychczasowe zwierzchności gminne z radami, a na ich miejsce potworzono komitety gminne. Starostwo chcąc wprowadzić jakiś porządek, komitety te ulegalizowało, mianowicie przewodniczących komitetów mianowało komisarzami rządowymi (wójtami) i zaprzysięgło ich, nadto przydało im rady przyboczne, które miały w sprawach gminnych głos stanowczy.

Stosunki te jednak nie okazały się trwałe. W Dzikowie na przykład nowy wójt urzędował do 13 września 1919 r., więc niespełna rok, przyczem miał wiele kłopotu i został z wójtostwa zrzucony. Potem był wójtem Jan Ordyk i urzędował do 30 lipca 1921 r. W tym dniu odbyły się nowe wybory gminne. W przeciągu więc niecałych trzech lat obierano trzech wójtów.

Ale mieszkańcom gminy już się te ciągłe wybory sprzykrzyły, więc w r. 1921 przed wyborem nowej zwierzchności gminnej część radnych zwróciła się do mnie z oświadczeniem, że postawią mnie jako kandydata na wójta i będą na mnie głosować, a prosili, żebym kandydaturę przyjął. Podziękowałem im szczerze za to zaufanie, powiedziałem jednak, że nie mogę już obciążać się takim obowiązkiem. Zatem wybrano mnie, jako najstarszego z Rady przewodniczącym i proszono, abym od siebie postawił wniosek, co do wyboru zwierzchności gminnej. Uczyniłem to i według moich wniosków wybrano wójta, jego zastępcę i trzech asesorów. Trzecim z kolei wójtem po mnie został obrany Jan Dąbek i urzędował całe sześciolecie. Dnia 5 stycznia 1928 r. odbył się wybór nowej zwierzchności gminnej i wójtem został wybrany syn mój, Wojciech Słomka.

***

Nie skończyło się jednak na rozbrajaniu żandarmerji i obalaniu urzędów gminnych, ale zwrócono się też przeciw dworom i żydom.

Co do dworów zaczęło się od tego, że chłopi wybiegali do lasów dworskich, upatrywali, jakby ściągnąć drzewo na opał lub na materjał, albo podkradali się do dworskich stogów siana. Ci, którzy z wojny lub niewoli wrócili, zaczęli między sobą porozumiewać się, jakby się bronić, gdyby do wsi przybyło wojsko (jak mówiono legjony), celem dochodzenia kradzieży i karania przestępców. Obliczali, ile we wsi jest karabinów i granatów ręcznych, układali się z innemi wsiami, żeby się w razie potrzeby wzajemnie wspomagać, uważali, że mają dość siły, żeby w danym razie wojsko rozbroić i ze wsi wygnać. Zmowy takie szerzyły się szczególnie we wsiach lasowskich: Jeziórku, Żupawie i innych okolicznych.

W styczniu 1919 r. rozpoczęły się groźne napady na dwory. Głośnym stał się rabunek w Mokrzyszowie, gdzie 8 stycznia ludność miejscowa, nawet wójt gminny, rzucili się na spichlerz dworski hr. Tarnowskiego i rozebrali zboże, zmagazynowane tam przez rząd austrjacki, a także zboże dworskie. Gdy się wieść o tym rabunku rozeszła po okolicy, nadciągnęła ludność do Mokrzyszowa ze Stalów, Żupawy, Jeziórka, Grębowa i w nocy tegoż dnia rabowała ziemniaki z kopców, uprowadzała bydło i konie ze stajen dworskich. Była to straszna noc, ludzie rozdzierali cudzą własność, jak wilki, bydło zarzynali na miejscu i mięsem się dzielili, nawoływali się wśród ciemności, zapomnieli o Bogu i przykazaniach Bożych. Dopiero oddział wojska polskiego położył kres temu, zrabowane zboże i bydło poodbierał i winnych aresztował.

Do masowych rabunków doszło też w Budzie Stalowskiej, Motyczu, Grębowie.

W Grębowie był napad na dwór Dolańskiego 10 stycznia wieczór. Dnia tego chłopi z Jeziórka, Żupawy i innych wsi okolicznych rozbroili posterunek żandarmerji w Grębowie, rządcę i strażników folwarcznych, obrabowali pałac w Grębowie, zabrali dwa stogi siana (około 50 fur). Równocześnie ograbiono żydów w Grębowie.

W większym jeszcze stopniu ponowił się tam napad następnego wieczoru. Rzucili się wtedy na folwark grębowski chłopi z Jamnicy, Zapolednika, Krawców, Wydrzy, rabując zboże, siano, inwentarz żywy, uprząż na konie, wozy i t. d. Czeladź folwarczna nie tylko nie ratowała mienia dworskiego, ale sama brała udział w rabowaniu. Pono nawet starsi i zamożniejsi gospodarze rabowali.

Zwrócono się też przeciw żydom, znienawidzonym szczególnie w czasie wojny za uprzywilejowane stanowisko, zarówno w wojsku, gdzie służba ich kończyła się najczęściej na wywczasach i dochodach w kancelarjach, jako też w domu, gdzie kosztem pozostałych lichwą i zdzierstwem dorabiali się majątków.

Żydzi widząc, że położenie zaczyna być niepewne, zaczęli starać się o broń, przyczem rozchodziły się wieści, że zbroją się przeciw chłopom, co bardziej jeszcze podniecało do wystąpień przeciwżydowskich.

Chłopi ze wsi okolicznych, zwłaszcza młodzież, przychodzili do miasta, chodzili tu kupami, niepokojąc żydów. Ale te pierwsze rozruchy zostały łatwo rozegnane. Czyniono starania, by zapobiec dalszym zamieszkom, wzmocniono w mieście milicję i postoje wojskowe.

Do pierwszych większych rozruchów przeciwżydowskich w powiecie przyszło 13 listopada 1918 r. w Rozwadowie, gdzie z powodu zbiegowiska i pobicia żyda, milicja z wojskiem użyła broni, przyczem zabito człowieka. Wówczas tłum cały rzucił się ku milicji i wojsku, którzy ratowali się ucieczką. Miasto zostało bez żadnej opieki. Tłum wdarł się do magazynu wojskowego, rozebrał broń i rzucił się do rabunku. Od południa do wieczora zrabowano szereg sklepów i nie było nikogo, kto by temu przeszkodził. Dopiero z sąsiednich miast przybyło wojsko na pomoc i salwą w powietrze rozpędziło plądrujących.

W styczniu 1919 r., gdy rabowano dwory w Mokrzyszowie i Grębowie, zanosiło się też na atakowanie Tarnobrzega. Chłopi z Jeziórka i Żupawy, uzbrojeni w karabiny, pały, widły ruszyli do Tarnobrzega, przybyli do Stalów, gdzie chcieli przybrać większą siłę, tam jednak pokręciły się im plany, stracili otuchę i zawrócili do domów. W parę dni po tym rozeszła się znowu wieść, że ma być atak na Tarnobrzeg. Wojsko przygotowywało się do odparcia napadu, rozpuściło patrole poza miastem w stronę stacji kolejowej, przygotowywano karabiny maszynowe, zarządzono pozamykanie sklepów. Jednakże nie przyszło wtedy do żadnego napadu.

Wreszcie pospolitemi stały się różne kradzieże, rabunki, nocne napady, morderstwa. Z tego rodzaju zbrodni najohydniejszą popełniono w Skowierzynie, gdzie w nocy z 10 na 11 grudnia 1918 r. w zwierzęcy sposób zamordowano młodego zarządcę dworu Klimkowicza i jego żonę. Z powodu rozstroju władz, sprawcy morderstwa nie zostali ukarani, chociaż poszlaki zbrodni były dość wyraźne. Nie było bezpieczeństwa mienia ni życia, zapanowała niepewność, co przyniesie najbliższy dzień.

***

W tym czasie, kiedy rozbrajano żandarmerję, obalano urzędy gminne i brak było spokoju i porządku, powiat nie mógł wziąć silniejszego udziału w walce z Rusinami, toczącej się wtedy koło Lwowa. Komendę organizującego się wojska polskiego w Tarnobrzegu objął z ramienia Dowództwa Okręgu Generalnego Dąbal, który był komendantem żandarmerji. Nawoływał on ludność do tworzenia pułku sandomierskiego pod sztandarem Matki Boskiej Dzikowskiej na odsiecz Lwowa i wydał w tym celu gorącą odezwę6, sam jednak za t3m wezwaniem nie poszedł. Zaczął uchylać się z  pod rozkazu Władz wojskowych i rzucił się jawnie do polityki wywrotowej, występując jako kandydat na posła do sejmu wraz z ks. Okoniem. Na zgromadzeniach występował w mundurze wojskowym oficerskim i w czapie cywilnej, chłopskiej. Został więc wkrótce usunięty z komendy powiatowej wojska polskiego, a jego miejsce zajął podpułkownik Wróblewski z pułku podhalańskiego.

Dowództwo generalne ogłosiło wówczas ogólny, przymusowy pobór do wojska wszystkich byłych żołnierzy austrjackich. Pobór ten jednak szedł leniwie, gdyż było powszechne przemęczenie wojną. Przytem Dąbal jeździł wtedy po wsiach i uprawiał politykę przeciwrządową, namawiając ludzi, aby nie szli do wojska. Za robotę taką został zawezwany przez władzę wojskową do raportu i ze służby wojskowej zwolniony.

Ostatecznie nie poszły stąd posiłki do Galicji Wschodniej. Zamiast iść na odsiecz Lwowa, wojsko musiało się zająć uspokajaniem powiatu. Jedynie z Rozwadowszczyzny odszedł stosunkowo znaczny transport zboża dostarczonego przez tamtejszą ludność dla Lwowa.

***

Wśród takich stosunków w powiecie ogłoszone zostały dekretem Naczelnika Państwa z dn. 28 listopada 1918 r. wybory do Sejmu Ustawodawczego w Warszawie. Powiat tarnobrzeski wraz z niżańskim, kolbuszowskim i mieleckim stanowił jeden okręg wyborczy Nr. 44 i miał wybrać sześciu posłów. Główna Komisja Wyborcza tego okręgu była w Tarnobrzegu, a przewodniczącym jej był Józef Chalcarz, naczelnik sądu w Tamobrzegu.

Były to pierwsze wybory sejmowe w niepodległej Polsce: powszechne, równe, tajne, bezpośrednie, stosunkowe, wyborcą był każdy obywatel państwa, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, którzy ukończyli 21 lat.

W okręgu tutejszym zgłoszono 8 list, które razem zawierały 32 kandydatów na posłów. Od początku najsilniejsza agitacja rozpętała się za listą Nr. 2 wystawioną przez ks. Okonia. Na liście tej znajdowali się na pierwszych miejscach: ks. Eugenjusz Okoń, Franciszek Krempa, b. poseł z czasów austrjackich, Tomasz Dąbal. Za listą tą odbywały się liczne zgromadzenia, — w samym Tarnobrzegu odbywały się wielokrotnie na rynku pod pomnikiem Bartosza Głowackiego. Zgromadzenia, urządzone przez inne stronnictwa były rozbijane, uniemożliwiane było wygłaszanie odmiennych przekonań politycznych. Doszło do tego, że gdy w klasztorze OO. Dominikanów w Tarnobrzegu czytany był list pasterski biskupów Polski, dający wskazówki, jakich katolicy mają się trzymać w czasie wyborów, powstały krzyki: »Precz z księdzem z ambony!«, tak że kaznodzieja zeszedł z ambony i wyniósł z kościoła Najśw. Sakrament, co zrobiło na ludności wielkie wrażenie. Gdy zaś w Czytelni mieszczańskiej w Tarnobrzegu odbywało się zebranie obywatelskie, podburzona gromada ludzi, uzbrojona w pałki, napadła na Czytelnię i zebranie rozpędziła. Wobec takiej agitacji ze strony ks. Okonia, Dąbala i ich zwolenników wszystkie stronnictwa polskie w okręgu zawarły związek wyborczy i wy stępowały razem jako jedna grupa.

Gdy przyszło do wyborów w dn. 26 stycznia 1919 r., udział wyborców w głosowaniu był wielki, w niektórych gminach głosowali wszyscy uprawnieni. W całym okręgu wyborczym na 119.000 uprawnionych głosowało 96.000. Z tego na listę Nr. 2 padło 75.000 głosów, zaś na 4 stronnictwa, które utworzyły związek wyborczy, okrągło 15.000 głosów. Poza tym 5.000 głosów otrzymała lista żydowska. Wobec tego z listy Nr. 2 wybrani zostali ks. Okoń, Krempa, Dąbal, nadto chłopi Jan Sudoł i Wojciech Marchut, nie znani w pracy publicznej. Związek wyborczy zdołał przeprowadzić tylko jednego posła, którym został inż. Kędzior Andrzej, — przepadli zaś tacy kandydaci, jak zasłużony poseł do parlamentu wiedeńskiego Zygmunt Lasocki, którego w tych wyborach najgwałtowniej zwalczano, jak ks. Stanisław Wolanin i inni.

***

W końcu stycznia 1919 r. uspokoiło się nieco, ale spokój był pozorny. Można było wyczuć, że wszystko burzyło się wewnątrz i czekało sposobności, ażeby wybuchnąć. Przy tym we wszystkich podżeganiach, rozruchach i rabunkach widać było wyraźny ruch bolszewicki.

Podżegacze wskazując na dwory mówili, że wszystko jest chłopskie, do chłopów należy, trzeba to zabrać. Zachęcali, żeby chłopi na wiosnę orali pańskie grunta dla siebie. Buntowali ludzi, żeby się wojska nie bali, do wojska nie szli, opowiadali o czerwonej gwardji. Mówili, że »krakowskie wojsko« i »rząd krakowski«, tj., Polska Komisja Likwidacyjna, już przydeptana, zapowiadali przyjście bolszewików. Wzywali do zabijania przeciwników, bo sądów niema. Jednego nauczyciela wymieniano jako komisarza powiatowego, w razie zaprowadzenia rządów bolszewickich.

Ludność zaopatrzona była z czasów wojny w broń wszelkiego rodzaju, zwłaszcza w karabiny wojskowe i w rewolwery. Tworzyły się uzbrojone bandy (czerwone gwardje), które zmuszały spokojną część ludności do łączenia się z sobą. Takie bandy powstały w Jeziórku, Żupawie, Stalach, w Kępiu Zaleszańskiem.

Za podburzającą robotę przeciw panującemu porządkowi społecznemu i państwowemu aresztowano w Tarnobrzegu dwóch urzędników państwowych, rusinów. Jednakże wobec wielkiego wzburzenia władze miejscowe były bezsilne, nie mogły najczęściej wystąpić przeciw jawnym podżegaczom i pozostawiały ich w spokoju.

Ze w powiecie objawił się taki ruch bolszewicki, złożyło się na to szereg przyczyn. Przedewszystkiem przyczyniło się do tego złożenie starosty z urzędu, gdyż osłabiło to władzę starostwa i spowodowało dalsze zmiany na tym urzędzie.

Po Federowiczu kierownikiem starostwa był Strzyżowski, przeniesiony na zarządzenie Pol. Komisji Likwidacyjnej do Kolbuszowy, przez parę dni kierował tym urzędem inż. Jan Bochniak, wreszcie od końca listopada 1918 r. dr. Benedykt Łącki, obaj z ramienia Pol. Komisji Likwidacyjnej w Krakowie.

Ten ostatni, znany działacz polityczny w Tarnobrzeskiem, sekretarz hr. Lasockiego, chcąc mieć za sobą wolę ludności, po objęciu urzędu przedstawił swoje poglądy polityczne na radzie przybocznej, której przewodniczył ks. Okoń i Dąbal, a następnie na szerszym zjeździe powiatowym. Zaznaczał, że uznaje zmianę stosunków zaistniałych w powiecie z powodu ogłoszenia niepodległości; uznaje, że lud przyszedł do władzy i tylko lud ma postanawiać i rządzić, jego zaś rzeczą jako urzędnika jest słuchać ludu i zlecenia tegoż ludu wykonywać. Zaznaczał, że poczynił pewne zarządzenia, żeby ludności zniszczonej wojną przyjść z pomocą, w szczególności zaś, ażeby nie ściągać z ludności tej podatków, a natomiast ściągać je od obszarników, kupców i ludzi, którzy dorobili się majątku na wojnie. Wówczas ks. Okoń oświadczył, że najlepiej będzie dr. Łąckiego zatwierdzić, i w ten sposób został on zatwierdzony w swoim urzędzie.

Usunięcie starosty zachęcało ludność do obalania urzędów gminnych i rozbrajania żandarmerji, nowe zaś urzędy gminne i posterunki żandarmerji, złożone z ludzi nie przygotowanych do spełnienia swych czynności, niefachowych, nie wspierały władzy w powiecie.

Do roznamiętnienia ludności i rozruchów przyczyniły się też w wysokim stopniu zgromadzenia i robota polityczna ks. Okonia i Dąbala, którzy nie przebierali w środkach, wzburzyli ludność do ostatnich granic i nienawiść między warstwami społecznymi, drzemiącą w duszach ludzkich, rozpalili do czerwoności. Przytem Dąbal, jak się później okazało, był z przekonań komunistą.

Ruchowi bolszewickiemu sprzyjało i to, że w powiecie jest dużo ludzi bezrolnych i posiadaczy karłowatych gospodarstw, a z drugiej strony są wielkie obszary dworskie. W całym bowiem powiecie na 114.000 morgów ogólnego obszaru gruntów, 78.000 morgów (w tym 56.000 lasów) należy do dworów, t. j. do dziesięciu właścicieli obszarów dworskich, a tylko 36.000 morgów przypada na drobne gospodarstwa, których w powiecie jest 14.000. Przy tym brak jest fabryk czy innych przedsiębiorstw. Ludność więc spragniona ziemi i pozbawiona zarobku łatwo szła na lep haseł bolszewickich, z któremi wielu zetknęło się już w niewoli rosyjskiej.

Do rozdrażnienia ludności i rozruchów przyczyniał się też w dużym stopniu brak artykułów pierwszej potrzeby, jak soli, cukru, a szczególnie nafty, które nie dochodziły w odpowiedniej ilości z powodu trudności komunikacyjnych. Produkty te jednak otrzymywali, z pominięciem sklepów właściwych, pokątni handlarze i sprzedawali je po wygórowanych cenach. Do starostwa więc zachodziły wciąż gromady ludzi, domagając się sprawiedliwego rozdziału wymienionych artykułów. Ludność w pierwszym rzędzie mściła się na handlarzach żydach, rabując ich i bijąc.

Wreszcie robotę bolszewicką ułatwiało to, że powiat tarnobrzeski styka się z b. zaborem rosyjskim, zwłaszcza z Lubelszczyzną, skąd przyjeżdżali wysłańcy bolszewizmu rosyjskiego, przeważnie żydzi. Oni to rozpuszczali wiadomość, żeby do wojska nie iść, pożyczki państwowej nie składać, bo niema żadnego państwa polskiego i takiego nigdy nie będzie. Rozporządzali przytem większymi kwotami pieniężnemi.

Położenie w państwie było wtedy bardzo ciężkie: Polska nie miała jeszcze ustalonych granic, w Małopolsce wschodniej toczyły się krwawe walki z Rusinami, od południa groziła wojna z Czechami, w Warszawie rządy często się zmieniały i nie posiadały odpowiedniej siły. W powiecie tutejszym nie znać było jeszcze rządów stolicy a jedynie rozpościerała tu swoją władzę Polska Komisja Likwidacyjna z Krakowa, (gdzie naczelnikiem Wydziału administracyjnego był Zygmunt Lasocki) i Dowództwo Okręgu Generalnego Kraków, z gen. Roją na czele.

***

Mimo wszystko, mimo sprzysiężenia się na powiat tarnobrzeski tylu sił wywrotowych, ruch bolszewicki nie zwyciężył. Stało się tak głównie dzięki temu, że ogół ludności zachował w sercu wiarę w Boga i przykazania Boże, pragnął mieć własne państwo i dla przeważnej części narodu wstrętne były praktyki bolszewickie, połączone z rabunkami, grabieżą cudzej własności i mordami. Tych zaś, którzy skłonni byli do bolszewizmu, na których już nie miał wpływu ani Kościół ani cywilne władze państwowe, uspokojono siłą przy pomocy żandarmerji i wojska.

Do powiatu przybyła lotna kompanja żandarmerji pod komendą por. Makowskiego i tu tak długo pozostawała, aż doprowadzono do porządku i spokoju. Żandarmerja powiatowa i lotna, posiłkowane przez oddziały wojskowe, przeszły kolejno cały powiat od wsi do wsi i przeprowadzały rewizje, zwłaszcza tam, gdzie tworzyły się bandy zbrojne i dopuszczano się rabunków. Przy rewizjach odbierano zrabowane cudze mienie i ukrytą broń, — a z powodu masowych przestępstw winnych karano na miejscu doraźnie przy użyciu chłosty. Winni otrzymywali 25–50 kijów na tyłek. W ten sposób karano bądź jednostki, bądź gminy. Niektórych przestępców aresztowano i oddano sądowi obowodowemu w Rzeszowie do ukarania. Ogółem aresztowano za kradzieże, rabunki i napady na dwory około 350 ludzi.7

Poprzednio już zajęto się pilniej Dąbalem, który jawnie podburzał ludność do gwałtów. Poczęto go lepiej śledzić i wnosić skargi na niego do prokuratorii w Rzeszowie, aż wreszcie postanowiono go aresztować. Gdy jednak komendant lotnej żandarmerji udał się w nocy do Sobowa, celem dokonania aresztowania, już tam Dąbala nie było, gdyż przed kilku godzinami umknął do Sandomierza. Jak się okazało, jeden z oficerów, który wiedział o rozkazie aresztowania, powiadomił o tem Dąbala, tak, że ten zdołał uciec i występował dalej w okręgu jako kandydat na posła wraz z ks. Okoniem.

W początku stycznia 1919 r. został aresztowany po wiecu w Baranowie ks. Okoń. Aresztowano go za wywoływanie zaburzeń publicznych i pod zarzutem zdrady stanu i osadzono w więzieniu w Rzeszowie, skąd uwolniono go po kilku tygodniach, gdy został wybrany posłem.

W tych czasach najniespokojniejszych, głośnych pod nazwą »republiki tarnobrzeskiej«, komendantem żandarmerji w Tarnobrzegu był kapitan Borowiec, który przetrwał na tem stanowisku do jesieni 1919 r. Wtedy został przeniesiony pod naciskiem Dąbalowców, którzy zyskali na znaczeniu i wpływach, gdy Dąbal został posłem.

Po tem wzburzeniu, jakie panowało w ostatnich miesiącach 1918 r. i w pierwszych 1919 r. następowało powoli uspokojenie. Nie było już masowych grabieży. Często jednak rozchodziły się wieści o mniejszych rabunkach, jak np. w Sulichowie, gdzie trzech uzbrojonych rabusiów napadło gospodarza, zabrało mu gotówkę i pobiło, albo w Gorzycach, gdzie paru drabów w mundurach wojskowych napadło na gospodę Stefana Grzywacza: związali go i zabrali 10.000 k.

***

Rok 1920 stał się groźnym i pamiętnym z powodu wojny bolszewickiej. Gdy wyprawa na Kijów zakończyła się klęską i nastąpił odwrót armji polskiej, niektóre oddziały cofającego się wojska polskiego przybyły w sierpniu pod Tarnobrzeg i rozkwaterowały się w Dzikowie i wsiach okolicznych. Przybywało też tu wiele rodzin urzędniczych, uciekających ze wschodniej Małopolski przed najazdem bolszewików.

Jednakże w chwili największego niebezpieczeństwa naród ocknął się z odrętwienia, porwał się do obrony przed wrogiem. Przedewszystkiem młodzież pospieszyła pod broń dla odparcia nieprzyjaciela. Zapał powszechny ogarnął także tutejszą okolicę.

Najpierw kilkudziesięciu z młodzieży szkolnej zgłosiło się do szeregów ochotniczych i wyjechało do obozu w Rzeszowie. Następnie hr. Zdzisław Tarnowski własnym kosztem wystawił oddział ochotników. Do oddziału tego pospieszyli oficjaliści dóbr dzikowskich, młodzież włościańska z Dzikowa i mieszczańska z Tarnobrzega, a jako pierwszy ochotnik stanął 18-letni syn hrabiego, Artur. Prawie połowę oddziału stanowiła kawalerja.

Uroczyste pożegnanie odbyło się w niedzielę 25 lipca po nabożeństwie w kościele O. O. Dominikanów. W kilka dni potem odjechał najpierw oddział piechoty do obozu w Rzeszowie, następnie konny oddział ochotników do 8 pułku ułanów w Krakowie. Oba oddziały odprowadzone były na stację i żegnane przez tłumy ludności.

Gdy taki zapał budził się wszędzie, pewnem się stało, że naród potrafi się obronić, że nie dopuści do utraty świeżo odzyskanej niepodległości. Rychło też nastąpiło zwycięstwo. Dnia 15 sierpnia odparto bolszewików pod Warszawą, a zwycięstwo to zapisano w historji jako »cud nad Wisłą«. Za tem poszedł pogrom bolszewików i cofanie się ich na całej linji.

Po zakończeniu tej wojny zaszedł dla Polski szereg ważnych i radosnych wydarzeń, które wzmacniały państwo zewnętrznie i wewnętrznie. Dnia 18 marca 1921 został podpisany w Rydze pomyślny traktat pokojowy z Rosją, na podstawie którego ustalone zostały wschodnie granice Polski, — uznane w dwa lata potem także przez główne państwa koalicyjne. W dniu 20 marca 1921 odbył się na Górnym Śląsku plebiscyt, po którym określona tam została granica między Niemcami i Polską i znaczna część tego bogatego kraju dostała się Polsce. Dnia 17 marca 1921 r. uchwalona została konstytucja, która kładła fundamenty pod ustrój państwowy Polski. W tymże czasie zawarte zostały z Francją i Rumunją przymierza, które wzmacniały pokój i bezpieczeństwo Polski.

Od tegoż roku zaczął się ustalać w Polsce coraz więcej spokój i porządek, okazywały się coraz wyraźniej dodatnie strony z odzyskanej niepodległości państwowej.

***

Urzędy pozostały przeważnie takie, jakie były za czasów austrjackich lub tylko niewielkim uległy przeinaczeniom. Utrzymało się więc starostwo jako powiatowa władza administracyjno-polityczna, — powiat zaś tarnobrzeski włączony został do województwa lwowskiego.

Pozostał bez zmiany Sąd Powiatowy w Tarnobrzegu, położony w obwodzie Sądu okręgowego w Rzeszowie i Sądu apelacyjnego w Krakowie. Ze sądem złączone jak dawniej areszty. Pozostał nadal notariat i urząd ewidencyjny podatku gruntowego. Liczba adwokatów wzrosła do 9, w tem 5 chrześcijan i 4 żydów.

Dawniejszy c.k. inspektorat podatkowy przemianowany został na Urząd Skarbowy Podatków i Opłat Skarbowych, któremu przydzielono wymiar wszelkich podatków i należytości. Dawniejszy c.k. Urząd podatkowy przekształcony na Kasę Skarbową, której pozostał pobór wszystkich należytości państwowych. Kontrolę nad dochodami Skarbu Państwa, zwłaszcza nad monopolami (spirytusem, tytoniem, solą, zapałkami) sprawuje Inspektorat i Oddział Kontroli Skarbowej, podległy Urzędowi Akcyz i Monopolów w Rzeszowie. Wszystkie zaś wymienione urzędy skarbowe podlegają Izbie Skarbowej we Lwowie (dawniej c.k. Krajowa Dyrekcja Skarbu).

W miejsce austrjackiej c.k. komendy żandarmerji powstała w roku 1919 Powiatowa Komenda Policji Państwowej, której podlega 16 posterunków.

Rada Szkolna Powiatowa (dawniejsza c.k. Rada szkolna Okręgowa) i Inspektorat szkolny powiatowy wydzielone zostały ze starostwa na samoistne organizacje urzędowe, podległe Kuratorjum Okręgu Szkolnego Lwowskiego.

Urząd pocztowo-telegraficzny rozszerzony został w czasie wojny przez oddział telefoniczny.

Rozszerzoną została w czasie wojny także stacja kolejowa w Tarnobrzegu po przedłużeniu linji kolejowej z Tarnobrzega-Nadbrzezia do Ostrowca.

Utrzymała się w Tarnobrzegu bez zmiany Sekcja konserwacji publ. robót meljoracyjnych, mająca za zadanie obwałowanie i regulację rzek, osuszanie zbyt nawodnionych obszarów i t. p. Sekcja ta obejmuje powiaty: tarnobrzeski, niżański i kolbuszowski i podlega tymcz. Wydziałowi Samorządowemu we Lwowie a następnie Ministerstwu Robót Publicznych w Warszawie.

Z dawniejszych instytucyj użyteczności publicznej pozostała Kasa Chorych, powołana do świadczeń swoim członkom w czasie choroby i rozszerzająca coraz więcej swoją działalność.

Z nowych urzędów utworzonych za czasów polskich wymienić należy przedewszystkiem Urząd Ziemski, który powstał w r. 1920 i obejmuje swoją działalnością powiat tarnobrzeski i niżański.

Nowym urzędem jest też Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, którego głównem zadaniem jest przymusowe ubezpieczenie od ognia. W Tarnobrzegu znajduje się inspektorat tego Zakładu.

W niepodległem państwie polskim utrzymał się jeszcze przez dziesięć lat, t. j., do r. 1928 dawny samorząd powiatowy, a więc Rada powiatowa z Wydziałem powiatowym, który w owym czasie pod przewodnictwem Seweryna Dolańskiego rozwijał bardzo różnorodną i pożyteczną działalność. Pod zarządem Wydziału powiatowego prowadzona była w dalszym ciągu Powiatowa Kasa Oszczędności; Państwowy Urząd Pośrednictwa Pracy utworzony w r. 1923 w miejsce dawnego Powiatowego Biura Pośrednictwa Pracy; powiatowa szkółka drzewek owocowych w Miechocinie na obszarze 10-morgowym, darowanym po wojnie przez hr. Z. Tarnowskiego, celem dostarczania ludności w powiecie szlachetnych drzewek owocowych po umiarkowanych cenach. Wydział Powiatowy doprowadził do założenia w r. 1928 ludowej szkoły rolniczej, która w ciągu rocznej nauki ma dawać młodzieży włościańskiej niezbędne wiadomości do prowadzenia małego gospodarstwa rolnego; szkoła ta powstaje w Mokrzyszowie pod Tarnobrzegiem, w ośrodku rozparcelowanego tam folwarku. Wspierał też materjalnie Zakład Sierocy w Mokrzyszowie, założony i prowadzony głównie kosztem hr. Tarnowskich. Wydział powiatowy dążył również gorliwie do podniesienia rolnictwa i hodowli bydła w powiecie, a Rada powiatowa dała gwarancję powiatu na 150.000 zł dla zbudowania spółkowej rzeźni w Dębicy, która ma wyrabiać na wysyłkę do Anglji boczki wieprzowe. Powiat łożył znaczne fundusze na cele sanitarne, utrzymując 4-ech lekarzy okręgowych: w Baranowie, Grębowie, Nadbrzeziu i Radomyślu i przyczyniając się do opłacenia 25 akuszerek egzaminowanych. Także Ochotnicze Straże Ogniowe znajdowały opiekę w Wydziale Powiatowym. — Najwięcej zaś wydawał powiat na drogi, bo już prawie ⅔ tego, co szło na drogi w normalnych czasach przed wojną. Toteż budowa nowych dróg postępowała szybko naprzód, a za parę lat wszystkie gminy będą miały szutrowane dojazdy do dróg powiatowych względnie wojewódzkich.

***

Za pieniądze służyły dalej papierowe korony austrjackie, nie drukowano już jednak nowych, ilość ich pozostawała tasama. Ceny towarów utrzymywały się na razie takie, jakie były w chwili upadku Austrji i tylko powoli podnosiły się.

W styczniu 1920 r. ceny towarów pierwszej potrzeby były następujące: ćwierć żyta 250–300 k., za pszenicę płacono 2 razy tyle, ćwierć ziemniaków 50–80 k., a nawet 100 k., 1 klgr. słoniny 50–60 k., jajr 2 k., buciki męskie 600–2000 k., koszula męska 150–250 k., sąg drzewa miękkiego z dostawą i zrąbaniem 400–600 k.

Wówczas na początku 1920 r., nastąpiła wymiana koron austrjackich na marki polskie, przyczem korona liczona była za 70 fen. Nie poprawił się jednak przez to pieniądz w Polsce, ale przeciwnie, wartość marki obniżała się bardziej niż korony i ceny szły w górę z zawrotną szybkością.

W sierpniu 1920 r. płaciło się za kilogram słoniny 120 mk, za litr mleka 6 mk, jaje 2 mk, za buciki męskie 1000 mk, robotnik brał dziennie 100 mk i dostawał podwieczorek.

W październiku 1921 r. kilogram słoniny kosztował 1500–1800 mk, ćwierć żyta 3000 mk, pszenicy 4000–5000 mk., ziemniaków 700–800 mk., koszula 4500–9000 mk., buciki sznurowane 10.000–20.000 mk., robotnik od kopania ziemniaków otrzymywał 300 mk. i obiad.

W grudniu 1922 r. płacono za kilogram słoniny 4500–9000 mk., ćwierć żyta 8000 mk., pszenicy 14000 mk., ziemniaków 4000–5000 mk, litr mleka 400–500 mk., jaje 150 mk., buciki sznurowane 40.000–50.000 mk.

Papierowe marki polskie, puszczane w obieg bez miary, traciły coraz bardziej na wartości. Kto sprzedał coś i nic za to zaraz nie nabył, tylko pieniądze zatrzymał przy sobie, ponosił dotkliwą stratę. Wielu takich, którzy sprzedali dom czy pole, czy coś z inwentarza żywego, a potem trzymali pieniądze w domu lub złożyli w kasie na procent, straciło zupełnie majątek i zostało biedakami. Inni natomiast, którzy wtedy śmiało zaciągali pożyczki i coś kupowali, bardzo się bogacili.

Pieniędzy była ogromna masa, trzeba je było nosić w teczkach i torbach; pugilaresy, portmonetki wyszły zupełnie z użycia. Za towary na potrzeby domowe płacono tysiącami, miljonami, a w końcu miljardami. Urzędnicy pobierali pensje dwa razy w miesiącu, 1-go i 15-go, gdyż marka na początku miesiąca miała zupełnie inną wartość niż przy końcu.

Ceny szalały bezmiernie. We wrześniu 1923 r. były takie: za ćwierć żyta płaciło się 75.000–85.000 mk., pszenicy 160.000–200.000 mk., ziemniaków 25.000 mk., kilogram słoniny 80.000–100.000 mk., litr mleka 3.000–5.000 mk., ser wiejski 18.000–30.000 mk., gęś 200.000 mk., kamaszki męskie 600.000–1,000.000 mk.

Wreszcie w styczniu 1924 r. płacono: ćwierć żyta 6,000.000–7,000.000 mk., kilogram słoniny 5,000 000.mk., litr mleka 250.000–300.000 mk., jajko 150.000–200.000 mk., ubranie męskie fabryczne 60,000.000–250,000.000 mk., sąg drzewa gałązkowego z dostawą 53,000.000 mk., robotnicy na dzień pracy 1,000.000–2,000.000 mk.

Wtedy na początku 1924 r. wprowadzony został złoty polski i nastąpiło wycofanie marek polskich z obiegu. Przy tej wymianie złoty równał się 1,800.000 mk. Z dniem 1 lipca 1924 r. marka przestała być prawnym środkiem płatniczym, tj., ustał obowiązek przyjmowania jej w rozrachunku pomiędzy ludnością. Pozostałe u ludności marki polskie wymieniane były na złote jeszcze przez kasy państwowe do 31 maja 1925 r.8

***

Jednakże pod względem gospodarczym kraj się podnosił. — Po powstaniu Państwa Polskiego trwała w dalszym ciągu odbudowa osiedli, zniszczonych w czasie wojny. Prace te były prowadzone przez Powiatowe Biuro Odbudowy pod kierownictwem inż. Kazimierza Kulczyńskiego. Zmniejszały się jednak coraz bardziej z powodu braku funduszów, a w r. 1922 ustały prawie zupełnie.

Przedewszystkiem dźwignęło się z upadku rolnictwo. Po zakończeniu wojny światowej wiele ziemi leżało odłogiem, brak było chleba i w trzech pierwszych latach istnienia państwa polskiego z Ameryki przychodziła mąka dla wyżywienia ludności i zboże na zasiew.

W następnych jednak latach pola niezagospodarowane szybko znikły, wszystka ziemia była pod uprawą i Polska miała dosyć własnego chleba. Również hodowla inwentarza żywego wróciła prędko do stanu przedwojennego.

Ta poprawa w rolnictwie nastąpiła głównie dzięki pracowitości i zapobiegliwości ludu włościańskiego i właścicieli dworów, a przyczyniło się też do tego Okręgowe Towarzystwo Rolnicze, które obejmowało powiat tarnobrzeski, a było częścią Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego w Krakowie. Towarzystwo Rolnicze w Tarnobrzegu wspierane przez Wydział powiatowy i Małopolskie Towarzystwo Rolnicze prowadziło w tym czasie bardzo wszechstronną działalność: utrzymywało inspektora rolniczego, prowadziło pólka doświadczalne nawozowe i pastwiskowe, doświadczenia z odmianami zbóż i ziemniaków, obory zarodowe i związki włościańskie rasy czerwono-polskiej, mleczarnie związkowe, spółki maszynowe, spółki ubezpieczeń bydła od wypadków, parodniowe kursy rolnicze i paromiesięczne kursy gospodarstwa kobiecego i t. p. — Na czele Towarzystwa Rolniczego w Tarnobrzegu stał Seweryn Dolański, który w r. 1927 powołany został na prezesa całego Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego.

Do podniesienia stanu gospodarczego w powiecie dążyły też inne organizacje, jak: Towarz. Pszczelarskie, Spółka zbytu bydła i trzody chlewnej, powstała w r. 1926.

***

Przemysł, który za czasów austrjackich traktowany był nieżyczliwie i był bardzo nikły, a w powiecie tarnobrzeskim prawie go nie było, — teraz dopiero zaczął się rozwijać. Powstały różne przedsiębiorstwa i zakłady przemysłowe, które ludziom dają zarobek i państwu płacą podatki.

Przedewszystkiem odbudowano i uruchomiono wszędzie w powiecie gorzelnie zniszczone w czasie wojny. Uruchomiono też browar dzikowski, który był w czasie wojny nieczynny. Puszczona została znowu w ruch cegielnia parowa hr. Zdzisława Tarnowskiego w Chmielowie obliczona na wyrób 10 miljonów cegieł rocznie. Podobną cegielnię uruchomił baron Götz-Okocimski w Dzierdziówce.

Z nowych zakładów przemysłowych powstała dachówczarnia w Chmielowie, Parowa Fabryka Stolarska, należąca do polskiej spółki Biedroński, Lang, Mortka, która czasem zatrudniała kilkuset robotników. Powstało wiele nowych jak i odbudowanych po wojnie tartaków, z których największe w Chmielowie, Budzie Stalowskiej, Kępie Rzeczyckiej, Rozwadowie.

W Chmielowie powstała wielka fabryczka przetworów rolniczych, mająca przerabiać głównie ziemniaki na mąkę ziemniaczaną i płatki. — Powstały młyny parowe, których przed wojną wcale nie było, na przykład Dolańskiego w Grębowie, spółkowy w Sielcu, duży młyn w Rozwadowie, Skopaniu, Tarnobrzegu. Z młynów okolicznych poza powiatem na uwagę zasługuje młyn parowy w Chorzelowie w powiecie mieleckim, wybudowany według najnowszego systemu amerykańskiego, puszczony w ruch w r. 1927. Miele on na dobę 15 ton zboża, 12 robotników zmienia się co 8 godzin. Jest własnością hr. Tarnowskiego z Chorzelowa. — W ostatnim roku powstała fabryka wody sodowej założona przez Franciszka Mortkę w Dzikowie.

Rozwija się też przemysł koszykarski. Powstały warsztaty koszykarskie w Dzikowie, Miechocinie, Wielowsi. Przemysł ten ma tu dobre warunki rozwoju, gdyż powiat tarnobrzeski położony jest nad kilkoma rzekami, zarośniętymi wikliną i mogą nią być obsadzone nieużytki, nie nadające się pod uprawę zbóż. Uprawa zaś wikliny bardzo się opłaca, więcej niż uprawa zboża. Przy tym uruchomienie tego przemysłu nie wymaga dużych wkładów, praca może być wykonywana w domach, nie w budynkach fabrycznych, przyrządy nie są liczne i nie są zbyt kosztowne. Ludność zaś może w nim znaleźć dużą część zarobków, których obecnie brak. Świadczy o tem wielki przemysł koszykarski w sąsiednim powiecie niżańskim, tj., w Rudniku, skąd już przed wojną mało ludzi wyjeżdżało do obcych krajów na zarobek, bo mieli go u siebie, a wyroby ich słynęły na całym świecie.

Utrzymały się wszystkie dawniejsze polskie warsztaty rzemieślnicze, a nadto przybyły nowe, których przed wojną w Tarnobrzegu nie było, jak dobry introligator Stefan Kantor i zegarmistrz Jan Serafin.

Dźwiga się przemysł budowlany, który był w zupełnym zastoju po wybuchu wojny światowej. Z każdym rokiem buduje się coraz więcej domów mieszkalnych, w Tarnobrzegu dochodzi do własnych domów wiele rodzin urzędniczych. W ten sposób zaspokojony został głód mieszkaniowy

***

Wzrósł bezsprzecznie handel chrześcijański. W samym Tarnobrzegu powstały w czasie wojny i za czasów polskich następujące handle polskie: Składnica Kółek Rolniczych, Składownia tytoniu, Bazar Brodkiewicza, sklep korzenny Franciszka Babuli, handle towarów mieszanych Leona Babuli, Czermińskiej, Wolańskiej, restauracje Murzyna i Chruścickiej, cukiernia Rączkowskiego, masarnia Jajkiewicza, Zderskiego, Wydry, skład apteczny (drogerja) Golasa, skład broni, połączony z pracownią mechaniczną Żarowia, przytem dobrze rozwijają się założone przed wojną: Spółka handlowo-rolnicza „Gleba” z filjami w Grębowie, Baranowie i Majdanie Kolbuszowskim, księgarnia i handel przyborów kancelaryjnych K. Szpilki, piekarnie Aducha, Barnata, Gaja. Handel owocami, któremi przedtem zajmowali się wyłącznie żydzi, przechodzi coraz więcej w ręce chrześcijańskie, przyczem rozpowszechnia się w okolicy wyrób win owocowych. Widzi się też coraz więcej, zwłaszcza w dni targowe, że gospodarze i gospodynie same sprzedają produkty swego gospodarstwa, a nie wyręczają się w tem żydami. Przybywa coraz więcej straganów chrześcijańskich na rynku.

Należy zaznaczyć, że handle chrześcijańskie są przeważnie lepiej prowadzone niż żydowskie i już na pierwszy rzut oka można je odróżnić od żydowskich, gdyż odznaczają się zazwyczaj większą czystością i porządkiem wewnątrz i zewnątrz, przytem więcej w nich rzetelności i uczciwości kupieckiej. Niesłuszne więc jest twierdzenie, że jedynie żydzi są stworzeni do handlu, że żydom się należy handel pozostawić, bo Polacy nie nadają się do tego, że nie umieją sobie w handlu poradzić. Owszem bez żadnej przesady można powiedzieć, że handle polskie przewyższyły odpowiedniego rodzaju handle żydowskie i powinny zachęcić nas do tem gorętszego zajęcia się handlem.

W rękach żydowskich pozostało dotychczas wyłącznie rzeźnictwo i handel mięsem wołowem, toteż jest powszechne narzekanie na ten handel, na brak dobrej wołowiny, — a jatki żydowskie z tem mięsem przedstawiają się gorzej, niż masarnie prowadzone przez chrześcijan.

Dopiero w ostatnich czasach za wzorem handlów polskich i żydzi zaczynają staranniej i czyściej swoje handle urządzać.

Z rozwojem handlu chrześcijańskiego pozostaje w związku nabywanie realności przez chrześcijan w mieście. Dotychczas nabyli w Tarnobrzegu w rynku domy: Chruściel, Brodkiewicz, Babula Fr., Zderski, Rączkowski, Jajkiewicz, Wydro. Domy te zostały odrestaurowane, odnowione i wyróżniają się dodatnio wśród domów żydowskich w rynku.

Wielkie znaczenie dla dalszego rozwoju handlu w Tarnobrzegu miałoby odbudowanie ratusza. Przed wojną był taki ratusz w środku rynku i zajęty był głównie przez sklepy. Należał on do hr. Tarnowskiego. W czasie wojny został zupełnie spalony, pozostał po nim tylko plac. Ratusz ten powinien być jak najrychlej odbudowany i lokale w nim wynajęte kupcom katolickim, którzy obecnie nie mogą znaleźć sklepów w rynku. W sprawie tej zwracały się do hr. Tarnowskiego parokrotnie delegacje z Tarnobrzega i z Dzikowa, przedstawiając konieczność wybudowania odpowiedniego gmachu w rynku, wszystkie te jednak zabiegi pozostały do dziś dnia bezskuteczne.

***

Od wprowadzenia złotego zaczęły się ustalać ceny towarów, zaczęto też odbudowywać kasy oszczędności i pożyczek, które w czasie wojny i spadku wartości pieniądza zmarniały zupełnie, albo miały bardzo małe obroty.

Powiatowa Kasa Oszczędności miała już w roku 1926 obrotu około 6,800.000 zł,, wkładek oszczędności 360.000 zł,, czystego zysku 11,000 zł., (w roku 1913 miała okrągło obrotu 8,700.000 K, wkładek oszczędności 2,100.000 K, czystego zysku 28.000 K). W r. 1927 Kasa ta mogła przystąpić do zakupienia z własnych funduszów budynku murowanego na pomieszczenie biur. — Odbudowała się też Spółkowa Kasa Oszczędności i Pożyczek im. Stefczyka w Tarnobrzegu, a w miejsce dawnej Kasy Zaliczkowej powstał w Tarnobrzegu Bank Spółdzielczy.

***

W życiu gminnem bardzo ważnym zdarzeniem stało się połączenie obszarów dworskich z gminami.

Przedtem gminy i obszary dworskie trzymały się oddzielnie, stanowiły odrębne jednostki administracyjne, co było szkodliwem pod względem społecznym i narodowym, gdyż pogłębiało przedział między obszarnikami i ludnością włościańska, a nadto kryło w sobie wiele niesprawiedliwości. Obszary dworskie były jakby na papierze tylko, władza wyższa mało im rozkazywała, natomiast gminy musiały załatwiać i odpowiedzialne były za sprawy obszarów dworskich. N. p. wójtowie odpowiadali za doprowadzenie dzieci do szczepienia, pomagali przy poborze rekrutów do wojska, prowadzili meldunki obcych, prowadzili wykazy koni dla wojska, kataster trzody i t. d., a robili to zarówno dla gmin jak i dla obszarów dworskich. Każdy, kto się wywodził z obszaru dworskiego, według ustawy rościł sobie prawo przynależności do gminy, a chociażby już sam na obszarze dworskim nie mieszkał, powoływał się na ojca, dziadka, którzy kiedyś we dworze służyli, — i takich władza wpierała, ciągle była o nich pisanina i nieraz stawali się ciężarem dla gminy na zawsze.

Jednym słowem, co gminy miały ze swoimi mieszkańcami i sprawami do roboty i załatwienia, to drugie tyle miały z tymi, co należeli do obszarów dworskich, a robiły to wszystko bezpłatnie i zadarmo, bo obszary dworskie nie płaciły wcale podatków gminnych. Więc prosta słuszność i sprawiedliwość domagała się, ażeby połączyć obszary dworskie z gminami, ażeby podatki gminne jednakowo były płacone tak z gmin, jak i obszarów dworskich i ażeby z tego połączenia wyszły gminy silniejsze.

Za czasów austrjackich ustawicznie sprawa ta była podnoszona, wszystkie stronnictwa ludowe domagały się połączenia obszarów dworskich z gminami, jednakże wszelkie starania w tym kierunku pozostały bezskuteczne i ciągnęły się bez końca. Po wskrzeszeniu państwa polskiego sprawa została gładko bez oporu załatwioną.

Teraz narzuca się coraz bardziej sprawa przyłączenia do Tarnobrzega sąsiednich gmin wiejskich: Dzikowa, Miechocina i Mokrzyszowa po stację kolejową. Sprawa ta była już podnoszona za rządów austrjackich, zajmował się nią gorliwie starosta Swoboda, jednakże wtedy trudna była do przeprowadzenia, gdyż rząd austrjacki nie dbał o polskość miast galicyjskich.

Obecnie Tarnobrzeg posiada 3.800 mieszkańców, w tem 2.900 żydów, a tylko 900 katolików, żydzi więc mają ogromną przewagę i decydują o gospodarce gminnej. Po przyłączeniu Dzikowa, gdzie jest 1.415 mieszkańców, w czem tylko 12 żydów, Miechocina z 1.000 i części Mokrzyszowa ze 175 mieszkańcami ludność katolicka doszłaby do liczby 3.470 i uzyskałaby większość, a zarazem powiększyłby się obszar miasta. Wtedy byłby lepszy zarząd gminy, poprawiłyby się warunki dla przemysłu i handlu. wzmocniłoby się polskie mieszczaństwo. — W okolicy tutejszej brak większych miast, znaczniejsze miejscowości, jak Rzeszów, Tarnów, Lublin, Radom oddalone stąd przeważnie o kilkanaście mil, potrzebnem więc jest, aby Tarnobrzeg stał się większym ośrodkiem miejskim dla tych stron.

Za połączeniem z Tarnobrzegiem oświadczyła się jednogłośnie Rada gminna w Dzikowie, również katolicka część Rady gminnej tarnobrzeskiej opowiedziała się jednomyślnie za przyłączeniem do Tarnobrzega gmin sąsiednich. Także Wydział powiatowy w Tarnobrzegu zajmuje w tej sprawie przychylne stanowisko. Połączenie to potrzebne jest szczególnie dla Tarnobrzega, gdyż posiada bardzo mały obszar i nie ma się gdzie rozbudowywać. Obecnie władze polskie powinny załatwić pomyślnie rzeczoną sprawę i przyczynić się do dalszego rozwoju miasta i mieszczaństwa polskiego.

***

W niepodległym państwie polskiem odżyło życie społeczne z czasów przedwojennych i dalej rozwija się. W Tarnobrzegu czynne są dawniejsze towarzystwa, jak: Tow. Kasynowe, skupiające inteligencję urzędniczą, Czytelnia Mieszczańska, gromadząca odradzające się mieszczaństwo, »Sokół«, jednoczący ludzi różnych warstw, Tow. Szkoły Ludowej, Straż Ogniowa, — i nie mniej żywą rozwijają działalność jak przed wojną.

Więcej niż przed wojną rozwijały się »Koła Młodzieży« w powiecie, mające za zadanie złączyć młodzież przy Kółkach rolniczych w każdej wsi, następnie w powiecie i w całym kraju, podnieść wśród niej oświatę i wychować ją na prawych obywateli państwa. Działalność ich objawiała się głównie w urządzaniu przedstawień teatralnych, festynów i t. p. Podobne cele miały Stowarzyszenia Młodzieży, również rozpowszechnione w powiecie, a pozostające pod opieką duchowieństwa. Najlepiej rozwijające się Koło znajdowało się w Zaleszanach, a najczynniejsze Stowarzyszenie w Miechocinie, założone w r. 1921. — W ostatnich czasach rozwijały się silnie Związki Strzeleckie.

Wszystkie organizacje młodzieży zajmowały się nie tylko sprawami zakreślonymi ich statutami, ale nadto prowadziły w łonie swojem wychowanie fizyczne i przysposobienie wojskowe pod opieką Powiatowego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego. Prawie każda wieś starała się mieć boisko sportowe dla młodzieży, w Tarnobrzegu założono obszerne boisko (Stadjon sportowy), darowane na rozgrywki sportowe przez hr. Tarnowskiego.

Ważną organizacją powojenną stał się Powiatowy Związek Inwalidów, mający na celu polepszenie ich bytu. Związek ten założony w r. 1918, a odnowiony w r. 1921, uzyskał dla inwalidów 300 morgów ziemi od hr. Tarnowskiego, zabiegał o renty dla inwalidów, dla wdów i sierot, nie posiadających jeszcze zaopatrzenia, wystarał się dla inwalidów o hurtownie i sklepy tytoniowe, o kilka koncesyj na restauracje z wyszynkiem, kilka przydziałów ziemi z działek wojskowych, wogóle świadczy wiele usług rodzinom inwalidzkim. Do Związku należą prawie wszyscy inwalidzi i wdowy po poległych z powiatu. W r. 1928 liczył 700 inwalidów i 450 wdów. Na czele Związku stoi Jan Drzewiński z Baranowa, który jest zarazem członkiem Rady Głównej w Warszawie.9

***

W życiu politycznem nastąpiło znaczne uspokojenie i otrzeźwienie w porównaniu ze stanem, jaki był w pierwszych latach istnienia państwa polskiego

Ks. Okoń i towarzysze, którzy w czasie pierwszych wyborów sejmowych występowali jako jedna grupa i zawładnęli zupełnie powiatem, następnie z każdym rokiem tracili na znaczeniu i wpływach. Przyczyniało się do tego w dużej mierze to, że niedługo trzymali się razem, że rozbili się między sobą i szli przeciw sobie. Ks. Okoń i Dąbal zaczęli się zwalczać w gorszący sposób na zgromadzeniach, Dąbal czynnie znieważył Krempę w klubie poselskim, w lipcu zaś w 1922 r. został skazany sądownie na 6 lat więzienia za robotę bolszewicką, podburzanie na wiecach i wrogie występowanie przeciw państwu polskiemu. Następnie wydany został Rosji bolszewickiej w zamian za skazanych tam na śmierć Polaków.10

Więc drugie wybory sejmowe, które się odbyły w r. 1922, dały zgoła inne wyniki. Według nowej ordynacji wyborczej tutejszy okręg wyborczy obejmował powiaty: Tarnobrzeg, Mielec, Kolbuszowa, Ropczyce, Strzyżów, Jasło. List wyborczych było zgłoszonych 26, zawierających około 170 kandydatów. Okoń, Dąbal, Krempa, którzy w poprzednich wyborach występowali razem i uzyskali niesłychanie wielką liczbę głosów, przy drugich wyborach szli oddzielnie: Okoń, jako przywódca Chłopskiego Stronnictwa Radykalnego, Dąbal (z więzienia) jako komunista, Krempa jako tzw. Stapińszczyk. W powiecie tarnobrzeskim lista ks. Okonia otrzymała 4.829 głosów, komunistyczna (Dąbala) 6.379 głosów, a ponieważ w innych powiatach za pierwszą z tych list nie padł ani jeden głos, a na drugą wszystkiego około 200 głosów, więc obaj wymienieni kandydaci przepadli, a przeszedł jedynie Krempa. W wyborach tych wyszło natomiast 4 posłów z Polskiego Stronnictwa Ludowego »Piast« i jeden ze Stronnictwa Katolicko-Ludowego. — W ten sposób skończyły się w powiecie wpływy Okonia i Dąbala, którzy przeszli przez powiat jak burza, nie przeprowadziwszy nic z tego, co obiecywali, a ściągnęli na powiat jedynie uszczypliwą nazwę »republiki tarnobrzeskiej«.

Ostatnio występował ks. Okoń w Tarnobrzegu 8 września 1925 r. W dniu tym, gdy w tutejszym klasztorze OO. Dominikanów przypada odpust na Matkę Boską Siewną, miał się tu odbyć wielki zjazd Chłopskiego Stronnictwa Radykalnego, które narodziło się właśnie w Tarnobrzegu pod pomnikiem Bartosza Głowackiego. Przybył wówczas do Tarnobrzega ks. Okoń z posłami swego stronnictwa, przybyła gromada jego zwolenników głównie z Lubelszczyzny ze sztandarami zielono-czerwonemi i wieńcami. Jednakże ludność okoliczna, zgromadzona tłumnie na odpuście, zajęła nieprzyjazne stanowisko wobec zapowiedzianego zjazdu. Ks. Okoń z trudnością przedostał się ze swym otoczeniem pod pomnik, następnie zaś nie był w stanie stamtąd przemawiać z powodu skierowanych do niego ostrych wykrzykników i wielkiej wrzawy. Nie mógł więc dojść do głosu tam, gdzie niedawno jeszcze bezwzględnie panował, gdzie nikt nie śmiał mu się przeciwstawić. Zgromadzenie przeniosło się na pastwisko za miastem. Ale i tam nie mogło się spokojnie odbywać z powodu wrogiego zachowania się miejscowej ludności.

Cały więc zjazd, przygotowany z wielkim nakładem zabiegów i kosztów, nie tylko nie przywrócił wpływów ks. Okonia w Tarnobrzeskiem, ale, przeciwnie, stał się klęską dla niego. Okazało się bowiem naocznie, że Stronnictwo jego u kolebki zanikło, — ostudziło to więc zapał tych, którzy z innych stron na zjazd przybyli. Niedługo całe Chłop. Stronnictwo Radykalne rozbiło się, przyczem przywódcy jego, posłowie, obrzucali się różnemi oskarżeniami. W ostatnich zaś wyborach w r. 1928 nie przeprowadziło do sejmu żadnego kandydata, przepadł też założyciel Stronnictwa, ks. Okoń.

W niepodległem państwie polskiem podniosło się znaczenie warstw ludowych, w szczególności włościaństwa, a zmalało znaczenie i wpływy dawnej arystokracji rodowej. Widocznem to było w życiu codziennem, społecznem i politycznem, wszędzie usuwali się w cień przedstawiciele arystokracji, a wysuwali się naprzód ludzie nowi z warstw ludowych. Nie spełniło się więc to, czego obawiali się dawniej ciemni chłopi, że z powstaniem Polski powróci panowanie szlachty i pańszczyzna. Przeciwnie Rzeczpospolita Polska uznała w konstytucji równość wszystkich obywateli wobec prawa, nie uznaje przywilejów rodowych ani stanowych, jak również żadnych herbów, tytułów rodowych i innych, z wyjątkiem naukowych, urzędowych i zawodowych.

W początku ustał też rozrost żydów i widoczne było cofanie się ich z zajętych przez nich placówek. Pod wpływem rozruchów wiejskich, które w znacznej części przeciwko nim się kierowały, porzucali wsie. wyprzedawali tam łub wydzierżawiali swoje grunta, opuszczali karczmy i wyjeżdżali do miast. W ten sposób prawie wszystkie wsie w powiecie w krótkim czasie odżydziły się i za wolnej Polski kilkadziesiąt karczem żydowskich w powiecie, jaskiń wszelkiego zepsucia, upadło. Także w miastach mniejszych, żydzi utracili wtedy niektóre handle, szczególnie monopolowe —jak składnice tytoniu — na rzecz inwalidów wojennych, sprzedawali też swoje realności i wynosili się do większych miast lub za granicę. Tak wiec wówczas w Tarnobrzegu 5 domów w rynku przeszło w ręce chrześcijan. Wogóle żydzi stali się wtedy ustępliwsi i szukali zbliżenia się i oparcia u ludności chrześcijańskiej.

Głośnem było np. że w r 1920 przeszła na wiarę katolicką żydówka wdowa Brandla Perlmutter z Mokrzyszowa, razem ze swoimi dwoma małymi synami. Uroczystość chrztu odbyła się w kościele parafjalnym w Miechocinie, a z wychrzcianką ożenił się niedługo parobczak z Mokrzyszowa. W następnym roku siostra Brandli, Necha, przeszła również na wiarę katolicką, chrzest odbył się w kaplicy zakładu wychowawczego w Mokrzyszowie, a w tydzień potem odbył się ślub przechrzcianki z synem jednego z gospodarzy w Mokrzyszowie. Pierwszy i drugi chrzest odbył się bez przeciwdziałania i przeszkód ze strony żydów.

***

Po wskrzeszeniu państwa polskiego nastąpił wielki rozrost szkół w Tarnobrzegu. W r. 1920 podzielona została 5 kl. szkoła tamobrzeska mieszana na męską i żeńską, a równocześnie zostały one zamienione na 6 klasowe. W r. 1924 obie te szkoły przekształcone zostały na 7 klasowe. — W tymże czasie państwowa szkoła realna przemienioną została na gimnazjum a zarazem wzmógł się napływ młodzieży do tej szkoły. — W r. 1920 powstało w Tarnobrzegu pryw. seminarjum naucz. żeńskie, które z każdym rokiem rozwijało się, tak że po 5 latach miało pełną liczbę kursów i uzyskało prawa państwowe.

Na uwagę zasługuje szkoła uzupełniająca przemysłowa, założona w r. 1899, a za czasów polskich przekształcona na »«Dokształcającą szkołę zawodową«. Uczęszcza do niej w godzinach wieczornych przeszło 100 uczniów rzemieślniczych i kupieckich — w tem ¾ Polaków, ¼ Żydów, w wieku od 16–18 lat. Szkoła ta przyczynia się do podniesienia stanu rękodzielniczego i kupieckiego.

Rozwój szkolnictwa jest tu szczególnie widoczny, podobnie jak w całej Polsce, gdy się zestawi stan szkół teraźniejszy i z przed lat kilkudziesięciu. W Tarnobrzegu np. przed rokiem 1865, t. j., przed 60 paru laty, była zaledwie mała szkółka, mieszcząca się w wynajętym budynku, o jednej sali szkolnej, o jednym nauczycielu z liczbą dzieci nie przekraczającą 100, dziś zaś — nie licząc szkół żydowskich — są tu dwie szkoły powszechne, gimnazjum, seminarjum, dokształcająca szkoła zawodowa, niektóre z tych szkół mieszczą się we własnych budynkach. wszystkie one obejmują razem prawie 40 sal szkolnych, liczą razem prawie 1½ tysiąca młodzieży, uczy w nich 50 sił nauczycielskich, zaopatrzone są w różne pomoce naukowe i pracują nad wychowaniem młodego pokolenia w wolnej niepodległej Polsce.

***

Po powstaniu państwa polskiego okolica tutejsza doczekała się wreszcie dogodniejszego podziału parafjalnego. Przed wojną światową Dzików i Tarnobrzeg należał do parafji miechocińskiej, która należy do najstarszych w Polsce i była jedną z najrozleglejszych, obejmując 13 wsi. Niektóre z tych wsi miały dwie mile i więcej do kościoła parafjalnego, więc ludność nie mogła należycie korzystać z nabożeństwa i pociech duchowych kościoła, a proboszcz nie mógł znać całej swej ludności. Koniecznym się stawał podział tej parafji na mniejsze. Jednakże wszelkie starania czynione w tym kierunku pozostawały bezskuteczne i dopiero po wielkiej wojnie światowej i powstaniu państwa polskiego doczekały się pomyślnego załatwienia. Wielka parafja miechocińska została podzielona — jak już pisałem — na 4 mniejsze, a mianowicie: w Tarnobrzegu, obejmującą Tarnobrzeg, Dzików, Mokrzyszów, Stale, razem 7.000 dusz; w Chmielowie, obejmująca Chmielów, Jadachy, Cygany; w Tarnowskiej Woli, obejmującą Tarnowską Wolę, Alfredówkę łącznie z Dębą i Rozalinem, które wydzielono z parafji Majdan Kolbuszowski; w Miechocinie. obejmującą Miechocin, Kajmów, Ocice, Machów, Nagnajów, Siedliszczany.

Parafię w Tarnobrzegu otwarto 1 sierpnia 1922 r. i powierzono ją klasztorowi O. O. Dominikanów.

W Chmielowie i Tarnowskiej Woli buduje się nowe, piękne kościoły parafjalne, na które materjał budowlany ofiarował w dużej części hr. Zdzisław Tarnowski, miejscowa zaś ludność przyczynia się do budowy bezpłatną robocizną i ze składek pokrywa koszta budowy. Kościół zaś w Miechocinie, który w ostatnich dziesiątkach lat nie miał troskliwych gospodarzy i uległ wielkiemu zniszczeniu zwłaszcza w czasie wojny, został odrestaurowany dzięki gorliwości nowego proboszcza ks. Henryka Hausnera.

Nadto w powiecie tarnobrzeskim, już po wojnie światowej, powstały nowe parafje i kościoły w Rzeczycy Długiej i w Woli Gołego koło Baranowa.

W ostatnich latach odbył się w kościołach w Tarnobrzegu i Miechocinie szereg większych uroczystości kościelnych, jak poświęcenie nowych dzwonów w miejsce zrabowanych w czasie wojny, misje parafjalne, wizytacja biskupia. Ostatnie wielkie misje odbyły się w Miechocinie w r. 1923, przeprowadzone przez Redemptorystów, w Tarnobrzegu w r. 1928, przeprowadzone przez Jezuitów. W misjach tych, trwających po 8 dni, lud brał bardzo żywy udział i wpłynęły one silnie na poprawę obyczajów, popsutych szczególnie w czasie wojny i w latach powojennych. Ostatnia wizytacja kanoniczna odbyła się w r. 1928, dokonana z wielką gorliwością przez ks. biskupa Anatola Nowaka.

***

Na wszystkich w ogóle polach stwierdzić można dążenie do zagojenia ran zadanych wojną, do odbudowy materjalnej i duchowej, a zarazem pewien rozwój. W pracy społecznej wybijało się w powiecie w ostatnim dziesiątku lat szereg osób, a mianowicie — prócz wspomnianych już w ostatnich rozdziałach — młodzi właściciele obszarów dworskich: hr. Artur Tarnowski, Zbigniew Horodyński (syn), Roman Grieswaid, a spośród inteligencji tarnobrzeskiej: Michał Radomski, dyrektor gimnazjum, dr Leonard Madej, kandydat adwokacki, ks. kan. Tomasz Gunia, prof. gimnazjum, Michał Marczak, prof. gimn. i bibljotekarz, Klemens Drzewicki, dyrektor Spółki rolniczo-handlowej »Gleba«. Jako starostowie zasłużyli się w tym czasie szczególnie dr Tadeusz Spiss i Stanisław Hawrot, którzy zaprowadzili w powiecie uspokojenie i porządek.

***

W r. 1927 dotknęły Dzików dwa wielkie nieszczęścia: świętokradztwo w kościele OO. Dominikanów i pożar zamku hr. Tarnowskich.

Dnia 21 czerwca (gdy noc najkrótsza) jakiś złoczyńca, dostawszy się do kościoła przez ostatnie okno od cmentarza kościelnego prawdopodobnie przed północą, ściągnął świętokradzką ręką koronę z obrazu Matki Boskiej Dzikowskiej, pozostającej w tutejszem klasztorze od r. 1678 i koronowanej dnia 8 września 1904 r. Nadto wyważył od tabernaculum drzwiczki, obite srebrną blachą z pięknem wykuciem na blasze kielicha z hostją, które wykonane były w r. 1712. Lecz czy spłoszony przez kogoś, czy z innej przyczyny drzwiczki te zostawił zawieszone na jednym gwoździku. Dochodzenia ze strony policji tarnbrzeskiej znalazły ślady stóp, prowadzące po lewej stronie kościoła do ogrodu klasztornego, a pies policyjny, sprowadzony z Rzeszowa, doprowadził policję do przewozu prywatnego naprzeciw przysiółka Podłęże. I tam wszelkie dalsze ślady znikły.

W pół roku potem, dnia 21 grudnia (gdy noc najdłuższa), spłonął zamek dzikowski, który był budowlą z XV wieku, a w r. 1522 nabyty przez Tarnowskich od tego czasu nieprzerwanie pozostawał w ich rękach. Ogień zapuszczono przy rozgrzewaniu zamarzniętych rur centralnego ogrzewania, później też jeden ze służby zamkowej pociągnięty został do odpowiedzialności sądowej za nieostrożne obchodzenie się z ogniem. Pożar wywiązał się na strychu w środkowej części zamku, na zewnątrz zaś ukazał się koło wieży od razu żywiołowo około godz. 2.30 po północy. Bardzo szybko objął drugie piętro zbudowane z drzewa i wżerał się w dalsze części zamku. Na ratunek rzuciła się tłumnie służba zamkowa, ludność z Dzikowa i Tarnobrzega, okoliczne straże ogniowe, a przedewszystkiem młodzież miejscowego gimnazjum i seminarium Dzięki bohaterstwu ratujących ocalono przeważną część sławnej bibljoteki dzikowskiej, obrazy i różne pamiątki narodowe. Ratunek jednak utrudniało to, że pożar wybuchł wśród bardzo mroźnej nocy, że wody w zamku nie było, bo zbiorniki mieściły się na strychu spalonym, a hydranty koło zamku były zamarznięte, że wiejskie straże ogniowe nie miały odpowiednich przyrządów do ratowania takiego gmachu jak zamek, że wreszcie sufity w zamku nie były sklepione, ale zbudowane z drzewa i waliły się, trawione ogniem. Koło godz. 5 nad ranem, gdy wrzała największa praca nad ratowaniem zabytków zamkowych, runął sufit w największej sali piętrowej, w której pomieszczona była bibljoteka. Zginęło wówczas dziewięciu bohaterskich obrońców skarbu duchowego, a mianowicie: Janina Kocznerówna, uczennica seminarjum, Alfred Freyer, sławny lekkoatleta, Józef i Grzegorz Gilowie, stolarze (ojciec i syn), Jan Mastelarczyk, uczeń gimnazjum, Aleksander Pomykalski. murarz, Wojciech Skiba, strażak, Bronisław Wiącek, praktykant stolarski, Władysław Wiącek, czeladnik. Ciężko ranni byli: Adam Gronek, uczeń gimnazjalny, i Franciszek Wiącek, malarz pokojowy. Najtragiczniej zginął Grzegorz Gil, któremu belka przywaliła nogi i żywcem się palił, a do nadbiegających mu z pomocą wołał, aby siebie ratowali, bo on już zginąć musi. Do wieczora pożar strawił cały gmach aż do parteru, ocalała jedynie kaplica na lewym skrzydle i sąsiadujące z nią archiwum. Zresztą z całego zamku pozostały jedynie okopcone szkielety murów. Pogrzeb bohaterskich ofiar pożaru odbył się wśród podniosłych, rzewnych uroczystości, przy udziale nieprzejrzanych zastępów publiczności. Zwęglone szczątki Bron. Wiącka, najuboższego z tych, co zginęli, nieśli na cmentarz członkowie rodziny Tarnowskich.

Ale życie w miejscu nie stoi, idzie naprzód, rozwija się. Po tych nieszczęśliwych wypadkach rozpoczęły się zaraz zabiegi około wyrównania strat poniesionych. Rozpoczęło się zbieranie składek na nową koronę na cudowny obraz Najświętszej Panny Dzikowskiej, a uroczystość nałożenia nowej korony odbędzie się za parę lat po odnowieniu kościoła O. O. Dominikanów, zniszczonego w czasie wojny. Odbudowuje się też pospiesznie zamek w Dzikowie i niedługo stanie w pełnej okazałości.

Tak weszliśmy w rok 1928, dziesiąty od wskrzeszenia państwa polskiego, a ośmdziesiąty od zniesienia pańszczyzny.

***

Wspomnę jeszcze o odznaczeniu jakie mnie spotkało w ostatniej chwili, gdy już »Pamiętniki« były w druku. Oto dnia 1 marca 1929 r. otrzymałem niespodziewanie z Kancelarji Cywilnej Pana Prezydenta Rzeczypospolitej zawiadomienie, że został mi nadany Złoty Krzyż Zasługi i zarazem otrzymałem zaproszenie na uroczystość wręczenia odznaczeń, mającą się odbyć dn. 10 marca br. na Zamku Królewskim w Warszawie.

Z powodu tego odznaczenia przeżyłem w Warszawie chwile prawdziwie podniosłe. Na uroczystość 10 marca przybyło tam z różnych stron Polski kilkuset włościan, którzy mieli być odznaczeni w obecności Pana Prezydenta Krzyżami Zasługi: bronzowemi, srebrnemi i złotemi. Uroczystości z tem związane rozpoczęły się 9-go, a zakończyły 11-go marca, a złożyły się na nie między innemi: Uroczysta Msza św. w katedrze św. Jana, złożenie wieńca na grobie Nieznanego Żołnierza, przedstawienie w Teatrze Wielkim, wręczenie odznaczeń, raut na Zamku Królewskim. Uroczystości zaszczycił swą obecnością Najwyższy Zwierzchnik Państwa, więc były nacechowane wielką okazałością, odpowiadającą wielkości i godności Rzeczypospolitej. Byliśmy wszędzie podejmowani z niewymowną gościnnością i szczerością, którą starali się nam okazać wszyscy, a szczególnie młode Warszawianki z Drużyny Strzeleckiej.

Zapewne po raz pierwszy w Polsce odznaczano naraz tylu drobnych rolników, tych »co żywią i bronią«. Zostało przez to podkreślone znaczenie gruntowego włościaństwa. Zaznaczył to też w przemówieniu Pan Prezydent Rzeczypospolitej, że rolnictwo stanowi podstawową gałąź bogactwa narodowego, a osiągnięcie postępu w tej dziedzinie jest trudniejsze, niż w jakiejkolwiek innej.

Nic potrzebuję dodawać, jak czułem się szczęśliwym z dożycia tej chwili, że takie odznaczenie spotkało mnie i tylu innych braci włościan od własnego Rządu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

W roku tym kończę w zdrowiu i przy dostatecznej sile 87-my rok życia. Za co niech będą Bogu Wszechmogącemu dzięki.


1 Należy dodać, że dnia 1-go listopada 1918 r. zrana Komenda żandarmerji w Tarnobrzegu otrzymała od exponowanego oficera sztabowego w Przemyślu depeszę w języku niemieckim treści następującej: „W razie gdyby jakaś partja polska przyszła do tamtejszej komendy i zażądała rozbrojenia, należy bez rozlewu krwi dać się rozbroić, wszystkie podwładne posterunki o tem natychmiast zawiadomić”.

2 Równocześnie Komitet wydał następującą drukowaną odezwę: „Do ludności powiatu tarnobrzeskiego. Rodacy! Wskutek zarządzenia Polskiej Komisji Likwidacyjnej, tutejszy Komitet Samoobrony Narodowej objął z dniem dzisiejszym naczelną władzę administracyjną w powiecie, władzę wojskową z rozkazu komendanta sił zbrojnych Brygadjera Roji objęła tutejsza powiatowa Komenda wojsk polskich. — Jako naczelna cywilna władza w powiecie pozostawiamy nadal w mocy wszystkie obecnie istniejące urzędy. Od dziś dnia pełnią one swe czynności imieniem Polskiego Rządu, do nich więc jak dotąd należy się zwracać we wszelkich sprawach tyczących się ich zakresu działania. — Witając Was jako obywateli wolnej, niepodległe i zjednoczonej Polski, wzywamy do rozwagi, spokoju i ładu. W imieniu Ojczyzny zaklinamy, byście karnym posłuchem rozkazów obecnej władzy dali dowód, że zmartwychwstała Polska ma w Was godnych siebie synów, żadnych niepokojów i zamieszek. W spokoju, powadze i cierpliwości oczekujcie chwili, w której polskie władze doprowadzą do końca budowę naszej państwowości, Niezgoda i brak karności zgubiły ongiś naszą Ojczyznę, niechaj obecnie zgoda, karność, jedność i miłość utrzyma Ją w mocy i sile. Tarnobrzeg, dnia 2-go listopada 1918 r. Powiatowy Komitet Samoobrony”.

3 O wiecu tym pomieścił krakowski „Naprzód” w Nrze 251 z dnia 10-go listopada 1918 r. na stronie 1-ej następującą notatkę: „Chłopi polscy ujmują władzę wojskową i cywilną w swe ręce”. We środę 6-go w dniu targowym zebrała się w mieście zupełnie samorzutnie przeszło 30-tysięczna rzesza chłopska pod pomnikiem Bartosza Głowackiego. Po przemowie posła ks. Okonia, chłopów Rychla, Stadnika, Grzywacza, Zielińskiego, i syna chłopskiego-oficera Dąbala wybrała przez aklamację swój zarząd powiatu, na którego czele stanęli chłop Grzywacz, adwokat Jaroszewski, i chłop Zieliński. Lud wybrał i zamianował oficera Dąbala majorem i komendantem wojskowym powiatu i pułku strzelców ziemi sandomierskiej. Zniesiono Radę powiatową, ustanawiając “Zjazd” delegatów wszystkich gmin, wyszłych z powszechnego wyboru. Złożono poselstwa z Dra Rosnera i hrabiów: Lasockiego i Tarnowskiego, wybierając za swych przedstawicieli poselskich ks. Posła Okonia, chłopów: Wryka i Zielińskiego, a dla miast Dra Jaroszewskiego. Szefem sanitarnym dla obrony przed zarazą wybrano Dra Urbanika. Powzięto szereg radykalnych uchwał i odebrano dotychczasowemu komitetowi stańczykowskiemu władzę, co odbyło się we wzorowym porządku i bez zaburzeń. Wkrótce przybywa do Krakowa liczna deputacja do P. K. L. i generała Roji celem aprobowania uchwał i wyboru. Na odpowiedź tych władz czeka niecierpliwie, lecz zdecydowanie cały lud, tymczasem organizuje się jeszcze liczniej w następnym tygodniu. W razie odmownej odpowiedzi sytuacji stałaby się krytyczną wobec zdecydowanego stanowiska ludu”.

Notatka powyższa z tego względu ważna, że nadała rozgłos wydarzeniom w powiecie tarnobrzeskim i odtąd zaczęła się upowszechniać nazwa „republiki tarnobrzeskiej”.

4 Rada Regencyjna rozwiązała się dnia 14-go listopada 1918 r., przekazując zwierzchnią władzę państwową Józefowi Piłsudskiemu. Ten sparwował tę władzę z początku jako Tymczasowy Naczelnik Państwa, aż do zebrania się Sejmu Ustawodawczego. Następnie Sejm uchwałą z 20-go lutego 1919 r. powierzył mu dalsze sprawowanie urzędu Naczelnika Państwa, aż do czasu uchwalenia Konstytucji, która dopiero określiła przepisy o organizacji naczelnych władz w Państwie Polskim.

5 Według informacyj, otrzymanych od jednego z delegatów, delegację przyjął członek Rządu Lubelskiego, minister spraw wewnętrznych Thugutt, który wyraził radość z powodu powstania samodzielnej organizacji w powiecie tarnobrzeskim, przyrzekł pomoc dla niej i dał auto wojskowe z 12 żołnierzami z poleceniem aresztowania i dostawienia do Lublina tych, którzy nie chcieli uznać Rządu Ludowego. W szczególności miał być aresztowany hr. Zdzisław Tarnowski. Minister zalecał przeprowadzić wszystko co dobre, praktyczne i demokratyczne, usuwac co austrjackie. Oświadczył, że po zbadaniu organizacji zastosuje ją w innych częściach Polski. — Delegacja byłą też u ministra wojny, gen. Rydza-Śmigłego, który dał Dąbalowi nominację na majora i przyrzekł pomoc do tworzenia armji w powiecie (1000 mundurów, 1000 karabinów i 6 armat).

6 Odezwa ta brzmiała: „Obywatele-Polacy! Do broni! Naród — Chłop i Robotnik polski wzywa obrony i pomocy przeciw mordom i grabieży rozbestwionej dziczy hajdamackiej! Bezbronne dzieci polskie giną z rąk rusińskich! Świętokradztwo! W kościołach leje się krew bezbronnych synów Polski! CI męczennicy narodu wzywają od Nas pomocy! Bracia! Czy pozwolicie na to, by dzicz rusińska, tchórzowskie zgraje i bandy z namowy łajdackich Prusaków i Niemców mordowały okrutnie niewinne dzieci, starców i kobiety polskie?! Nie! Wstydem byłoby opuszczać ich dzisiaj! Przestańmy partyjnych waśni! Do czynu! Na Boga! Dajmy im pomoc, a rusiński podły bandyta, jak zobaczy naszych Wiarusów-Mazurów z Ziemi Sandomierskiej, idących pod Sztandarem Cudownej Matki Boskiej Dzikowskiej na pomoc Swym bezbronnym braciom Polakom, Chłopom i Robotnikom podda się i ukorzy! Żołnierze! Przelewaliście krew za naszych wrogów, a dziś pozwolilibyście ginąć Waszym Braciom rodakom!?!! Wzywam Was w Imię Boga i Ojczyzny stawajcie w szeregi! Niech żyje dyktator Piłsudski! Do broni! Wasz Rodak chłop Tomasz Dąbal, kapitan Wojsk Polskich. — Ochotnicy zgłoszą się natychmiast w Komendzie W. P. W Tarnobrzegu! Pobór zaczyna się 18 listopada 1918 r. — Po przeczytaniu odezwę rozlepić lub podać dalej!”

7 Podnoszono skargi, że prowadzona żandarmerja i wojsko dokonywała egzekucji bezwzględnie, bijąc jednych za rabunki, innych, by wydali broń i wyjawiali winnych, oraz rekwirując żywność dla siebie. Opowiadano, że w ten sposób zostało ukaranych 4.000 chłopów, a kilkunastu zabito. Trudno sprawdzić, ile w tych zarzutach jest prawdy.

8 Marka polska wprowadzona została do obiegu w okupacji niemieckiej rozporządzeniem gen. Gubernatora Besselera z dn. 13 grudnia 1916 r. Z chwilą powstania państwa polskiego przejęta została przez władze polskie, następnie dekretem Naczelnika państwa wprowadzona została zmiana banknotów markowych, które zamiast dawnych podpisów i objaśnień władz okupacyjnych otrzymały podpisy władzy polskiej. W dniu 13 lutego 1919 r. sejm powziął uchwałę, że wydawanie marek polskich następować może po uprzedniem zezwoleniu sejmu. Wzrastające coraz więcej zadłużenie Skarbu Państwa powodowało wypuszczanie marek polskich w coraz większej ilości.

9 Wydział powiatowy w Tarnobrzegu, chcąc uczcić pamięć poległych w wojnie światowej i polskiej, pochodzących z powiatu tarnobrzeskiego, i wmurować w dotyczących kościołach parafjalnych tablice pamiątkowe z nazwiskami poległych, — zarządził spisy ich we wszystkich gminach w powiecie. Po zestawieniu tych spisów, które zapewne niezupełnie są ścisłe, okazało się, że poległych tych z całego powiatu jest 1.144.

10 Tomasz Dąbal pochodził z Sobowa w pow. tarnobrzeskim z rodziny włościańskiej. Po ukończeniu gimnazjum zapisał się na uniwersytet w Krakowie, gdzie 2 lata spędził na medycynie, rok na prawie. Był wtedy członkiem Czytelni Akademickiej, skupiającej młodzież z pod znaku Polsk. Stronnictwa Lud. Brał udział w organizacji »Strzelca«, a po wybuchu wojny wstąpił do legjonów z rangą oficera. Głośnym stał się wówczas, gdy po upadku Austrji znalazł się w Tarnobrzegu i razem z ks. Okoniem rozpoczął robotę polityczną. W r. 1921 przeszedł jawnie do obozu komunistów i jako poseł zgłosił w Sejmie partję komunistyczną.